sobota, 31 grudnia 2011

Para na życie, czyli nie jesteśmy do niczego

Sam Mendes tworzy komedię? Optymistyczną? I reklamowaną w tym roku jako idealną na walentynki? Szok. Ale na szczęście nie jest to komedia sztampowa i romantyczna. Bohaterowie nie są co prawda tak pełni kompleksów, neuroz czy depresji jak w jego innych filmach, ale też nie są wcale "normalni".
Para kochających się 30-letnich, trochę zakręconych dziwaków, którzy bardzo się kochają mimo, że nie są małżeństwem uczy nas więcej o tym co jest potrzebne w szczęśliwym związku niż niejdeno małżeństwo, które na ekranach sprzedawano nam jako idealną rodzinę. Jest momentami zabawnie, groteskowo i uśmiech gości na naszej twarzy nie raz i nie dwa, ale jednak ten film opowiada o całkiem poważnych sprawach.

piątek, 30 grudnia 2011

Obejrzane 2011, czyli finał małego podsumowania

No i ostatnia część tegorocznych podsumowań - filmy. Nawet nie sądziłem, że aż tyle notatek o filmach będzie - nie planowałem tego, ale też rytm blogowania skłaniał mnie wciąż do poszukiwań rzeczy nowych i ciekawych. A z filmem przecież najszybciej... Jak patrzę na swoje pierwsze nieporadne notki to na twarzy pojawia mi się uśmiech - to też frajda porównywać to jak w trakcie pisania pojawia się coraz większa swoboda.
Co prawda o takim kinie domowym jak to obok mogę jedynie pomarzyć, ale większość rzeczy oglądanych było w zaciszu domowym. Żal, że nie ma tak wiele okazji do wypadów do kina i zapoznawania się z nowościami, ale z drugiej strony ile frajdy z odkrywania rzeczy starych, nie tylko tych sprzed kilku lat, które gdzieś umknęły lub chcę je sobie odświeżyć. 229 filmów w ciągu roku - część z nich to seriale, o innych wogóle nie napisałem wybierając jedynie to co wzbudziło jakieś emocje - pozytywne lub negatywne. Sporo... Zapraszam do zaglądania do recenzji w tym spisie jeżeli coś Was zainteresuje. A rekomendacje?

czwartek, 29 grudnia 2011

Przesłuchane 2011 czyli małych podsumowań ciąg dalszy tym razem muzycznie

Ciąg dalszy podsumowań na blogu i chyba najtrudniejsze do pisania i do oceniania - płyty i muzyka. Jak możecie się zorientować po poniższym spisie słucham rzeczy przeróżnych - w zależności od nastroju, jakiejś chwili, miejsca gdzie jestem. Zasoby muzyczne może nie są bez dna, ale jak na moje potrzeby i tak są bardzo obszerne - części z rzeczy zdoytych nawet nie mam czasu słuchac w całości -dopiero jak coś wpadnie w ucho po jednym dwóch numerach (np. z radia) sięgam po całość. I znów nie są to same nowości - ba, powiedziałbym, że stanowią one mniejszość. Dużo klasyki, albo płyt sprzed kilku lat - akurat miałem na to ochotę. Pisałem o tym co szczególnie wpadło w ucho i przykuło uwagę - ta sama płyta np. towarzyszyła mi kilka dni.
Jak tu pisać o wrażeniach i odczuciach ze słuchania muzyki? Może specom rzucjaącym gatunkami i terminami muzycznymi, setkami porównań byłoby łatwiej. Ale cóż - tak jak potrafiłem starałem się podzielić swoimi odczuciami. Co zapadło szczególnie w pamięć?

środa, 28 grudnia 2011

Przeczytane 2011 czyli małe podsumowanie

Nie, nie - to jeszcze nie jest wygląd mojego pokoju, ale fakt faktem, że może kiedyś do takiego stanu go pewnie doprowadzę. Na razie książki stoją w dwóch rzędach przez co wyrwałem tylną ściankę regału zajmującego całą ścianę, półki się wyginają, a ja i tak nie mam gdzie trzymać swoich kolekcji.
Ta notka rozpoczyna moje małe podsumowanie - kończy się rok bloga - mam nadzieję, że uda się zrealizować plan 365 notatek, czyli jednej na dzień. Wariacki projekt dał mi sporego kopa pozytywnej energii, frajdy, zachęcił do nowych poszukiwań. Długo by o tym pisać... Pomysł mam nadzieję kontynuować - choć jeszcze się zastanawiam czy w takiej formie jak dotychczas. Dziś podsumowanie książkowe...

wtorek, 27 grudnia 2011

Pod bombami czyli wy zniszczyliście nasze mosty, ale my za to utwardziliśmy nasze serca

Pamiętam tę tragedię Libanu sprzed 5 lat. Pamiętam nawet spory z ludźmi, którzy usuwali komentarze potępiające Izrael albo grozili karami "za uprawianie polityki"... Nigdy nie będzie we mnie zgody na takie rzeczy - jednym wolną ostrzeliwać cywili albo zrzucac bomby, a innym nie wolno nawet słowem potępić tego czynu bo podobno jest on czyniony w obronie innych cywili, którym zagraża straszny wróg. Truizmem będzie powtarzanie, że przemoc rodzi przemoc i że gdyby nie było takiej przemocy ze strony Izraela to nie byłoby tylu chętnych do tego by być męczenikami sprawy skoro stracili nie tylko domy ale też wszystkich bliskich.
I nawet jeśli nazwiecie ten film propagandówką to i tak będę twierdził, że warto go obejrzeć. Bo po pierwsze warto poznać zdanie każdej ze stron (chętnie obejrzę podobne obrazy z Izraela), a po drugie nawet jeżeli to ostry dyskurs to lepiej żeby toczył się na ekranach kin czy w mediach na słowa niż na ulicy na granaty i pociski.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Jak wytresować smoka czyli odwieczny wróg

No dobra - drugi film jaki wybieram w ramach seansu familijnego to nie żadne Shreki, Madagaskary czy Epoki lodowcowe bo ile można oglądać te same dowcipy tylko coś co zaskakuje świeżością, nienachalnym humorem i niegłupią fabułą. A jednak można stworzyć coś dla całej rodziny co jednoczesnie i wzrusza i bawi. Nie wiem skąd połaczenie: Wikingowie i smoki, ale pal licho, grunt, że opowieść trzyma się kupy i nie musi realiów (do rodzica najwyżej będzie należało prostowanie tego czego się dowiemy o dzielnych wojach z filmu). Tym razem jest to opowieść nie tylko o przyjaźni, oswajaniu, wierności - czyli relacji smok - chłopak, ale też fajna historia o tym co to znaczy odstawać od innych, o oczekiwaniach rodzica trudnych do zrealizowania, o poszukiwaniu swego miejsca. I o tym czy musimy się dostosować do innych, czy też można wykazać się czymś innym co zostanie docenione... I to wszystko niegłupio podane, nie tylko bawi, ale i trzyma w napięciu - zero dydaktyzmu, 100% satysfakcji.

Barbie: Idealne święta czyli co w tym takiego jest?

Jako, że święta to czas gdy dużo rzeczy robi się razem oczywiste jest też, że mam więcej okazji zerkać w całości na to co oglądają moje dzieci. I dziś właśnie dwie notki o tym. Pierwszy filmik to pewien fenomen - seria o Barbie ma już chyba około 20 tytułów i każde święta to okazja by od rodziców wyciągnąć dodatkową kasę. Ponieważ jak pewnie wiecie w domu mam dwie córy więc seria ta chcąc nie chcąc zagościła i u nas. A ja za każdym razem zastanawiam się co takiego jest w tych produkcjach (bo o lalkach już nie mówię), że przyciągają uwagę i dziewczynki wolą to od innych (moim zdaniem lepszych kreskówek?). Przecież nawet treść nie zawsze jest oryginalna - to adaptacje klasycznych bajek np. Roszpunki czy 12 tańczących księżniczek, jasny podział na postacie dobre i złe, humoru tu raczej mniej niż w produkcjach Pixara czy Disneya (zwykle jakieś zabawne zwierzątko, które robi psikusy). No więc co?

niedziela, 25 grudnia 2011

Czekając na barbarzyńców - J.M.Coetzee czyli jednostka i imperium

Są powieści, które zapamiętuje się na długo. Ta na pewno będzie dla mnie do nich należała. Mocna, aktualna i skłaniająca do wielu refleksji. A to dla mnie zawsze największa przyjemność z lektury, nawet jeżeli podobnie jak tu nie wszystko się podoba, momentami drażni, to całość potrafię docenić jako dzieło interesujące i poruszające. Książka pełna symboliki i pewnie można by ją odczytywać w różnych kontekstach - od najprostszego, czyli odniesień do sytuacji w wielu krajach afrykańskich (w tym RPA skąd z tego co wiem pochodzi autor). Ale ta opowieść ma charakter dużo bardziej uniwersalny i mówi nie tylko o naszym stosunku do "barbarzyńców", pewnych mechanizmach politycznych, czy społecznych, możemy ją odczytywać również w wymiarze jednostki jako opowieść o strachu, o przemijaniu i starzeniu się, odwadze by bronić swego zdania, interpretacji takich pojęć jak moralność czy sprawiedliwość. Wreszcie o tym na ile duch i byt stanowi świadomość :) a na ile rządzi nią po prostu słabość naszego ciała, ból i strach przed cierpieniem...  A więc powieść zarówno o upadku pewnej cywilizacji jak i dylematach moralnych i kryzysie w wymiarze jednostki.

sobota, 24 grudnia 2011

Notka wigilijna i wyjątkowa czyli życzenia i stosik

Ponieważ w Wigilię nie chce się pisać na kompie więc po raz kolejny notka trochę wyjątkowa. Tym razem z życzeniami:
Przede wszystkim życzę Wam umiejętności radowania się z rzeczy prostych, z tego co mamy i co nas otacza,
czasu dla siebie i dla bliskich,
zaufania i pokoju w sercu.
Wiary w to, że dobro i miłość dawane do nas wracają.
No i oczywiście na Święta wiele radości z obdarowywania i bycia obdarowywanym :)

Jak tam u Was z książkami pod choinką? Podzielcie się jutro co ciekawego tam znaleźliście. O stosiku u mnie poniżej...

piątek, 23 grudnia 2011

Debiutanci czyli jak żyć?

Ujął mnie ten film. Niby nic nowego, taka słodko-gorzka opowieść o życiu faceta w średnim wieku, samotnika, na dodatek przytłoczonego odejściem rodziców. Ale połączenie różnych elementów, mimo, że większość z nich wydawała się znajoma sprawia, że film ujmuje. Właśnie tak: nie wciąga, nie powala, nie zaskakuje, ale ujmuje. Czuć w tym jakąś szczerość i mimo zwariowanych scenek wcale nie jest głupawo. A przecież mogło być - ojciec, który po śmierci matki oświadcza synowi że jest gejem i w wieku 75 lat zaczyna żyć jakby miał 25, mówiący pies, czy sposób na poznanie sympatii - milczącej dziewczyny... To wszystko składa się na dość zakręconą historię.... Do tego styl opowiadania - cofanie się do czasów dzieciństwa, potem do przemiany ojca, jego choroby i wreszcie teraźniejszość. Wszystko przeplata się ze sobą, jest komentowane, łączy się jakimiś refleksjami na temat samotności, cierpienia, miłości, bólu, cierpienia i szczęścia.

czwartek, 22 grudnia 2011

Wściekły byk, czyli furia

Siedzę przed monitorem i zastanawiam się co napisać o tym filmie, żeby nie było banalnie. Dzięki kreacji Roberta DeNiro ten film to nie tylko klasyka, ale legenda - jak można do takiego stopnia wcielić się w rolę - chudnąć, ćwiczyć miesiącami boks, żeby być naturalnym, a potem przytyć 30 kilo, żeby pokazać kolejny etap życia bohatera. Wszystko tak naturalne - i gniew, podejrzliwość, własna duma, ale i własna słabość. To chyba najlepszy film duetu Scorsese i De Niro. Bo przecież tej roli pewnie by nie było bez reżysera, bez pomysłu.
Całość jest dość swobodnie oparta na biografii znanego pięściarza z lat 40-tych i 50-tyck Jake'a LaMotty "Byka z Bronksu". To historia drogi na sam szczyt i zdobycia mistrzostwa, a potem droga na prawie samo dno...

środa, 21 grudnia 2011

Tomboy czyli dziewczyna i chłopak

No proszę, wczoraj odkryłem ten tytuł dzięki notce koleżanki na FB, a dziś mogę już pisać o swoich wrażeniach. Potęga sieci :) A film ciekawy i warto obejrzenia, choć to specyficzne i dość kameralne kino. Wchodzimy mocno w świat dzieci i trzeba trochę się poddać nastrojowi, nie skupiając się na jakimś głębokim analizowaniu już w trakcie oglądania.
Bohaterka - 10-letnia Laura to jakbyśmy pewnie sobie uprościli charakterystykę "chłopczyca". Jej rodzina przeprowadza się w wakacje do nowej dzielnicy, nie znają tu nikogo. Ojciec całymi dniami w pracy, matka jest w ciąży i niewiele wychodzi z domu, Laura raczej nie ma ochoty siedzieć całymi dniami z młodszą siostrą więc najpierw podpatruje bawiące się na osiedlu dzieciaki, potem postanawia do nich się przyłączyć, jakoś je poznać.

wtorek, 20 grudnia 2011

Kurz pot i łzy - Bear Grylls czyli człowiek nieprzystosowany

Dziś gdy rozmawialiśmy chwilkę z koleżanką o tym facecie i tym co robi oprócz różnych rzeczy znanych i co do których się zgadzamy, usłyszałem od niej coś co w świetle biografii (a takową właśnie jest Kurz, pot i łzy) bardzo mi pasuje. To człowiek nieprzystosowany do życia w normalnym społeczeństwie. Tyle, że w odrożnieniu od tych, którzy kradną, napadaja innych, żyją na marginesie itd. on akurat miał szczęście, że znalazł sobie niszę, w której może się realizować nikogo nie krzywdząc. Nieprzystosowany do życia w społeczeństwie i niezdolny do dostosowania się do pewnych konwencji - on potrzebuje je wciąż przekraczać, udowadniać sobie i innym, że może więcej, inaczej i w bardziej pokręcony sposób.

Poligono Industrial - Kult czyli latka lecą, pomysły się kończą

Ile to już latek i ile płyt? Chyba około 30 na scenie i chyba już ponad 50 płyt. Zawsze miałem jakąś dziwną słabość do Kazika Staszewskiego - bawiły mnie jego teksty, kręciła ostra rockowa muza albo eksperymenty muzyczne, zabawa stylami. Facet na pewno jest oryginalny, idzie swoimi własnymi ścieżkami i niespecjalnie przejmuje się tzw. oczekiwaniami rynku. Od czasu do czasu (często w samochodzie) nachodzi mnie ochota na ktorąś z jego produkcji, więc o jednej z płytek Kultu właśnie dzisiaj. 14 numerów wybranych podobno z ponad ośmiuset minut materiału nagrywanego przez pół roku. Płyta przede wszystkim dla tych, którzy tę kapelę już znają i lubią - otrzymają zestaw sprawdzonych już motywów i wkład, który nie zaskakuje, ale też na szczęście bardzo nie rozczarowuje. Dla kogoś kto jeszcze Kultu nie zna - chyba lepiej od tego materiału nie zaczynać...

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Jeszcze jeden dzień - Mitch Albom czyli pisz o uczuciach, bo to ujmuje ludzi

Lubicie książki pełne tzw. życiowych mądrości, prostych ale wielkich uczuć i wzruszające? To polecam Wam tego autora, który podobno słynie z tego typu powieści. Ja prawdę mówiąc po jednej na razie mam dość :) Za bardzo przypomina mi to pogadankę kierowana do dzieci: bądźcie grzeczne i kochajcie rodziców, bo jak nie to będziecie żałować na stare lata, bo wasze dzieci Was oddadzą do domu starców. Albo zbyt toporne kazanie, w którym kazanie od początku wiadomo jaka jest puenta i kto się będzie smarzył w piekle, a kto radował z aniołami w niebie... Takich porównań do pewnego stylu moralizowania i snucia opowieści, które są nie tylko ckliwe ale i toporne (już nawet bajki mają w sobie więcej uroku, bo do morału zmierzamy mając jakieś napięcie) pewnie można by snuć dużo.
Ale może po prostu ja mam jakąś alergię na tego typu rzeczy obrażające i poczucie smaku i inteligencję. Czy można zrobic coś innego jak pokiwać głową i powiedzieć: tak tak, święta prawda, ale ponieważ to nie dotyczy nas to wyrzucić ją z pamięci następnego dnia?

niedziela, 18 grudnia 2011

O choinka! czyli co się kojarzy ze świętami

Jak to miło dostawać pod choinkę prezenty. Tym razem całkiem miłą niepsodziankę znalazłem na Facebooku - to inicjatywa pisarzy zrzeszonych w grupie Tfórca. Z okazji zbliżającego się Bożego Narodzenia kilkunastu autorów skrzyknęło się aby stworzyć wspólna publikację i aby udostepnić ja darmowo dla wszystkich chętnych :) Jest i wesoło i bardziej sentymentalnie, w zależności od tego jak kto podszedł do tematu i co mu się kojarzyło ze Świętami.  
Opowiadanka są króciutkie, jedne bardziej oryginalne, inne mniej, ale to taka publikacja w sam raz na ten czas - czyta sie szybko i daje trochę przyjemności (i to nie tylko dlatego, że jest darmowa). W dobie rozwoju e-booków fantastyczny pomysł by zwrócić uwagę na ten udostępniania swojej twórczości... Co prawda nie jestem zagorzałym fanem i musze czytać takie rzeczy na kompie, bo czytnika jeszcze nie mam, ale doceniam inicjatywę. To nie tylko promocja czytelnictwa, ale przede wszystkim też promocja polskich autorów, często młodych pisarzy, którzy próbują do siebie przekonać czytelników. Wydawnictwa często wydają spore kwoty na promocję raczej niskich lotów literatury popularnej z rynków zachodnich (to niestety dominuje na rynku), a mało wspierają krajowe debiuty. A to przecież może być kuźnia talentów, którym warto dać szansę... 17 autorów, chyba około 30 opowiadań, ja jeszcze czytam, więc nie powiem, które podoba mi się najbardziej :) Klimat Świąt się czuje, choć od tak różnej strony można na niego popatrzeć!
Zachęcam Was do sięgnięcia po ten zbiorek, a jak sie spodoba - do szukania tych nazwisk dalej!

sobota, 17 grudnia 2011

Wywiad - Anna Jackowska i Marcin Mińkowski czyli w serii mój prywatny świat

O Książkach wydawanych w serii PASCALA "Mój prywatny świat" pisałem już kilka notek. Ale ponieważ dzięki uprzejmości p. Marty (jak szkoda, że odchodzi z wydawnictwa) miałem okazję oprócz spotkania z autorami  w Empiku zadać też kilka własnych pytań chciałbym się z Wami tym materiałem podzielić. Prawie tydzień zajęło mi uporządkowanie tego co udało się nagrać (podziwiam brać dziennikarską), wybaczcie też amatorskość tego materiału (ponieważ bez autoryzacji to cała wina za błędy spada na mnie) - to moje pierwsze po wielu latach wprawki w prowadzeniu takich mini wywiadów... Ale mam nadzieję, że coś ciekawego tu znajdziecie. Dwójka ludzi z pasją, każde trochę ma inny pomysł na siebie, na podróże, na pisanie. Pani Ania już pisze trzecią książkę (drugą zdobyłem i wkrótce recenzja), pan Marcin się zarzeka, że na razie o tym nie myśli. Zresztą co ja będe długo gadał. Jak chcecie wiecej informacji to szukajcie: Anna Jackowska (a tu moja recenzja pierwszej książki) i Marcin Mińkowski (tu moja recenzja książki). Po spotkaniu zadałem kilka pytań o rzeczy, które mnie zainteresowały. Zapraszam do lektury wywiadu.

piątek, 16 grudnia 2011

W sieci - Iris Murdoch czyli na pierwszy rzut oka zabawnie...

Lektura z Dyskusyjnego Klubu Czytelniczego prowadzonego przez Anię. Ponieważ to był dla mnie pierwszy taki klub i jak dotąd jeszcze się "nie przejechałem" na jej propozycjach to mimo, że czas nie pozwala mi zdążyć na czas i tak postanowiłem, że będę sobie czytał te tytuły. Ot tak dla siebie, może gdzieś tam na końcu dołożę i swój skromny głos... Jak to frajda odkrywać rzeczy dla siebie kompletnie nieznane albo takie, o których człowiek sobie myślał, że pewnie sa mało ciekawe. Iris Murdoch znałem chyba jedynie z powieści i filmu "Iris", reszta była dla mnie zagadką. A tu proszę - okazuje się, nie taki diabeł straszny - powieść napisana swobodnie, lekko, z lekko szalonym bohaterem, ale jakże łatwo się z nim zaprzyjaźniamy.... Nawet wstawki filozoficzne i dyskusje bohaterów wcale nie są jakąś straszną pigułką nafaszerowana teorią i terminami oderwanymi od życia. To dość swobodna rozmowa, rzeczywiście odwołująca się do pewnych pojęć, teorii, lecz już w życiu dyskutantów specjalnie wpływów tych ich poszukiwań i dociekań filozoficznych nie odnajdziemy. Są zagubieni, nie bardzo potrafią przełożyć różne swoje idee na konkretne czyny, nie są tez w stanie znaleźć prawdziwego szczęścia. Czy jest to więc dzieło, którego głównym celem byłoby akurat przekazanie jakiejś konkretnej doktryny, sposobu myślenia czy choćby propagowanie wiedzy na temat filozofii (w końcu po autorce, która właśnie ten przedmiot wykłada można było spodziewać się również czegoś takiego). Mam wrażenie, że nie choć pewnie w różnych fragmentach można by doszukać się pewnych konkretnych prądów i kierunków. Ale nawet bez znajmości Sartre'a spokojnie możecie po tę ksiązkę sięgać...

Terra nova, czyli kasa to nie wszystko

Nadal bez telewizora, ale przecież w głowie sporo rzeczy oglądanych całkiem niedawno i pisać jest o czym zwłaszcza, jeżeli nie było to kilka odcinków tylko prawie całość lub całość jakiegoś sezonu. Dziś na początek o najnowszej telwizyjnej produkcji Stevena Spielberga. Ten pan miał dość często trafne pomysły i wyczucie co może zostać przebojem, w co warto zainwestować nawet gdy wszyscy stukają się w głowę. Ale nawet jeżeli było to sprzedawanie tych samych pomysłów to ludzie kupowali to ze względu na to, że polubili bohaterów, mieli zaufanie po obejrzeniu jakiejś pierwszej części. Zwykle też dostawialiśmy coś extra - wiecej efeketów, więcej akcji, więcej czegoś (choćby humoru). 
Oglądając Terra Novą mam wrażenie, że serial w który wpompowaną podobno rekordową sumę pieniedzy (5 mln. dolarów za odcinek?) to jeden wielki niewypał. Niby otrzymujemy zestaw sprawdzonych elementów - dinozaury, elementy Scie-Fi i przyszłości, akcja, bohaterami uczynioną rodznkę z trójką dzieci - no istna sielanka familijna przed ekranem.

czwartek, 15 grudnia 2011

Luxtorpeda czyli z nowymi siłami

Oj w ostatnim zabieganiu przydałoby się trochę odpoczynku i złapania nowych sił, jakiejś regeneracji. Bo ile można ciągnąć na samej adrenalinie "bo tak trzeba" i zarywać weekendy czy nocki, bo coś jeszcze trzeba zrobić? Żeby odciąć się od pracy chyba powienienem komórkę wyrzucić przez okno, a komputer omijać z daleka. Ale powoli zbliża się koniec roku, więc może i chwila oddechu. Dziś mimo zmęczenia i różnych rzeczy na głowie udało się jakoś pociągnąć szkolenie, z którego wpadnie troszkę kasy, więc i humor od razu trochę lepszy i już nie wisi nade mną nic do czego trzeba by się pilnie przygotowywać. A w aucie - nie tylko by ożywiać - właśnie ta płyta. Niby od pół roku już słuchana, ale chyba nawet częściej przez żonę niż przeze mnie. Niesamowita dawka energii. Akurat chyba tego mi było na dziś potrzeba.

wtorek, 13 grudnia 2011

Bóg, kasa i rock'n'roll - Szymon Hołownia i Marcin Prokop czyli dialog czy wykład

Zgodnie z obietnicą roztrzygnięcie konkursu z wydawnictwem ZNAK. Ech dużo fajnych postów napisaliście - i tych wspomnieniowych, refleksyjnych, tych bardziej żartobliwych i takich bardzo osobistych, nie zawsze wcale wesołych. Jak od razu pisałem nagrody będą losowane - nawet nie podejmuję się oceniać tych postów, za wszystkie baaardzo Wam dziękuję! Dobrze się to czytało!
No ale do rzeczy, albo jak to mówią "do ad remu" :) Szczęśliwcy to:
na tytuł Manna i Materny: Urszula albo inaczej @megii24
na tytuł Prokopa i Hołowni: @bsz
Gratulacje! A teraz obiecywana wcześniej recenzja drugiego tytułu konkursowego. Dużo już o tej książce się na blogach pisze - jak widać ZNAK w tym roku obdarował nas chojnie, a teraz w okresie grudnia wszyscy piszemy o tych samych tytułach. Ale co tam.
Zawiodą się na pewno ci, którzy obiecywali sobie pozycji skrzącej dowcipem, ironią, a może nawet humorem pieprznym (wszak gdy widziało sie parę razy Marcina Prokopa np. w parze z Dorotą Wellman to różnych rzeczy po nim się można spodziewać).

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Historia filozofii po góralsku - ks. Józef Tischner czyli Dyskusyjny Klub Książki po raz kolejny

Jeszcze przez kilka dni będę miał mało czasu by pisać notatki, ale potem mam nadzieję, że wreszcie odetchnę i spróbuję różne rzeczy uporządkować, bo mam wrażenie, że dawno bloga i zakładek nie aktualizowałem... A na dziś kilka słów o książce, którą jak widzicie w tytule notki wybraliśmy na lekturę w klubie dyskusyjnym (na warszawskiej Ochocie). Po pierwszych kilku rozdziałach miałem pewien dyskomfort z tą książką - pomyślałem sobie: taki intelektualista, a pokusił się na napisanie jakiegoś żartobliwego zbiorku gwarą góralską? Dla kogo to jest? Język niełatwy do zrozumienia, pomysł na dopasowanie postaci jakichś znanych filozofów do postaci prostych górali ciekawy, ale wykonanie mało porywające - ot zestaw anegdotek o chłopskich mędrkach, piciu okowity i dogryzaniu babom.

sobota, 10 grudnia 2011

Gladiatorka - Russell Whitfield czyli oto nadchodzi Sparta w wersji żeńskiej

Z jednej strony zawsze lubiłem książki osadzone w realiach historycznych - od Mika Waltari, czy Noaha Gordona i od przygodówek do poważnych powieści z kluczem (czy taką nie jest Imię róży?). Z drugiej strony nie lubię gdy pewne pomysły powtarza sie w nieskończoność, czyli kopiuje się pomysły innych, wykorzystuje modę na jakiś temat (po Kodzie Leonarda mnóstwo powieści wykorzystujących podobne motywy). Jak tu ugryźć taką powieść jak Gladiatorka? Filmy takie jak Gladiator czy serial pokazywany przez HBO narobiły smaku na krwawe walki, ale i na ciekawie zarysowane postacie, dobrze pokazane ówczesne realia, ale i ciekawie prowadzoną akcję, pełną konfliktów, zwrotów akcji. Czy ta książka spełni podobne oczekiwania? Ponad 500 stron kusi, ale i trochę przeraża czy nie będzie nudno.

piątek, 9 grudnia 2011

Jest dobrze czyli komentarz życiowy znad kufla z piwem

Okładka płyty "Jest dobrze...Piosenki Niedokończone". / Fot. materiały promocyjne artystyKolejna płytka z tworzyszących mi w ostatnich wyjazdach. Ciekawy i miejscami zaskakujący zestaw wykonawców - od Stanisława Soyki czy Hanny Banaszak, przez Maćka Maleńczuka, Habakuk, aż do Jacka Bończyka i Andrzeja Grabowskiego. Skąd w projekcie aktorzy? Ano dlatego, że ta płyta w pewien sposób jest związana ze światem filmowym - to hołd i wspomnienie Jana Himilsbacha i Zdzisława Maklakiewicza. Ta niesamowita para aktorska obrosła pewną legendą, tu życie ewidentnie się mieszało z granymi rolami. Na ekran przenosili sporo swoich pomysłów, wariactw... To nie tylko jak niektórzy upraszczają dwóch pijaczków, ale też ludzi ze sporą wrażliwością, tyle, że nie bardzo potrafili odnaleźć się w PRL. Może tak po prostu lepiej? Udawać błazna, albo pić, jeżeli nawet prawdy nikt nie chce słuchać (albo można za to pójść siedzieć)...

środa, 7 grudnia 2011

Wszystko co kocham, czyli no future?

Gdy myślałem o tytule tej notki i skojarzeniach z tym filmem, miałem ochotę napisać: romantycy i kombatanci. Bo trochę taki mieszany charakter tej historii daje się wyczuć - z jednej strony pierwsze uczucia, marzenia, z drugiej strony oprawione jest to takim sosem "zaangażowania", że wydaje się zabawne. Wiadomo, że trudne czasy, przełomowe wydarzenia sprawiają, że dla młodych, którzy wtedy żyją to czas podwójnie ważny - stawia przed nimi jakieś trudne sytuacje, wybory. Ale czy młodzi ludzie (poza nielicznymi wyjątkami) są autentyczni gdy podkreślają np. swój wkład w walkę z ustrojem? Jak dla mnie to raczej naiwne i dość dziecinne choć pewnie dla nich są to jakieś ważne emocje i być może reżyser postanowił też o nich opowiedzieć.
"Wszystko, co kocham" to na pewno film, który będzie zupełnie odbierany przez pokolenie, o którym opowiada (czyli dzisiejsi 50-latkowie), inaczej młodsi (tak jak ja), ale pamiętający trochę tamte czasy, a jeszcze inaczej ci, którzy rodzili się już po roku 1981. Ta data nie jest jakąś najważniejszą granicą, pewnie większe różnice w patrzeniu na różne sprawy daje rok 1989, ale pamiętanie tego co się wtedy działo, na pewno pomaga trochę w odbiorze tego filmu.

wtorek, 6 grudnia 2011

Królestwo zwierząt czyli człowiek człowiekowi...

Brrr... Już dawno mnie tak nie zmroził żaden film. Już sam początek zapowiada, że będzie wbijać w fotel - żadnych napisów, wstępu, ale od razu jesteśmy świadkami sceny gdy młody chłopak siedząc na kanapie, ogląda telewizję. Po chwili wchodzą do mieszkania wezwani przez niego pielęgniarze z pogotowia - matka przedawkowała. Gdy się nią zajmują - on nadal ogląda telewizję. I taki jest nasz bohater - wydawałoby się nieczuły, zimny, obojętny na to co się dzieje. Totalnie bezradny wobec otoczenia i wydawałoby się mało inteligentny, jednak to może być tylko jakaś poza, mechanizm obronny - tego się jedynie domyślamy. Chłopak nie wiedząc co ze sobą zrobić prosi o pomoc babcię, mimo, że nie utrzymywali kontaktów. I tak poznajemy dom i rodzinę Josha (zwanego J.), od której jego matka próbowała trzymać go z daleka. Dzięki jego relacji poznajmy kolejnych wujków, relacje panujące w domu - cała prawie rodzina utrzymuje się z jakichś dziwnych interesów albo przestępczości - jak nie napady na banki, kradzieże, to handel prochami. I taka rodzina ma być teraz jego oparciem.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

www.ru2012.pl - Marcin Ciszewski czyli tym razem sensacyjnie

Co napisać o książce z gatunku tzw. lekkich i trzymających w napięciu? Streścić? Nakreślić ogólnie tematykę i postacie bohaterów? Wgłębiać się w analizy postaw i motywów czy po prostu napisać, że dobrze się czyta? Przecież i tak wiadomo, że tym którzy lubią tego typu książki wystarczy zapewnienie, że wciąga, że nie ma żadnych pomysłów od czapy, które bawią i sprawiają, że książkę odrzuca się w to samo miejsce co harlekiny, że ma ciekawy pomysł. A z tego wszystkiego autor, czyli Marcin Ciszewski, wychodzi z tarczą co pokazywał już poprzednimi książkami. 
A czy jakimikolwiek argumentami przekonam tych, którzy za literaturą sensacyjną czy militarną (nazwijmy ją umownie literaturą akcji) nie przepadają? Jeżeli jednak nawet traktujecie ten nurt jako rozrywkowy, gorszej jakości, czytadła na chwilę - to uwierzcie komuś kto czyta sporo, że tu też zdażają się perełki. Książki z fajnym pomysłem.

niedziela, 4 grudnia 2011

Led Zeppellin IV czyli klasycy rządzą

Dojechałem :) I w ostatniej prawie chwili dowiedziałem się, że podróż jednak samotna, więc złapałem dodatkowe płyty do słuchania żeby nie zasypiać za kółkiem. Zestaw przypadkowy - ot po prostu rzeczy dawno nie słuchane dla przypomnienia. Ale już pierwsza wbiła mnie w fotel i sprawiła, że nie tylko lepiej się jechało, ale odżyły różne wspomnienia. Czemu ta IV dotąd niespecjalnie mi leżała? Wolałem jakieś składanki, albo I - może to kwestia ogranego do bólu "Stairway...". W każdym razie teraz odryłem tę płytę na nowo. To nie tylko łomotanie i wycie jak niektórzy określają ich muzykę, ale ciekawy i różnorodny zestaw kawałków wykorzystujących różne style - od bluesa, folku czy rock'n'rolla. Kawałków tak piekielnie wyładowanych emocjami, ekspresją, że po 40 latach ta muzyka żyje, wciąż rezonuje i trudno ją zapomnieć (jak rzeczy grane na codzień w radiu). Wszak jestem z tego pokolenia, które się na tym nie wychowało, tylko odkrywało to później, trudno więc w tym przypadku stwierdzać, że się podoba bo znamy z przeszłości. Ta płyta zaskakuje różnorodnością pomysłów i żywiołowością. Flet, mandolina, gitara klasyczna czy harmonijka ustna i hard rock?

sobota, 3 grudnia 2011

Aga Zaryan - Picking up the pieces czyli muzyka na jesień

Niby zaczęła się zima, wszędzie kuszą już atmosferą Świąt, a pogoda wciąż bez zmian - szaro, ponuro, tuż powyżej zera, wiaterek, czasem mżawka. Nic tylko siedzieć pod kocem z herbatką i nosa nie wystawiać. Jak dla mnie wciąż jesień. I ponieważ wzięło mnie jakieś przeziębienie chętnie bym pod tym kocem siedział i słuchał jesiennej muzy. Ale trzeba znowu szykować się do wyjazdu. Brrr. na samą myśl niezbyt przyjemnie mi się robi. Ciekawe czy tam będą mieli koce? Bo książkę i muzykę wezmę. Brakować będzie rodzinki, ale przynajmniej jakąś namiastkę ciepełka sobie tam stworzyć. Do mojego nastroju bardzo pasuje ta płytka - to zdecydowanie muza jesienna, lekko otulająca i wprawiająca w dobry nastrój gdy nawet gdy spod tego koca trzeba wyjść to człowiek może sobie zrobić ciut głośniej i ponucić na jazzowo wtórując wokalistce czy gitarce...

Wallander, czyli gdy film utkwi ci w głowie

TVP przez ostatnie kilka tygodni przypominało pierwszy sezon Walandera produkcji BBC (mam nadzieję, że puszczą też drugi). Ten 3 odcinkowy miniserial jest naprawdę niezłą próbą oddania klimatu powieści Mankella - można oczywiście dyskutować na ile szwedzka produkcja jest lepsza bo więcej pokazuje samej Szwecji, ale tak czy inaczej Kenneth Branagh w produkcji brytyjskiej zagrał tak, że chyba już zawsze postać Wallandera będzie miała dla mnie jego twarz.
O samych powieściach Mankella pewnie mógłbym pisać długo - dla mnie to od niego zaczęła się miłość do skandynawskich kryminałów. Moda ta eksploatowana już jest u nas troche do przesady, ale jego powieści zawsze trzymają świetny poziom - może też dzięki postaci głównego bohatera? Komisarz Kurt Wallander walczy nie tylko z przestępcami, ale i własnymi słabościami - ma za sobą rozstanie z żoną, kłopoty z córką, chorym ojcem, sam zmaga sie nie tylko z depresją i kryzysem wieku średniego, ale i z wybuchowością czy topieniem skutków w butelce. To postać cholernie wyrazista, prawdziwa i pełna poczucia, że przestaje rozumieć świat w jakim przyszło jej żyć (i pracować).

czwartek, 1 grudnia 2011

Konkurs, czyli notka nadzwyczajna i pisana w biegu

Wybaczcie, że będzie chaotycznie, ale postanowiłem nie odkładać notki, ogłaszania konkursu, który chodzi już za mną czas jakiś i rozstrzygnięć poprzedniego - mam teraz szalone dni, kolejny wyjazd przede mną, więc jak nie zrobię tego dziś, to nie wiem czy znajdę czas jutro. Ale do rzeczy.
Chciałbym Was zaprosić do konkursu. Ale takiego troszkę specyficznego, bo wygrana będzie ujawniana stopniowo i zależała będzie po części od Was samych, od zainteresowania konkursem. Wystarczy się zgłosić i wyrazić zainteresowanie konkursem w komentarzu pod spodem (osoby anonimowe proszę o pozostawienie e-mail). Wiadomo, że miło mi gdy ktoś dopisze kilka słów do autora bloga (choćby, co sądzi na temat jego pisaniny), ale nie jest to konieczne.
A co z nagrodą? A raczej z nagrodami, bo chyba będzie ich więcej niż jedna.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...