poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Bałtyk. Historie zza parawanu - Aleksandra Arendt, czyli tematy leżały blisko plaży

W sumie nawet nie wiem czego się spodziewałem. Może czegoś bardziej spójnego? Mam wrażenie, że ta publikacja przypomina dość na szybko zebrany zbiór ciekawostek, rozdziałów poświęconych zupełnie innym tematom, które skojarzyły jej się z morzem. Od ciekawej historii, aż po współczesność, która raczej już aż tak bardzo pasjonująca nie jest, przynajmniej dla mojego pokolenia - zbyt dobrze ją znam, by zadowolić się kilkoma stroniczkami. A nawet gdy autorka opowiada o historii, nie zawsze potrafi dobrze poradzić sobie z prezentacją materiału, często po prostu cytując wprost jakieś inne publikacje, jakieś rozmowy, niespecjalnie je komentując. Skaczemy trochę po różnych dygresjach, legendach, odwołując się do pełnych pasji ludzi, którzy pokochali Wybrzeże i nasze morze, czasem pokazując obecny wygląd opisywanych miejsc. Nie przeczę - czyta się to szybko, jest trochę fragmentów dla mnie dość interesujących (choćby losy windy w Jastrzębiej Górze, czy zatopione parowozy, niemieccy szybownicy na naszych plażach), ale po przeczytaniu całości ma się jakieś poczucie niedosytu i wrażenie, że w głowie pozostało niewiele.
Czy można jednak znaleźć jakąś wspólną przewodnią nić, która by połączyła np. historię działania latarni morskich, budowę pierwszych uzdrowisk, z nudystami, historią transatlatyku Stefan Batory, skocznią narciarską na Wybrzeżu, kościołem w Trzęsaczu i historią Wolina? Jakoś nie bardzo to dostrzegam. Część z tych historii była dość oczywista, nawet dla mnie, człowieka który jakoś z morzem związany nie jest (bardziej lubię góry), a inne rzeczywiście przeczytałem z olbrzymim zainteresowaniem i przyjemnością (szczególnie te historyczne). Mam więc mieszane odczucia. Trudno mi "Bałtyk" traktować jako poważny reportaż, to raczej lekki zbiorek ciekawostek zabranych z różnych źródeł. Miła lektura na wakacje. Nic super odkrywczego, niektóre rzeczy aż prosiłyby się o rozwinięcie, ale cóż...
Za to wydana tak, że palce lizać. Oprawa edytorska zasługuje na brawa i aż żal, że treść nie robi aż tak wielkiego wrażenie jak zebrane fotki, ilustracje i pomysł na ich zaprezentowanie. Gdyby ktoś jednak jeszcze wybierał się na krótki urlop...  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz