niedziela, 11 lutego 2018

Kobieta w oknie - A. J. Finn, czyli zamknięta w czterech ścianach

Dwa głosy na temat jednej książki.

Czy można wyobrazić sobie wciągający thriller, którego prawie cała akcja dzieje się w jednym domu, wokół jednej postaci? Pewnie moglibyście wymienić m.in. świetny film Hitchcocka "Kobieta w oknie". Ten tytuł co prawda pojawia się również na okładce debiutu A. J. Finna, ale to zupełnie nowa historia, choć sam pomysł jest podobny. 

Mamy bohaterkę, która obserwuje swoich sąsiadów przez okno, całe dnie spędza w domu z powodu swojej choroby, jednak tym razem nie jest to choroba fizyczna, a psychiczna - Anna cierpi na agorafobię, paniczny lęk przed jakimkolwiek wychodzeniem na zewnątrz. Strona po stronie poznajemy jej świat, jej psychikę, choć nie do końca rozumiemy jej sytuację, czy cała czas taka była.
W początek książki musimy trochę się wgryźć, przyzwyczaić się do tej dość specyficznej atmosfery. Dzięki temu jednak możemy trochę wczuć się w sytuację Anny, zrozumieć jej chorobę. Od wielu miesięcy funkcjonuje dzięki telefonowi, internetowi, w ten sposób kontaktując się ze światem, nawet z własnym mężem i córką. Nie przejmuje się swoim wyglądem, porządkiem w mieszkaniu, poza terapeutą i rehabilitantką nikt jej nie odwiedza. Leki, alkohol, szachy przez internet, sen. Cały jej dzień wygląda właśnie tak. Jedyną rozrywkę stanowi internetowa grupa wsparcia dla osób z agorafobią, gdzie udziela czasem konsultacji, w końcu jest psychologiem i zna się na pomaganiu ludziom. Jedynie sobie nie bardzo potrafi pomóc. Dzień urozmaica sobie również podglądaniem przez okno sąsiadów. I to właśnie przez to jej życie radykalnie się zmieni.


Mamy morderstwo, ale nikt Annie nie wierzy, że ono miało miejsce. W końcu nawet czytelnik zaczyna wątpić w jej zdrowie psychiczne - skoro nawet ona sama się poddaje i stwierdza, że chyba miała jakieś zwidy. Jej słowa jednak wcale nie zostały zapomniane i zarówno policja, jak i sąsiedzi, będą mieli ją już na oku. Warto być uważnym w trakcie lektury, bo tu z drobiazgów można zbudować sobie pewne hipotezy. Kto wie, może Wy się nie dacie do końca zaskoczyć, ja muszę przyznać, że choć czułem iż budowane napięcie musi znaleźć ujście, samego finału nie przewidziałem - za niego na pewno duże brawa. Fabuła niby prosta, niewiele postaci, ale autor poprowadził to wszystko tak zgrabnie, że trudno się od tego tytułu oderwać. Tym razem reklamy na szczęście nie są bardzo przesadzone, choć zwykle do obietnic wydawców podchodzę już dość nieufnie. Jeżeli szukacie ciekawego thrillera, wciągającego, ze sporą porcją psychologii "Kobieta w oknie" na pewno będzie strzałem w dziesiątkę. 
Robert

Kiedy kończyłam czytać kolejne rozdziały tej książki psioczyłam pod nosem, że to kolejny bestseller wykreowany jedynie przez marketingowców. Miałam swoiste deja vu … gdzieś to już widziałam, gdzieś o tym czytałam. Osobie wychowanej na Hitchcock-u trudno zaimponować niemal kopią jego „Okna na podwórze”. Podobny motyw jest również w filmie „Psychopata” w reżyserii Jona Amiela.
Mamy więc bohaterkę zamkniętą w ogromnym domu, z którego boi się wyjść, mamy w okolicy szereg interesujących ją sąsiadów, którzy są przez nią podglądani. Jest również współlokator, który jest lekko tajemniczy i niewiele o nim wie nawet ona sama, jest kot-towarzysz i zaniedbane mieszkanie, są ataki paniki i zwidy alkoholowe. Bohaterka (psycholog dziecięcy), po przeżytej traumie cierpi na lęk przed otwartymi przestrzeniami, zamyka się więc w swoim ogromnym domu, który jest dla niej azylem (jest w stanie go kontrolować), ale i więzieniem (bo boi się z niego wyjść na zewnątrz). Ciekawskim tłumaczy, że rodzina przebywa gdzie indziej, a ona sama walczy tu ze swoją fobią.
Nieśpiesznie poznajemy bohaterkę Annę i … przestajemy ją lubić. Bo jak lubić psychologa, który zagląda w okna innym, psychotropy zapija butelkami wina, jest skacowana, niechlujna, kłamliwa. Lekceważy lekarzy i rodzinę, bez pytania włazi w cudze życie. Antybohaterka. Tylko czasami, z tyłu głowy odzywa się dzwoneczek „czy aby na pewno jest tak jak myślę?” . Szybko odkryłam z czym związana jest trauma i bardzo mi się to nie podobało, za mało było w tym tajemnicy. Dopiero przy końcowych scenach zrozumiałam, że to co brałam za nieodpowiedzialność Anny, tak naprawdę było chęcią połączenia się z córką, a może i mężem. A wówczas trochę inaczej rozkładają się akcenty w intrydze.
Anna jest świadkiem morderstwa w domu z naprzeciwka. Widzi awanturę, widzi sąsiadkę z nożem w piersi, widzi przez okno jak bezgłośnie błaga ją o pomoc. Zna ją, to Jane, sąsiadka, wprowadziła się niedawno, kilka dni temu. Jej syn Ethan przyniósł Annie świecę zapachową od matki, a ona sama pomogła Annie w trudnym momencie, potem spędziły miłe popołudnie. Anna ją polubiła. A teraz patrzy na jej śmierć. Nie widziała kto zadał cios: może mąż a może syn? A może ktoś jeszcze był w domu? Anna usiłuje jej pomóc, wybiega z domu, ale choroba i alkohol są silniejsze. Anna traci przytomność i budzi się w szpitalu. Miała ponad 2 promile alkoholu we krwi … nikt jej nie wierzy, tym bardziej, że okazuje się, że matka Ethana żyje, co potwierdza policja i mąż i syn…
I tylko przedstawiona do konfrontacji kobieta nie jest tą, która zaprzyjaźniła się z Anną …
Oczywiście nie zdradzę zakończenia, ale okazało się całkiem ciekawe i wcale nie takie jednoznaczne. W ogólnym rozrachunku jestem w stanie wiele wybaczyć tej nieodpowiedzialnej Annie, kiedy w końcu wszystkie puzzle znalazły się na swoim miejscu, a ja zrozumiałam jej motywy.
I jeszcze jedna rzecz, która przemawia za tą książką … krótkie rozdziały, zmienność akcji, krótkie zdania – czyli to co ja osobiście bardzo lubię.
MaGa

1 komentarz:

  1. Mnie się na pewno spodoba. Wielkie dzięki za recenzję. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń