wtorek, 27 grudnia 2011

Pod bombami czyli wy zniszczyliście nasze mosty, ale my za to utwardziliśmy nasze serca

Pamiętam tę tragedię Libanu sprzed 5 lat. Pamiętam nawet spory z ludźmi, którzy usuwali komentarze potępiające Izrael albo grozili karami "za uprawianie polityki"... Nigdy nie będzie we mnie zgody na takie rzeczy - jednym wolną ostrzeliwać cywili albo zrzucac bomby, a innym nie wolno nawet słowem potępić tego czynu bo podobno jest on czyniony w obronie innych cywili, którym zagraża straszny wróg. Truizmem będzie powtarzanie, że przemoc rodzi przemoc i że gdyby nie było takiej przemocy ze strony Izraela to nie byłoby tylu chętnych do tego by być męczenikami sprawy skoro stracili nie tylko domy ale też wszystkich bliskich.
I nawet jeśli nazwiecie ten film propagandówką to i tak będę twierdził, że warto go obejrzeć. Bo po pierwsze warto poznać zdanie każdej ze stron (chętnie obejrzę podobne obrazy z Izraela), a po drugie nawet jeżeli to ostry dyskurs to lepiej żeby toczył się na ekranach kin czy w mediach na słowa niż na ulicy na granaty i pociski.
Oto bombardowany Liban, z którego uciekają mieszkańcy. Na chwilę przerwano ostrzał i wkraczają siły ONZ oraz dziennikarze. W ten chaos wkracza Zeina - szyitka, która dotąd mieszkała z mężem w Dubaju, zamiast uciekać w bezpieczne rejony, ona próbuje przedostać się w swoje rodzinne strony, tam gdzie jest najgorsza sytuacja, aby odnaleźć swoja siostrę i synka. Jedynym jej sprzymierzeńcem okaże się Tony - taksówkarz, który na każdym kroku trochę kombinuje aby zdobyć wiecej kasy, ale oferuje jej swój transport. Wspólna podróż i doświadczanie okrucieństw tej wojny, wspominanie poprzednich trudnych lat Libanu (nawet dzieci twierdzą, że pamiętają poprzednie wojny) bardzo ich zmieni. Ona otworzy się przed nim i przyzna do słabości, zrzuci maskę "dzielnej i nowoczesnej", on choć na początku będzie chciał ją zdobyć, potem pokaże, że w głębi serca jest bezinteresowny i wrażliwy.
Cała ich podróż okraszona jest różnymi spotkaniami z ludźmi - mamy pełen przekrój postaw: od tych, którzy twierdzą, że oto Bóg dał kolejnych męczenników i teraz jeszcze bardziej nienawidzą agresora, aż do tych, którzy próbują jakoś z wojskiem Izraelskim współpracować. Wiele zdjęć czy rozmów sprawia wrażenie kręconych zaraz po nalotach - sprawiają wrażenie po prostu dokumentu, w który ktoś wplata jakąś fabułę, momentami nawet trochę rażą sztucznością. Zdjęcia ruin, tragedii ludzi, braku nadziei w teraźniejszości (wstrząsająca wypowiedź matki, która zostawiła uciekając przed bombami swoje dziecko), rozpaczy, a w tym wszystkim mimo to siła i upór, wiara, że Bóg pozwoli im to wszystko odbudować...
Ona Szyitka, on jak się domyślamy chrześcijanin. Dotąd żyjący w jednym kraju - kraju z którego tak wielu musi uciekać gdy stracili wszystko, a mimo to kraju do którego tęsknią i wciąż marzą o powrocie. Cierpiący z powodu wielkiej polityki, która w ogóle ich nie interesuje.
Bez happy endu, ale jednak film dający jakieś ważne przesłanie. Można marudzić, że w którymś momencie film robi się trochę płaski, uproszczony, ale do cholery - obejrzyjmy go choćby jako hołd dla niewinnych ofiar takich głupich konfliktów, które umykają naszej uwadze, bo dzieją się gdzieś daleko, a my ich nie rozumiemy. Może następnym razem w przekazie medialnym oprócz szumu o "działaniach operacyjnych", "walce z terroryzmem", "walce o wolność", "zdrajcach i wspaniałych bojownikach, którzy mają prawo walczyć wszelkimi metodami" dostrzeżemy też zwyczajnych ludzi.  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza