wtorek, 27 stycznia 2026

Rodzina do wynajęcia, czyli ważne jest nie tylko zlecenie, ale powód jego powstania

Brendan Fraser po zdobyciu Oscara chyba potrzebował jakiejś odmiany, ale powiem Wam że nie zależnie od krytyków krzywiących się na Rodzinę do wynajęcia, jego wrażliwość wciąż robi robotę i sprawia że ten film porusza. Jego bohater to człowiek, który jest samotny, w obcym kraju, niespełniony aktor pragnący sukcesu. Przybył tu dla roli w ekranie, nauczył się języka, jego życie jednak trudno uznać za spełnione. Obserwuje ludzi, uśmiecha się, może zazdrości, wciąż jednak pozostaje kimś trochę z zewnątrz, kto raczej ani ich nie rozumie, ani nie stanie się jednym z nich. 

 

Punktem przełomowym będzie zatrudnienie w firmie, gdzie będzie jako aktor wynajmowany do odgrywania różnych ról w życiu zwyczajnych ludzi. Dla nas może to być kompletnie niezrozumiałe i trudne do zaakceptowania, w Japonii jednak postrzeganie społeczne, to co myślą inni, jest na tyle ważne, że czasem uważa się iż warto pokusić się o pewnego rodzaju odegranie przedstawienia, by mieć święty spokój. A może to też element poprawienia własnego samopoczucia, w kraju gdzie problemy psychiczne, szukanie pomocy, jest uznawane za powód do wstydu. Zderzenie mentalności Japończyków, z Amerykaninem, raczej dość twardo stojącym na ziemi, nie bawiącym się w jakieś emocjonalne gierki, tylko walącym prosto z mostu, jest tu okazją do ciekawych konfrontacji, czasem powodem do uśmiechu. 

 

Wbrew pozorom to jednak nie jest film tylko o Japonii, bo jego przekaz jest dużo bardziej uniwersalny. I choć może te historie mogą wydawać się przewidywalne, trochę na siłę wywołujące wzruszenie, to może właśnie o to chodzi, byśmy odkrywali moc emocji, nie wstydzili się ich, walczyli o prawo do własnego zdania, do szczerości i akceptowali to u innych ludzi. Choć czasem przecież zdarza się, że próbujemy robić coś z całym przekonaniem dla dobra kogoś bliskiego, on nie zawsze musi to postrzegać jako coś dla siebie pozytywnego. I okazuje się, że to właśnie Phillip będzie tym, który będzie miał umiejętność to uświadomić, swoją prostolinijnością i otwartością burząc różne mury. Ich zasady, choćby "nigdy nie spoufalaj się z klientem", "to tylko praca", będzie nagminnie łamał, ładując się w kłopoty, jednocześnie jednak dokonując wielu przełomowych zmian. Nie jest więc lepszy od nich, mądrzejszy, ale może po prostu bardziej idzie za głosem serca, a oni trochę się tego boją, zagłuszyli to, wierząc że inne podejście przynosi lepsze efekty. 

On też się zmieni, bo uświadomi sobie że nie jest już taki zupełnie samotny, że są ludzie którzy nie są mu obojętni, ale i on nie jest im obojętny. I to jest siła tej historii, w efekcie które pewnie i Wam zdarzy się otrzeć łezkę z oczu. 

W społeczeństwie zachodnim również coraz częściej pojawiają się problemy z umiejętnością budowania trwałych więzi emocjonalnych, dużo łatwiej poruszać się wielu osobom w przestrzeni wirtualnej, gdzie można coś ukryć, udawać, a w realu nagle pojawiają się trudności. Pieniądze tego nie zmienią, bo przyjaźni, uczuć się nie kupi, choćby się bardzo chciało. Te udawane się nie liczą. 

Im szybciej sobie to uświadomimy tym będzie to z korzyścią dla naszego zdrowia psychicznego.  

 

Siłą Rodziny do wynajęcia jest odwołanie się do naszych tęsknot za czymś prawdziwym. Za spotkaniem z drugim człowiekiem, rozmową, za zrozumieniem, za bliskością. Uczucia nie są towarem i żaden coach im nam ich nie sprzeda. 

A film? Kto wie. Może wzbudzi w nas pragnienie na początek jakichś zmian? 

To nie tylko przyjemna pocztówka z Japonii, otulająca, ciepła historia, która da moment przyjemności. W tym tkwi jakiś potencjał terapeutyczny, tylko warto go dostrzec. Ostatnio chyba tego najbardziej szukam, stąd kierunek filmowych poszukiwań (od Ścieżek życia, przez To nie mój film i inne).  


Kino zabawne. Ciepłe. Wzruszające. Pełne subtelności. 

No i Fraser pasujący do tej roli idealnie.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz