sobota, 21 maja 2011

Belle and Sebastian - Write about love, czyli oldschoolowo i wciąż świeżo


Ile można śpiewać o miłości? Ano chyba można skoro ludzie chcą tego słuchać. Wpadła w moje ręce jakiś czas temu płytka z ubiegłego roku, którą spokojnie mozna nazwać oldschoolową - momentami to brzmienia z lat 60 czy 70-tych i skojarzenia z Simon& Garfunkel czy z Jefferson Airplane. Niby instrumentarium jest troszkę nowocześniejsze, ale aranże bardzo proste, popowe, delikatne, sporo gitarek klasycznych, gdzieś w tle pomykają sobie stare klawisze, czasem piekne smyczki no i świetne duety wokalne - oprócz lidera Stuarta Murdocha i drugiej wokalistki Sarah Martin m.in. pojawia się aktorka Carey Mulligan czy Norah Jones. Można spokojnie posłuchać samemu, puścić mamie, ciotce czy nawet babci.
Prawdę mówiąc - to pierwsza płytka tej formacji, której słucham w całości, ale z ciekawości oczywiście poczytałem sobie o nich troszkę. Robią podobną muzykę i śpiewają o miłości już prawie 15 lat. Ktoś mógłby powiedzieć: to obciach, ale skoro mają fanów i dobrze sie tego słucha, mają potrzebę grać tak, a nie inaczej  bez przymusu eksperymentowania to czemu nie? Lider kapeli czyli Stuart Murdoch robi to co umie, a robi to nieźle - obojętnie czy są to kawałki bardziej balladowe (np. Calculating Bimbo) czy żwawsze (np. Come on Sister) to słychac w tym taką frajdę z muzykowania, lekkość, swobodę. Człowiek daje sie porwać tym nutom i swobodnie fruwa sobie po pokoju. Jest radośnie, optymistycznie a nawet jak trafi sie troszkę melancholii to na pewno nie depresyjnej - ot chwilka zadumania.

Napisz o miłości
Znam zaklęcie
Które może ci pomóc
Napisz o miłości, w jakimkolwiek czasie- byleby miało to sens
Znam sztuczkę
Dzięki której zapomnisz, że jesteś chory
Napisz o miłości, w jakiejkolwiek formie i dostarcz mi to na rano
Nienawidzę mojej pracy
Pracuję zdecydowanie za dużo (tkwiąc, co dzień w biurze)
O pierwszej po południu biorę lunch i idę na dach
Miasto wprost pode mną, pojadę po przyjaciela
On jest inteligentny i atrakcyjny, ale rozumie mnie, jest wyrozumiały
Wskazówki ruszają się, (jeśli patrzysz na zegarek)
I zaczyna zmierzchać, ( jeśli patrzysz w niebo)
I dziewczęta balansują pomiędzy emocjami na akrobatycznej linie...


Każdy kawałek to chwytliwa melodia, potencjalny przebój do wielokrotnego słuchania, na pewno nie jest monotonnie. Podobać się może zarówno balladka z Norą Jones "Little Lou, Ugly Jack, Prophet John", ale równie odjazdowe jest luzackie (a la Talking Heads albo Madness) "I'm Not Living In The Real World".  
Szkoci z Belle and Sebastian zwykle są wrzucani do worka pod hasłem "indie-pop", okeślani jako romantycy, ich muzyka wyśmiewana jako pretensjonalna czy przesłodzona, Chwaleni sa za to za niegłupie aranże i za teksty. Ale czy ważne co gadają recenzenci? Mi podobało się określenie "muzyka do spacerowania albo do trzymania się za ręce", ale przecież okazji do słuchania tego we dwoje może być więcej. Dziś nawet okazało się, że nadaje się nawet do sprzatania mieszkania (niestety w pojedynkę :)) Oceńcie sami czy się podoba. Ja polecam - nastraja bardzo optymistycznie!
 
ps. przy okazji polecam też duet polski, który zagrał jako support przed Belle and Sebastian na koncercie w Warszawie. Równie fajne bujające, lekkie klimaty :) To Paula i Karol

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza