sobota, 4 listopada 2017

Trzy pokolenia, czyli czy nie będziesz żałować?

Jak to czasem można trafić na coś ciekawego zupełnym przypadkiem. Film sam w sobie może i nie jest jakimś arcydziełem, aktorsko też nie dał za bardzo szans na rozwinięcie skrzydeł (m.in. Naomi Watts, Susan Sarandon, Elle Fanning), ale porusza arcyciekawy temat. Zwykle jeżeli poruszamy wątek nieakceptowania własnej płci, twórcy idą po schematach: konserwatywni rodzice, opór środowiska, brak akceptacji, do tego może jeszcze jakieś problemy z wiarą. Ale czy to takie proste, że "tolerancyjni", liberalni, nowocześni rodzice nie mają z tym żadnego problemu? Czy za tymi hasłami o tym jak bardzo potrzebne jest wsparcie, jak najszybsza operacja zmiany płci, idą realia? W "Trzech pokoleniach" mamy babcię żyjącą w związku homoseksualnym, samotną matkę, która nawet nie szuka facetów i córkę, która od małego czuje się chłopakiem. Dom kobiet. Czy będzie im łatwiej zaakceptować decyzję jej/jego?

Ten wątek jest tu obok dziennika uczuć nagrywanego na video przez Raya/czy też Ramonę, najciekawszy. Nawet najbliżsi muszą się pilnować by mówić o nim, a nie o niej, we wspomnieniach wraca też cały koszmar zmuszania do ubierania sukienek i prób "nawracania" na normalność. Niby się to rozumie, ale tak trudno czasem to przyjąć gdy dotyczy własnego dziecka. Czy to na pewno słuszna decyzja, czy nie będzie żałować... Co to oznacza też dla mnie.
W równej mierze to film o życiowej przemianie, o walce o własne marzenia, jak o akceptacji, która wcale nie jest prostym procesem. Można sobie naprawdę parę rzeczy przemyśleć. Tylko nie upraszczajmy tego w drugą stronę: że niby problem wynika z tego, że dom nie jest normalny, to naprawdę nie o to chodzi. Można by się doszukiwać oczywiście psychologicznych przyczyn, ale na pewno nie były one determinujące.
 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza