sobota, 10 maja 2025

Ja, inkwizytor. Miasto Słowa Bożego - Jacek Piekara, czyli czy ja wyrosłem z tych historii?

Sobota więc czas na odrobinę fantastyki i autor, którego jak sobie uświadomiłem znam chyba od ponad 30 lat, a może i więcej, bo jeszcze w latach 80 czytywałem jakieś jego pierwsze opowiadania. A potem pojawił się on. Inkwizytor i uniwersum, które podbiło serca wielu czytelników. No bo jak to - trochę odwrócić pewne słowa, podać inne cytaty z Biblii i nagle to już nie jest Bóg miłości, ale Sędzia sprawiedliwy, który karze mieczem i ogniem tępić całe bezeceństwo. Jakie to było inne.

Mordimer Madderdin jako pokorny sługa inkwizycji raczej do świętych nie należy, ale to już taka ludzka przekora - on walcząc z grzechami w swoim mniemaniu większymi, wcale nie grzeszy, ona ma jedynie niewielkie słabości, do których należy m.in. upodobanie we wszelkiego rodzaju uciechach cielesnych. 

I cholera po tylu latach bohater się nie zmienił. Ba, mógłbym powiedzieć że i autor się nie zmienił, ale chyba jednak się trochę zmienił...

piątek, 9 maja 2025

Druga zmiana, czyli nie bój się...

Trochę mam zaległości w notkach teatralnych, ale do końca maja może się z tym uporam. I czasem żałuję, że wrzucam pewne notki trochę późno, bo to może oznaczać że na zobaczenie jakiegoś przedstawienia będziecie mieli niewielkie szanse. Obok spektakli repertuarowych zdarza mi się bowiem zaglądać na wydarzenia takie jak projekty Teatru Jeszcze - dość przedziwnego tworu, w ramach którego kilka tygodni przygotowuje się spektakl, by potem pokazać go darmowo raptem kilka razy. I za rok pracują nad czymś nowym.


Widziałem ich przedstawienia już chyba 4 razy i za każdym razem mocno im kibicuję, doceniając ich pomysły i zaangażowanie. Nie jest przecież problemem gdy amatorom reżyser pokaże palcem co mają robić, oni jednak pracują trochę inaczej. Teatr Jeszcze to grupa złożona z warszawskich nauczycieli i pracowników placówek edukacyjnych działająca od czterech lat w ramach Warszawskiego Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń. Każdy spektakl wymyślają od początku do końca sami, z własnych refleksji, historii, doświadczeń, grupowo decydując o każdej scenie, a współpracująca z nimi reżyserka Natalia Fijewska-Zdanowska z ekipy Teatr Młyn pomaga im ubrać to w całość. Co roku wybierają dla siebie jakiś ważny ich zdaniem temat, opowiadali już m.in. o międzypokoleniowej traumie, przemocy jako modelu który sobie przekazujemy, o więziach i barierach w komunikacji.

Dotąd sporo było w tym co robią ruchu, elementów pantomimy, teraz mocniej postawiono na tekst, choć oni mieszają różne techniki, bawią się tym. I uwaga - poniżej parę zdań o najnowszym spektaklu i podam Wam jeszcze termin o którym wiem, może ktoś się zdecyduje żeby ich obejrzeć i oklaskiwać.

czwartek, 8 maja 2025

Schronisko które spowijał mrok - Sławek Gortych, czyli co wydarzyło się w Strzesze, tam ma pozostać

W zapasie kilka kryminałów dość przeciętnych, kilka bardzo dobrych, więc gdybym publikował notki gatunkowe tylko w środy, to w wakacje utworzyłaby się dłuuuga lista. Zwykle jak jeden kończę od raz zaczynam kolejny (teraz na tapecie Minier).

Ponieważ jednak niedługo mam nadzieję na spotkanie ze Sławkiem Gortychem podrzucam trzecią już recenzję jego książki.
I szczerze Wam powiem - o ile pierwsza jakoś bardzo nie zażarła, wydawała się dość schematyczna, to mam wrażenie że z każdym tomem jest coraz lepiej. Może też dlatego, że lubię wątki historyczne w kryminałach, lubię góry, a u Gortycha mam i jedno i drugie. W każdym tomie w centrum jest inne miejsce, inne schronisko i co warto pochwalić pomysł autora na akcje promocyjne (specjalne karty, zdjęcia) plus ładne okładki, robią tu robotę. Wcale mnie nie dziwi nagroda czytelników w plebiscycie Lubimy Czytać.

środa, 7 maja 2025

Ukryty motyw, czyli czy odważysz się przekroczyć granicę

Na jutro może przełożę notkę o jakimś kolejnym przeczytanym kryminale a środa, która zwykle jest właśnie przeznaczona na ten gatunek, niech pomieści jeszcze jeden film. Jako że jest to thriller psychologiczny, to może i nikt nie będzie bardzo zawiedziony.

Jeżeli ktoś pamięta film sprzed kilku lat Winni (pisałem o nim tak) ten może się mniej więcej domyślać tego co może nam zafundować na ekranie reżyser Gustav Möller. Ponownie udowadnia nam, że ścisnąć za gardło widza można nie tylko spektakularną akcją, ale czymś bardzo kameralnym, bardziej pokazaniem emocji jakie kotłują się w bohaterze, a nie tylko jego czynów. 
I podobnie w Ukrytym motywie to właśnie będzie klucz.

wtorek, 6 maja 2025

Prawdziwe i wzruszające, czyli Drobiazgi takie jak te, Jedno życie i Joy

Tym razem we wtorkowym kąciku dla wytrawnych kinomaniaków na Notatniku pakiet aż trzech filmów, ale za to takich bardziej dla masowego odbiorcy. Bierze się prawdziwą historię, dobrego aktora (albo kilkoro) i budujemy opowieść, która ma poruszać/wzruszać/sprawić że pomyślimy o tych czasach/miejscu/postaciach...
Artystycznie bywa różnie, ale to filmy po prostu do oglądania, a nie tylko dla krytyków i fanatyków kina ambitnego.

"Drobiazgi takie jak te" zaskoczył mnie swoją kameralnością. Dużo w ciągu ostatniej dekady zmieniło się w Irlandii i wiele różnych mało dla Kościoła Katolickiego spraw wyszło na jaw. I tu choć trochę dotykamy tej właśnie tematyki, to mam wrażenie twórcy zrobili to dość delikatnie. Wszystko co trudne jest raczej w sferze domysłów, a nie konkretów, a niedopowiedzenia i jakieś półsłówka powtarzane typu "lepiej to zostaw" wystarczają do tego by pokazać trudną sytuację głównego bohatera. W końcu duchowieństwo miało bardzo silną pozycję w społecznościach lokalnych i jeżeli kogoś by wskazali jako grzesznika niegodnego zaufania, można by się pożegnać z nadziejami na robienie tam interesów. Tak przynajmniej było na przełomie lat 70 czy 80 gdy dzieje się akcja tego filmu. 

poniedziałek, 5 maja 2025

Pianorizon - Bartek Wąsik, czyli spójrz dalej, spójrz głębiej

Poniedziałkowa dawka muzyki. Ciekawe czy znacie dzisiejszego artystę. Czasem trafiamy na jakiś klip artysty zagranicznego, pianisty, wykorzystującego również jakieś instrumenty elektroniczne, który na tle pięknych widoków gra cudowne pasaże, zachwycamy się, mówimy ach gdyby tak u nas... Tak choćby znalazłem kiedyś 
Martina Kohlstedta (pisałem o nim tak).



Czy naprawdę jednak u nas nie ma kompozytorów i muzyków, którzy mieliby ochotę nagrać coś w tym stylu, odejść od klasyki, ale jednocześnie wcale nie iść w komercyjne projekty, które miałyby jedynie bawić widza...

Właśnie chyba znalazłem taki przykład. Oto Bartek Wąsik, który na fortepianie maluje przed nami wspaniałe wizje, wyczarowuje całe krainy do których możemy się wybrać. I nie ma w tym próby przymilania się, łaszenia się jakimiś przebojowymi melodiami. Albo dasz się temu porwać i wyruszysz w podróż albo może to jest ten czas, ten klimat.

niedziela, 4 maja 2025

Zbieracze borówek - Amanda Peters, czyli czemu czuję się inna

Na początek łapcie kilka zdań o "Kulcie" Orbitowskiego - dopisałem do recenzji M.

I jeszcze jedna powieść na niedzielę. Trzeba trochę robić porządków na blogu, bo ja będę pisał tylko o świeżo przeczytanych daleko nie zajadę. 


"Zbieracze borówek" już jakiś czas (chyba miesiąc) czekają na swoją notkę. Czy to dlatego że się nie podobało? Wręcz odwrotnie. Po prostu wciąż pojawiało się coś co bardziej kusiło albo dłużej czekało na swoją kolej. Może i tematyka nie jest bardzo odkrywcza, jednak spojrzenie na krzywdę jaka spotykała rdzennych Amerykanów poprzez wymiar bardziej indywidualny, bez rozdzierania szat i rzucania wielkich oskarżeń, na pewno można uznać za interesujące.

Trochę łączy się zresztą ta książka z tematyką wcześniejszego wpisu teatralnego - tu też chodzi o dwie rodziny - tą naturalną, z której jest się wyrwanym i tą która potem wychowuje, starając się tą pierwszą wymazać. W obu przypadkach chodzi o małe dzieci, choć o ile w pierwszym przypadku można pewnie mówić jednak o jakiejś świadomości, w przypadku Zbieraczy, w pamięci dziewczynki zostały jedynie jakieś mgliste obrazy, dlatego takim szokiem było odkrywanie prawdy o sobie.

Kofman, podwójne wiązanie, czyli co mnie tak naprawdę ukształtowało

MaGa: Powiem szczerze, że ten spektakl wystawiony w ramach Nowych Epifanii lekko mnie rozczarował. Wprawdzie zawierał ciekawą historię kobiety, o której nic nie wiedziałam, ale był taki… oczywisty. Nie wiem dlaczego tak się stało, bo przecież cała obsada grała wybornie, a Maja Ostaszewska w głównej roli była bez zarzutu, a jednak czegoś tu zabrakło. A może coś niepokojąco drażniło?



Robert: Nie nazwałbym go oczywistym, choć rzeczywiście sam początek historii nie zaskakuje - oto w trakcie okupacji i polowań na Żydów, matka postanawia chronić swoje dzieci i ukryć je u różnych rodzin. Ryzykuje to że traci z nimi kontakt, wpływ na to jak będzie wyglądać ich codzienność, ale przecież ratuje im życie.


MaGa: Wydawać by się mogło, że tragiczne dzieciństwo małej dziewczynki rozpięte pomiędzy dwiema matkami, dwiema religiami, dwoma światopoglądami, z wieloma traumami po drodze powinno osłabić tak doświadczoną osobę, a jednak wydaje się, że raczej nie. Od dzieciństwa do śmierci sprawiała wrażenie, że wiedziała czego chce.

sobota, 3 maja 2025

Planeta małp - Pierre Boulle, czyli wy jedynie potraficie naśladować...

Postanowiłem że skoro sobota jest na SF, dorzucić jeszcze jedną rzecz z klasyki, choć chyba trochę zapomnianą - lepiej pamiętany jest film, który powstał na jej podstawie, ale on miał zupełnie inną wymowę.

Planeta małp podsumować można jednym zdaniem - cywilizacje tak szybko jak mogą powstać, tak szybko mogą i upaść. Dziś bardziej boimy się co prawda tego, że to technologia zastąpi ludzkość, rozleniwioną i zbyt pewną siebie. Czy w latach 60 tego się nie obawiano tego nie wiem, ale obraz tego że dzięki przypadkowi, ewolucja mogła wskazać inny gatunek jako ten wiodący, mogła wydawać się zarówno zabawna jak i przerażająca. To odwrócenie ról wywołuje tu największy dysonans i może też trochę nami wstrząsnąć. Może i my zawłaszczamy sobie prawo do tego by decydować, choćby i dla zabawy o losach innych gatunków?

Pamiętam tylko ogień - Anna Musiałowicz, czyli masz to w sobie...

Wydawnictwu Pulp Books kibicuję od początku i staram się czytać to co wydają (no może poza opowiadaniami, bo sporo tego wychodzi), czasem jednak potrafią mnie zaskoczyć. 
No bo tak - sensacja, groza, fantastyka - jak najbardziej z taką "pulpową", czyli rozrywkową literaturą się kojarzą. Coś jednak jest na rzeczy - teraz książki czytają w dominującej części kobiety i młode dziewczyny, czemu więc nie zaproponować czegoś co zrozumieją głownie one...

Tym razem więc trochę odpadłem. Nie trafiłem swoim nastrojem, oczekiwaniami w to co proponuje autorka i choć przełknąłem bez jakiegoś marudzenia, to czegoś zdecydowanie mi tu brakowało. Być może czytelniczki, intuicyjnie bardziej skupione na emocjach, na tym co niedopowiedziane, dostrzegą więcej, ja trochę jak słoń w składzie porcelany, poruszałem się jedynie po powierzchni tej fabuły, nie zwracają uwagi na to, że coś mi umyka albo coś przewracam :)


Nawet nie wiem do czego to porównać.

piątek, 2 maja 2025

Mój syn chodzi, tylko trochę wolniej, czyli dlaczego wciąż jesteśmy razem

Po świetnym "To wiem na pewno" Teatr Ateneum po raz kolejny zaprasza nas do przyglądania się współczesnej rodzinie i jej problemom. Podobnie jak tamten spektakl, ten również reżyseruje Iwona Kempa i ponownie w rolach głównych zobaczymy Agatę Kuleszę i Przemysława Bluszcza.

Co to znaczy "normalne życie"? Komfort finansowy, jakaś stabilizacja? A może istotniejsze jest wyrażane sobie przez członków rodziny ciepło i serdeczność? Czy ważniejsze jest jak nas widzą na zewnątrz czy jak sami siebie postrzegamy? Autor tej sztuki w centrum naszej uwagi stawia 25 letniego Franka. To poprzez niego widzimy wszystkie problemy tej trzypokoleniowej rodziny. Mamy więc dążącego do samodzielności i zmagającego się z różnymi ograniczeniami młodego człowieka na wózku, mamy nadopiekuńczą matkę, wycofanego ojca, cierpiącą na demencję babcię, ciotkę która kontakty rodzinne traktuje jako niechciany obowiązek, a do tego ekscentryczną siostrę Franka i młodą dziewczynę, która się w nim podkochuje. Jej prostoduszność, czy też brak granic, wynikający trochę z emocjonalnych, czy też intelektualnych ograniczeń mocno chłopaka frustrują, choć przecież nikt nie odepchnie jej w jawny sposób, bo nikt nie chce jej zranić. 

czwartek, 1 maja 2025

Zrzutka Haywardów - Janice Hallett, czyli 400 stron korespondencji a ty szukaj tam tego co istotne

Zanim znowu zafunduję Wam kilka rzeczy, które czekają czas jakiś na swoją recenzję, jedna rzecz świeżo przeczytana - lepiej napisać teraz bo potem będzie trudno.

Mimo zachwytów jakie krążą w sieci jakoś nie przekonała mnie do siebie ta pozycja. Sam pomysł może zaskakiwać - 90% jej zawartości to maile i sms-y wymieniane przez osoby, które w większości znalazły się potem w kręgu podejrzanych. Czytelnik ma sobie zbudować pewien obraz relacji, napięć, postawić własne hipotezy, a potem zweryfikować czy się nie pomylił. 


Niestety w mnogości postaci, które są autorami tych wiadomości (bo poza kręgiem kilkunastu osób zaangażowanych w pewien projekt teatralny są jeszcze liczne postacie piszące do nich, choćby z innego kontynentu) łatwo się pogubić, a i sama treść tej korespondencji rozciągnięta jest do niesamowitej ilości informacji. Zupełnie jakby oni nie rozmawiali prawie ze sobą, tylko wszystko musieli pisać. Intrygi, ploteczki, obmawianie innych, dopytywanie się o to co niby zauważyli 10 minut wcześniej, ale nie zdążyli zanim się rozstali o tym porozmawiać. Dziwne to wszystko.

Celsjusz - Marc Elsberg, czyli a gdyby tak rozłożyć taki duży parasol

W sumie chyba po ostatnich wydarzeniach w Hiszpanii większe emocje wzbudziłaby inna książka tego autora, czyli Blackout (pisałem o nie tu), no ale przecież nie będę powtarzał notki, prawda? No to łapcie wpis o innym thrillerze, który dotyka lęków współczesnego społeczeństwa, czyli globalnego ocieplenia.


A gdyby tak naukowcy znaleźli sposób na to by chronić naszą planetę przed tak wyniszczającymi upałami? Oczywiście trzeba zainwestować w takie badania ogromne pieniądze, jaki więc kraj będzie skłonny oddać tą technologię ot tak, innym. Wyłożył fundusze, więc chce zarobić - jakie to dla dzisiejszego świata naturalne. Liczy się pieniądz, korzyść, zysk, a nie jakieś tam dobro świata. Kogo obchodzą miliony ludzi umierających z głodu, z gorąca, od powodzi, z zimna, w wyniku katastrof klimatycznych - ważne żeby jego obywatelom było wygodnie i miło.

Elsberg straszy, ostrzega, ale i dość trafnie stawia diagnozy co do kierunku w jakim zmierzamy. I w sumie mógłby to być całkiem niezły thriller...