sobota, 21 lipca 2018

Blair Witch, czyli zawiesić czas, zawiesić logikę

No tak, fanem horrorów wielkim nie jestem, mam straszne zaległości z klasyką, wybaczcie, zamiast więc pisać o filmie, który rozpoczął cały nurt podobnych produkcji, gdzie wszystko ma przypominać dokument kręcony z ręki, na razie notka o ostatniej z wielu kontynuacji. To trochę jak z Paranormal Activity - o ile na początku pomysł wydawał się oryginalny, potem wszystko już powszedniało, a im twórcy bardziej starali się straszyć, wychodziło marnie.
Pierwotny pomysł był ciekawy: oglądamy taśmy kręcone amatorską kamerą, niby gdzieś odnalezione z zarejestrowanymi prawdziwymi wydarzeniami. Grupka studentów udaje się na wyprawę do lasu, w którym dzieją się dziwne rzeczy, a legenda głosi iż czarownica nie lubi tam nikogo wpuszczać.
I co dodać do nowej wersji, poza tym, że kamerki są coraz nowocześniejsze, a ekipa lepiej przygotowana? Ludzie wcale nie stali się mądrzejsi. Biegają bez ładu i składu, odchodzą samotnie w ciemności i giną w głupi sposób. O ile początkowa zagadka, podejrzenie, że może dwójka lokalsów, która zgłosiła się jako przewodnicy, macza palce w tym, żeby ich wkręcić, mogą zaciekawić, potem już niestety zaczyna się chaos. Machanie latarką, wrzaski i bezładne, skaczące obrazy mają nas wprowadzić w stan niepokoju. W moim przypadku się to nie udało, a zwykle na horrorach pierwszy podskakuję i mam ochotę zamykać oczy. Bohaterowie popadają w coraz większe szaleństwo, ale tak naprawdę nie wiemy co ich do tego popycha, tak jakby film był robiony jedynie dla fanów serii, którzy wiedzą wszystko i im nic nie trzeba tłumaczyć. Rozczarowanie. Chyba jednak zafunduję sobie klasyka.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza