piątek, 4 marca 2011

Fighter, czyli o potrzebie motywacji

Kolejny nominowany do Oscarów w tym roku film to może i ograny temat, ale mimo to znajdziemy tu parę interesujących rzeczy. Boks na ekranach gościł nie raz z lepszym lub gorszym efektem, najczęściej to historie o dążeniu do sławy i sukcesu i oczywiście "z happy endem" (chyba tylko Eastwood się wyłamał dobrym "Za wszelką cenę"). Ale tu oprócz treningów, woli walki i pojedynków otrzymujemy jeszcze dwa ciekawe wątki. Bokser wagi półciężkiej, Irlandczyk Micky Ward (Mark Wahlberg) mieszka w małym amerykańskim miasteczku, jego treningiem i ustawianiem walk zajmuje się rodzina i tu kapitalne dwie role. Dicky (świetny Christian Bale) - przyrodni brat, były bokser, a teraz trener swoją karierę zaprzepaścił m.in. przez kłopoty z narkotykami i konflikty z prawem. Matka (Melissa Leo), która jest menadżerem ewidentnie żeruje na karierze Micky'ego - najważniejsza jest rodzina o której musi pamietać, jego brat, któremu podobno wszystko Micky zawdzięcza no i kasa dzięki której wszyscy żyją (m.in. przezabawne role 7 sióstr). 
Kiedy nasz bohater przegrywa jakoś mało to wzrusza kogokolwiek z najbliższych, nie widzą potrzeby żadnych zmian, umawiają tylko kolejne walki. Gdy Micky spotyka na swojej drodze kobietę, która zaczyna go wspierać, motywować do zmian, wierzy w szansę na wygraną dochodzi do licznych spięć i konfliktów z rodziną, która czuje się odsunięta. To chyba najciekawsze w tym filmie - jak zmienia się podejście do walki i wiara w swoje umiejętności gdy Micky zaczyna słuchać głosów innych niż jego najbliżsi oraz ciekawy wątek więzi pomiędzy braćmi (mimo, że Dicky trafia do więzienia to nadal próbuje wpływać na strategię walki i paradoksalnie wyrok daje mu siłę by zmienić swoje życie i rzucić nałóg).
Historia oparta jest na faktach i w stylu amerykańskim opowiada o niełatwej drodze do sukcesu (zamiatanie ulic, użeranie się z żoną, która odebrała mu córkę itd.), o zmaganiu się z różnymi trudnościami i samym sobą aż do sukcesu (zwycięska finałowa walka i zdobycie tytułu mistrza).
Warto obejrzeć - mimo, że sceny na ringu wypadają blado i mało realistycznie. To co najciekawsze dzieje się poza salą treningową i poza walkami bokserskimi. To raczej opowieść o tym, że czasem warto odciąć się od rodziny aby dojrzeć i aby obie strony doceniły wartość relacji gdy już trochę od siebie odpoczną. Szczególnie ciekawa rola uzależnionego od cracku Dicky'ego (Christian Bale, który też dostał za tę rolę nagrodę). A czy sam film zasługiwał na nominację? To już możecie ocenić sami. trailer

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza