środa, 9 listopada 2016

Truciciel, czyli czy pomóc w trudnej decyzji?

Na jutro odkładam kolejną notkę książkową, zachęcam do zajrzenia na czytajpl.pl (świetna akcja!), a sam za chwilę wracam do historii wykreowanej przez Ewę Cielesz. Nawet nie sądziłem, że coś takiego "babskiego" może tak mnie wciągnąć. Szybko stukam w klawiaturę, byle nie odkładać lektury. Na szczęście mam trochę zaległości teatralnych do opisania.
Truciciel to chyba druga sztuka, jaką reżyseruje na deskach teatru Och Cezary Żak. Dodajmy też, że w niej gra. I trochę jest z tym problem, bo ewidentnie skupia na sobie dużą część uwagi widzów, o ile nie największą. A ponieważ ta sztuka raczej oparta jest na czarnym humorze płynącym z tekstu i sytuacji, a nie z brawurowych min i farsowych zabaw na scenie, to na pewno nie ma takich wybuchów śmiechu jak na innym przeboju tego teatru, czyli Mayday. Tam prawie każdy ma rolę, gdzie może pokazać swój komediowy talent, tu trochę brakuje miejsca na rozwinięcie skrzydeł. Gdy najciekawszą postać zabiera dla siebie reżyser, trzeba się napocić, żeby błyszczeć podobnie jak on. Ale jednej osobie się to udało :)  
Pomysł jest następujący: pewien mężczyzna zamawia usługi w firmie wyspecjalizowanej w tym, by pomagać w rozstaniu się z tym światem. Nie chce skorzystać z tego sam, ale jak przekonuje "wykonawcę"(Cezary Żak), chce w ten sposób pomóc żonie, która cierpi na chroniczną depresję. By  
dopełnić warunków profesjonalnej realizacji zadania, trzeba jeszcze tylko upewnić się, czy zamiary małżonki nie są jedynie chwilowym kaprysem, bądź co gorsza, życzeniowym myśleniem jej męża. W tle jak się domyślacie nie może zabraknąć kochanki, ale pojawi się też psycholog z telefonu zaufania, a truciciel będzie miał wyjątkowo niełatwe zadanie, by dojść do ładu z zaspokojeniem oczekiwań wszystkich zainteresowanych. Wydawałoby się, cóż to za wielka rzecz, podać truciznę, ale jak się okazuje przedstawiciele tego "fachu" też mogą mieć zasady, a oprócz negocjowalnych stawek również... uczucia.

Trafiliśmy na obsadę z Dorotą Segdą w roli żony i muszę przyznać, iż chyba tylko ona jedna była tu tak interesująca jak postać grana przez Żaka. Czuć w jej grze prawdziwe emocje, a nie jedynie wyrecytowany tekst (może nie będę wytykał palcem kto zrobił na mnie tak słabe wrażenie). We dwójkę ciągną całość. No, może jeszcze Mirosław Kropielnicki w roli coraz bardziej zdenerwowanego męża, ale moim zdaniem w jego wykonaniu zbyt sztucznie wychodziły zmiany nastrojów. Tekst jest dość zabawny, ale na pewno nie w taki sposób, by publika turlała się ze śmiechu. Rozwiązania scenograficzne w Och-u są proste, ale ja akurat lubię tą grę "na dwie strony", bo dzięki temu jest się też bliżej aktorów, jest z nimi lepszy kontakt. Czy polecam? Cóż, pewnie można by wskazać nawet na deskach tego teatru lepsze sztuki tego gatunku, ale żałować raczej wizyty w teatrze się nie będzie. Pod warunkiem, że nie przeszkadza mu czarny humor i bardziej żartobliwe spojrzenie na śmierć i samobójstwo.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...