czwartek, 1 stycznia 2026

Zbrodnia w Boże Narodzenie - M.L. Longworth, czyli miałeś poczuć ducha świąt

Końcówka roku pomieszała mi trochę szyki, ale ten schemat by nie tylko wrzucać codziennie jakąś propozycję kulturalną a na dodatek w określone dni tygodnia jeszcze by to było coś określonego, był jedynie próbą porządkowania tego chaosu, który czasem mam w szkicach notek. 

Tak i teraz - mam tego spory zapas, na prawie cały miesiąc, a wciąż dochodzą nowe rzeczy. Zaczynam więc 16 rok Notatnika bez fajerwerków, wybierają po prostu rzecz pierwszą z brzegu. Choć będzie jeszcze kilka podobnych, w tematyce okołoświątecznej, a nie było kiedy wcześniej o nich napisać. 


Serię M.L. Longworth obserwowałem od początku, pasował mi lekki klimat tych kryminałów, ale również tło - południowa Francja, Prowansja, niedaleko Alpy, Lazurowe Wybrzeże, te smaki, zapachy... Po 4 tomach jakoś jednak nie miałem możliwości sięgania w miarę szybko po kolejne i ze zdumieniem widzę, że na rynku mamy ich już 10. Wow! Sięgnąłem po Boże Narodzenie, ze względu na atmosferę świąt, choć to tom 8 i widzę że będę musiał trochę wrócić. Co prawda każda książka jest niezależna, ale obserwowanie tego jak Verlaque i Bonnet układają sobie życie razem, choć każde ma swoje nawyki też ma swój urok i warto czytać to pewnie w kolejności. Gdy już wiem że są razem, nie przeżywam zdumienia dalszym rozwojem wydarzeń. Antoine Verlaque, sędzia śledczy w Aix-en-Provence to taki typ który ma swoje przyzwyczajenia i niechętnie z nich rezygnuje - wino, jedzenie, cygara, sporo czasu poświęca pracy, gdzie mu tam do kapci i życia jako mąż i pan zajmujący się domem. Nie jest też typem bardzo towarzyskim i nienawidzi atmosfery świąt. Marine Bonnet choć też przecież nie jest typem kury domowej, musi nie tylko cierpliwie starać się go zmieniać, ale i przygotowywać do nowej roli która go czeka (tak, tak!). 


 
Cała seria charakteryzuje się nie tylko atmosferą niewielkich francuskich miasteczek, ale przede wszystkim licznymi nawiązaniami do sztuki kulinarnej. Jeżeli wyobrazicie sobie jeden prowadzenia śledztwa przez Verlaquea i współpracującego z nim policjanta, to z góry nastawcie się na to że zaczną od wspólnej kawy, a najlepiej posiłku, a potem jeszcze przynajmniej ze dwa razy usiądą do stołu. Są smakoszami, więc każda potrawa jest dokładnie opisana, a i wino poleje się tu litrami. I to nie takie z hipermarketu. 
 
Sprawę mają zaś tym razem do rozwiązania niełatwą - w trakcie spotkania w parafii, na którym cała lokalna społeczność oraz wystawcy produktów spożywczych z całego świata, świętuje zbliżające się święta, umiera człowiek. Jak się okazuje - otruty. Tylu ludzi, tyle ewentualnych powiązań do prześledzenia. Bo motyw wcale nie musi być tak oczywisty jak się na początku wydaje. Zemsta? Zazdrość? A może długi?


To nie są kryminały, w których byłaby jakaś spektakularna akcja, wielkie zaskoczenia, powoli rozgryzamy zagadkę, śledzimy kolejne hipotezy i sprawdzamy podejrzanych. A u Longworth to co urokliwe to właśnie atmosfera w jakiej się to odbywa. Nawet jak przychodzisz do kogoś by go przepytać, kończy się to na biesiadowaniu. Verlaque przy Bonnet ewidentnie mięknie staje się bardziej wrażliwy i ludzki. A tym razem ona pomaga mu nawet w dochodzeniu i robi to w dość zaskakujący sposób.  

Dla frankofilów, dla ludzi którzy lubią dobrze zjeść i o tym czytać, "Zbrodnię w Boże Narodzenie" jak najbardziej polecam. Niespieszny kryminał, gdzie atmosfera wciąga nawet bardziej niż intryga. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz