niedziela, 14 października 2018

Pułapka, czyli na szczęście to tylko 6 odcinków

Skończyłem dziś serial, więc to on staje się bohaterem notki. I niestety mimo sporych nadziei (Palkowski, Kulesza), i obietnic ze strony stacji, znowu wyszło mizernie. Brak przede wszystkim klimatu, napięcie budowane jest skokowo, od pewnego miejsca robi się przewidywalnie, a spora ilość rzeczy nielogicznych psuje całą frajdę. Jeżeli więc kogoś obwiniałbym za porażkę (bo nie wiem czy doczekamy drugiego sezonu), to scenarzystów. Potem reżysera. Jak można dopuszczać na planie takie kretyństwa jak zamykanie łazienki od zewnątrz, wszystkie te dziwne historie z Domu Dziecka, który potem okazał się wcale nie tak istotny dla fabuły... Jejku. Scenariusz powinien trzymać się kupy, a tu już sam pomysł, by rysunki, które mają powstawać na podstawie wspomnień sprzed lat 8? 10? wydaje się idiotyczny.


serial pułapka recenzja
I na tych krótkich uwagach w sumie można by notkę skończyć. Nie ratuje serialu aktorstwo, bo pomysł na Olgę (Katarzyna Kulesza) zdaje się był taki, by po prostu sporo piła, a Czarny (Leszek Lichota) ma ganiać ze spluwą i kląć. Jeżeli już ktoś przykuwa uwagę, budzi zaciekawienie, to dyrektorka (Maria Maj) i młoda dziewczyna od której wszystko się zaczyna, czyli Ewa (Marianna Kowalewska). Reszta to tło i niestety nie wybija się niczym istotnym.
Obejrzałem, dobrze że zdecydowano się na krótki format, bo rozciąganie tego dałoby jeszcze gorszy efekt. Ale do takich produkcji jak Belfer, czy nawet klimatyczny Kruk, TVN-owi jeszcze daleko. Brak oryginalności, brak prawdziwej tajemnicy i niestety brak jakiejś prawdy w tym wszystkim. 
A za tydzień start kolejnej ich produkcji. Tym razem na szczęście chyba nie czysty kryminał, więc może będzie lepiej? Choć tej stacji naprawdę rzadko filmy się udają, najczęściej oferuje bezpieczne przeciętniaki, a tym się widza nie zaskoczy.  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza