piątek, 19 października 2018

Kochankowie - Anne B. Ragde, czyli jak cudowne może być życie

Wczoraj notki nie było, bo bawiłem się do późna w Teatrze Syrena (Pożar w Burdelu) - notka pewnie powstanie na dniach, ale znowu będzie dialogowana, bo dobrze nam się pisze w ten sposób. W zanadrzu zgodnie z zapowiedziami jeszcze dwa nowe filmy, a może i na jakiś serial znajdzie się miejsce.
A dziś książka. Saga, którą pokochałem już chyba dwa lata temu, gdy w moje ręce trafił tom pierwszy i potem już tylko wypatrywałem kolejnych. Myślałem, że na czwartym historia się już zakończy, ale oto trwa dalej.
Jeżeli sagi kojarzą Wam się jedynie z opowieściami o Wikingach albo rozwleczonymi niczym brazylijska telenowela wielotomowymi historyjkami o miłości, to powieści Anne B. Ragde Was zaskoczą. To literatura, w której codzienne sprawy urastają do pewnego misterium, a życie które podglądamy jest tak samo fascynujące, jak i zupełnie zwyczajne. Rodzina Neshov najpierw zdradzała przed nami swoje sekrety, szokowała wewnętrznymi relacjami i konfliktami, potem przyszedł czas radości i nadziei, aż do momentu gdy znowu każdy został ze swoimi problemami sam.

To jest właśnie najciekawsze, że w każdym tomie mamy kilkoro bohaterów, z których każdy ma swoją niezależną opowieść, swoje tajemnice, nadzieje i obawy. Ich losy się to zbliżają do siebie, to znów oddalają, niby są rodziną, ale niełatwo im nauczyć się bliskości, zaufania. Każdy z nich na swój sposób jest pozamykany, próbuje radzić sobie sam z pewnymi rzeczami i uparcie buduje swoje szczęście na własną rękę, nie chcąc żadnego wsparcia, czy nawet zbytniej obecności. Och jakże powoli się to zmienia.
Smutek, doświadczenie cierpienia, samotność są tu doświadczeniem, które czasem prowadzi do tragedii, ale czasem może wyzwolić też nowe siły i nadzieję. Ale nie w prosty sposób: i żyli długo i szczęśliwie. Siłą Ragde jest to, że w cudowny sposób pisze o tym jakim szczęściem mogą być najprostsze rzeczy, które dla innych byłyby bez sensu. Bliski kontakt ze zwierzętami, ciężka praca i czerpanie satysfakcji z jej efektów, skupianie się na małych celach, chwila spędzona na ławce przed domem o zachodzie słońca, czy na leśnej polanie w ciągu dnia. Jedzenie, wsparcie i obecność drugiej osoby, zatrzymanie się i skupienie się na prostej sytuacji, na chwili, rozmowie, książce, czy nawet przedmiotowi - tu wszystko może nabrać zupełnie innej wartości. Tam gdzie autorzy skupiają się na akcji, budowaniu napięcia, Ragde niespiesznie opowiada historię. O tym jak wygląda zwykły dzień. Oczywiście inaczej wygląda on w gospodarstwie Torunn, która powoli przekształca je według własnych pomysłów, wcale nie usuwając wszystkich śladów przeszłości, inaczej w domu spokojnej starości gdzie przeniósł się Tormond, inaczej w rozwijającej się formie pogrzebowej Margida, a jeszcze inaczej w domu bogatych Erlenda i Krumme. Każde z nich będzie mogło znów zaprosić nas do swojego świata i odsłonić trochę wspomnień, trochę marzeń i planów.
Dla fanów cyklu rzecz obowiązkowa. A dla innych? Zachęcam byście po prostu rozpoczęli przygodę z tymi powieściami od początku. Inaczej się nie da. Dopiero wtedy docenicie smak tej piątej z kolei książki, zrozumiecie skomplikowane relacje jakie łączą bohaterów. Zanurzycie się w ten smutek, który tu jest, ale i będziecie cieszyć się z tego, że on nie musi nic kończyć, że jest czymś naturalnym, częścią życia. Literatura pełna piękna i niosąca ze sobą sporą dawkę wewnętrznego spokoju.

2 komentarze:

  1. Muszę zacząć czytać ...ale mam tylko trzy a tu są następne dwa.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzy są zamkniętą historią, pozostałe były dopisywane. Ciekawe i radują serducho, ale już są trochę inne, chyba więcej w nich optymizmu i godzenia się z przeszłością

      Usuń