MaGa: Zaczynam podejrzewać, że nie umiemy w kraju robić dobrych komedii. No, może kilku reżyserów potrafi z każdego tekstu komediowego wycisnąć całą esencję humoru jaką niesie tekst, ale jest ich niewielu. Poczucia humoru nie można się nauczyć – to się po prostu ma, to się czuje. I dlatego nie każdy tekst komediowy wzięty do obróbki będzie zabawną komedią. A jeśli mam się śmiać, bo aktor na scenie przeklnie czy opuści majtki to nie jest to komedia dla mnie.
Robert: Rzeczywiście mamy jakąś posuchę - spektakli coraz więcej, znane twarze na scenie, ale poza jakąś frajdą zobaczenia kogoś przez nas lubianego, satysfakcji i autentycznego śmiechu raczej uświadczymy niewiele. A i z tymi lubianymi też ruletka jeżeli spektakl ma w większości obsadę wymienianą i nie wiesz na kogo trafisz.
A to wszystko przychodzi nam do głowy po obejrzeniu "Tylko miłość" w reżyserii Anny Oberc (w tym spektaklu również grywa). Spektaklu w którym oglądamy sytuację jaką znamy z wielu innych komedii - dwie pary, zdrada i próby jej ukrycia. Skoro kochasz inną/innego to po co udajesz i kłamiesz, a jeżeli kochasz żonę/męża to po co szukasz przygód na boku? Może choć od strony psychologicznej coś można by tu dostrzec? Ale przecież reklamuje się to jako komedię...
piątek, 4 kwietnia 2025
Tylko miłość, czyli no i po co ci to było
czwartek, 3 kwietnia 2025
Wizyta, czyli między nadzieją i zwątpieniem, między uporem i rezygnacją
Robert: W czasach gdy nawet największego optymistę ogarnia pesymizm i zwątpienie w to, że jakiś Bóg czuwa nad tym by dobro na tym świecie nie przegrywało, rozważania o moralności wydają się nie na miejscu. A może jednak tym bardziej powinno się o niej wołać?
MaGa: Rzecz dzieje się w Wiedniu, w ciągu jednej nocy. Austria jest już po anszlusie. Mocno już schorowany Zygmunt Freud waha się czy wyjechać z Niemiec, bowiem ma tu przyjaciół a nie wszystkich z rodziny mógłby zabrać ze sobą. Jego córka napiera na wyjazd, mając na względzie jego życie. Ten człowiek, Żyd i ateista, za chwilę może podzielić los swoich pobratymców.
Robert: Tego wieczoru córka Anna zostaje zabrana na gestapo celem przesłuchania (a raczej pokazania, kto tu rządzi), a wówczas Freuda odwiedza zaskakujący nieznajomy. Jako widzowie długo jesteśmy trzymani w niepewności, kim jest ten niespodziewany gość. Wymiana poglądów między nimi to frapujący pojedynek na słowa i argumenty, na temat ogólnie pojmowanego dobra i zła.
MaGa: Bardzo dobrze z zadania wywiązał się Przemysław Wasilkowski w roli Freuda. Jego stary, schorowany Freud jest mocno przekonywający. Jego oszczędna, choć momentami emocjonalna gra jak najbardziej pasuje do rozważań na temat życia, wiary, przemijania. Podobała mi się również Aleksandra Rykowska w roli Anny. Młoda, pewna siebie, młodzieńczo buńczuczna córka, która chyba nie do końca rozumiała dylematy ojca.
Robert: A ja bym pochwalił również Bartosza Bednarczyka w roli gestapowca, choć nie ma za wiele do zagrania. Generalnie w centrum naszej uwagi zostają jedynie dwie postacie, a pozostała dwójka trochę znika - może szkoda?
MaGa: Miałam dylemat z nieznajomym w wykonaniu Piotra Dudy. Przerażał mnie ten głośny śmiech, ale może to było w założeniu sztuki? Trudno mi to ocenić, a pisząc za dużo mogłabym zdradzić zbyt wiele z treści.

Robert: Rzeczywiście ta postać została dość dziwnie pomyślana - ma w sobie jakąś demoniczność, jest przerysowana i nie wiemy czy to pomysł reżysera czy aktora. Jego bohater wie wszystko, jest cyniczny i trochę bawi się naszym bohaterem, ale przecież nie ma wobec niego złych intencji, rozmawia o poważnych sprawach, a jednak kpi. Z jednej strony towarzyszy jako świadek pierwszej wizycie Gestapo, z drugiej ewidentnie nie chce być kojarzony z hitlerowcami, jakby się przed nimi ukrywał.
Ich dyskusja to rozmowa trochę wychodząca poza ramy miejsca i czasu - niby rozmawiają o konkretnym cierpieniu i złu, które panoszy się na świecie, ale pytania o sens tego co się dzieje mają dużo bardziej uniwersalny wymiar. Nie jest to więc jedynie spektakl biograficzny, historyczny, a raczej jak to bywa i Schmitta punkt wyjścia do rozważań na temat dobra i zła, wiary i racjonalizmu, nadziei i zwątpienia.
MaGa: Podobała mi się scenografia i muzyka. Zabałaganiony pokój człowieka, który w pośpiechu szykuje się do wyjazdu (a raczej ucieczki) robi wrażenie. Buduje atmosferę napięcia i tłumaczy emocje. Muzyka natomiast dobrana jest starannie i – co ważne – nie przeszkadza. Wszystko wyważone. Brawo.
Jeśli lubicie wszelkiego rodzaju rozważania o teoriach wielkich umysłów to obejrzyjcie ten spektakl. Zobaczycie jak łatwo teorie tracą swoją moc, kiedy ktoś im odbiera nad czymś kontrolę. Jak to co wydaje się nam logiczne, słuszne i niepodważalne – w szczególnych okolicznościach (czytaj: strach, niepewność) – traci rację bytu.
Więcej o spektaklu - kliknij tu
Teatr Druga Strefa – Wizyta
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Tłumaczenie: Jan Nowak
Reżyseria i scenografia: Sylwester Biraga
Muzyka: Michał Górczyński
Obsada:
Bartosz Bednarczyk
Piotr Duda
Aleksandra Rykowska
Przemysław Wasilkowski
środa, 2 kwietnia 2025
5 grudniów - James Kestrel, czyli doprowadzę to do końca
No to druga odsłona kryminalnej środy.
A może jednak z góry powinienem zastrzec, że mimo informacji podkreślanej przez wydawcę (REBIS) o nagrodzie Edgar Award za najlepszą powieść kryminalną roku 2022 dla tego tytułu, nominacjach do innych nagród w ramach tego gatunku, fani kryminałów mogą być trochę zaskoczeni.
Owszem: są trupy, jest gliniarz i jest śledztwo, a nawet więcej jest wręcz obsesyjne polowanie na mordercę. Ale jest też sporo więcej. I w sumie nawet nie wiem co mi się podobało bardziej.
5 grudniów to kryminał w stylu noir, z wojną w tle, gdzie prowadzenie śledztwa mocno zostaje zaburzone przez zaatakowanie Stanów przez Japonię i ogarnięcie Azji na kilka lat w chaosie, w którym jednostka traci kompletnie znaczenie. Jakie morderstwo, skoro tu każdego dnia giną tysiące. A mimo wszystko bohater nie zapomina o sprawie, którą rozpoczął w roku 41 i podejmuje ponownie w zupełnie innych realiach po 4 latach.
Dwupak kryminalny, czyli Śmierć na bogato Jacka Ostrowskiego i Apogeum zła Maxa Czornyja
Ponieważ sporo mi się nagromadziło materiału, znowu muszę czasem połączyć jakieś tytuły i w dodatku wrzucić czasem i dwa dziennie. Rano powiedzmy że dwa tytuły które jakoś nie zrobiły na mnie wyjątkowego wrażenia, a na wieczór coś bardziej ciekawego.
Jacka Ostrowskiego znam głównie z serii o mecenas Zuzie Lewandowskiej, ale wiem że czasem pisze rzeczy mające trochę bardziej pazur sensacyjno przygodowy. Tym razem jednak zafundował czytelnikowi coś w rodzaju kryminalnego thrillera. Udało mu się nawet mrugnąć do fanów Zuzy, bo pojawia się ona gdzieś w tle, ale wątków komediowych tu raczej niewiele. Bohaterowie nowej serii, czy raczej jedna główna bohaterka i jej koledzy z dawnej służby, to ludzie którzy mają duże doświadczenie, ale ze względu na niską tolerancję dla głupoty przełożonych i ich rozkazów, nie zawsze mają chęć przedłużać kontrakty. Ze wszystkimi wojennymi traumami, ranami, są jednak nie tylko mocno pokiereszowani, samotni, ale i nie zawsze gotowi do "normalnego" życia i pracy.
wtorek, 1 kwietnia 2025
Wybraniec, czyli jakie wielkie ego
Wątpię by Trumpowi film Aliego Abbasiego się podobał, bo to człowiek, który choć wiele mówi o wolności słowa, chętnie by cenzurował wszystko co mu nie pasuje, nawet własne cytaty sprzed lat. Ale tym bardziej moim zdaniem warto to zobaczyć, bo uchwycono choć w kawałku fenomen jego sukcesu. Gość poza tym, że miał zawsze większe ambicje niż możliwości, potrafił przeć przed siebie z bezczelnością nuworysza wmawiając innym swój geniusz. Od kogo się tego nauczył. Jak twierdzą twórcy "Wybrańca" nie zawsze taki był - miał kompleksy, wciąż pozostawał w cieniu ojca, nie potrafił przebić się ze swoimi wizjami... Dopóki nie poznał człowieka, który uchodził za takiego, który potrafi załatwić i wygrać wszystko - choćby rząd ścigał go procesami, on i tak nie da się wsadzić za kraty i jeszcze się z nich śmieje.