poniedziałek, 29 czerwca 2020

Zabawnie i niegłupio, czyli Late night i Gdzie jesteś Berandette?


Pierwsza produkcja obejrzana chyba głównie z sympatii do Emmy Thompson i tak naprawdę ona ratuje ten film. Pewnie można by wyciągnąć z tego pomysłu coś więcej, ale zamiast ostrego humoru, twórcy w którymś momencie chyba wybrali drogę bajeczki nie dość, że propagującej polityczną poprawność, to raczej z miałkim morałem i niewielką ilością humoru. A przecież film o kobiecie prowadzącej program satyryczny (czy też po prostu autorskie show), powinien być ostry jak brzytwa. Zwłaszcza, że chodzi nie tylko o jedną prowadzącą, ale o cały zespół, który specjalizuje się w pisaniu żartów i monologów.A tego pazura jaki znamy ze stand-upu tu brak.


No więc tak - żartów brak, a to co ma być źródłem humoru to raczej osobowość bohaterki. Od lat ma status gwiazdy i nawet nie zauważyła, że przez lata świat się zmienił, a ona wciąż próbuje robić show w tym samym stylu. Nie akceptuje tego co interesuje młodych, dla niej dzisiejsi celebryci nie są interesujący, ale mimo to wyobraża sobie, że jak pogrozi swojemu zespołowi to napiszą jej lepsze teksty, które nie tylko zaakceptuje, ale i odbuduje popularność. 
Podglądanie robienia takiego show może być nawet ciekawe, choć i tak widzimy niewiele (czyli nie ma tablic, udawanego entuzjazmu przy nagraniu itp.). Szkoda tylko, że postać dziewczyny, która ma być nową inspiracją dla prowadzącej program, jest tak sztuczna - niby naiwna, ale wygrywająca szczerością i bezpośredniością, a wszelkie uprzedzenia rasowe i seksizm znikają w zetknięciu z nią niczym bańki mydlane. Emma Thompson jednak wciąż ma tyle uroku, że i tak ogląda się z przyjemnością.

W tym zestawie filmowym to jednak Cate Blanchett dostała ciekawszy scenariusz i szansę na pokazanie czegoś więcej. Jej postać jest tak nieprzewidywalna, że od początku przykuwa naszą uwagę. Bernadette to kobieta, która nosi w sobie wiele pasji, przed laty uważano ją za genialną architektkę, ale coś się w niej wypaliło. Całą swoją uwagę poświęca nastoletniej córce i dla niej jest w stanie zrobić wszystko, ale dom, codzienne obowiązki, jakieś relacje z sąsiadami czy rozmowy z paniami z komitetu szkolnego po prostu ją przerastają. Delikatnie mówiąc ludzie ją wkurzają.
Stała się żoną, matką, dodatkowo przeprowadziła się do miasta, w którym się dusi, nic jej tu nie kręci. Jest aspołeczna, neurotyczna, nadwrażliwa, trochę funkcjonująca w swoim własnym świecie. Załatwianie nawet najprostszych spraw woli zlecać przez internet znalezionej tam firmie, nie wiedząc nawet jak bardzo w ten sposób sprowadza na siebie i rodzinę kłopoty.  

Wiecznie zapracowany mąż zaczyna się o nią niepokoić, podejrzewając lekomanię, jakieś zaburzenia psychiczne, tym bardziej udowadniając jej, że kompletnie jej nie rozumie i nie chce być dla niej prawdziwym wsparciem. Gdy Bernadette narozrabia tak, że stanie pod ścianą, zdecyduje więc, że najlepiej będzie... zniknąć.
Polubiłem tą produkcję, choć znów wiele humoru tu nie znajdziecie. Jest za to jakaś lekkość, świetne zdjęcia, fajny klimat, no i
Cate Blanchett. Może jedynie ten finał jest zbyt cukierkowy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza