Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polański. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polański. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 maja 2018

Prawdziwa historia, czyli szukając natchnienia

Jutro wypad do Białowieży (szkoda, że zaraz też powrót), więc notki być może nie będzie, za to dziś dokończyłem post o "Czwartej małpie", czyli bardzo dobrym thrillerze kryminalnym od Czarnej Owcy - czytaj tu - i jeszcze kilka zdań łapcie o najnowszym filmie Polańskiego.

"Prawdziwa historia" na pewno nie jest filmem złym, czuć też w nim rękę reżysera, który już nie raz sięgał po gatunek thrillera psychologicznego, drażniąc się trochę z widzem, podsuwając sygnały świadczące o urojeniowym charakterze niektórych scen. Tyle, że nie ma tym filmie już takiego zaskoczenia (choćby dlatego, że sporo osób świetnie pamięta "Misery"), tajemnicy (bo wszystko od początku jest w miarę jasne), ale i jakiegoś nerwu, czy po prostu życia. Niestety mam takie poczucie, że stara kadra (choćby i Allen), naprawdę nie powinna na siłę łapać się za kamerę, skoro nie ma nic nowego do opowiedzenia. Szkoda zdrowia i naszych pieniędzy. W przypadku "Prawdziwej historii" tych ostatnich nawet nie żałuję, ale jednak to nie jest film, który byłby godny reżysera takich filmów choćby jak "Dziecko Rosemary",
"Matnia", "Frantic" i wielu innych.

środa, 21 grudnia 2016

Dziewiąte wrota, czyli w objęciach diabła

W ubiegłym roku rozpocząłem swoje mini wyzwanie: uzupełnić lub odświeżyć sobie filmografię Polańskiego. Mam jeszcze kilku reżyserów, których twórczość mnie kusi, ale przecież dzień nie jest z gumy, więc idzie mi powoli.
Roman Polański, choć jest uznawany za reżysera ambitnego i unikającego scenariuszy banalnych, czysto rozrywkowych, to jednak raz na jakiś czas zdarza mu się nakręcić film, który zadowala również publiczność omijającą szerokim łukiem rzeczy bardziej wymagające. Do takich przecież należy choćby Frantic, czy Autor Widmo. I choć wielu liczyło, że wracając do tematyki satanistycznej, stworzy coś równie niepowtarzalnego jak Dziecko Rosemary, to jednak seans Dziewiątych Wrót, trudno uznać za super udany.

wtorek, 5 kwietnia 2016

Dziecko Rosemary, czyli po prostu najwyższa półka


Po prostu klasyk. I nie wiem ile razy już przeze mnie oglądany, a wciąż odczuwam ten niepokój, to narastające szaleństwo, ciarki przy słuchaniu muzyki Komedy. I nie trzeba wcale wiele - przecież tu zło ma twarz banalną - sąsiadów z tej samej kamienicy. Chwilami już sami zaczynamy podejrzewać, że bohaterka wmawia sobie zagrożenie, że jej złe samopoczucie ma jakieś podłoże zdrowotne, że być może potrzebuje lekarza psychiatry.
Ci którzy mogliby być dla niej wsparciem, nagle znikają, mają jakieś wypadki albo mówią to samo, co osoby, które podejrzewa o niecne zamiary. Wie jedno - w jej ciele rośnie dziecko i to dla niego musi być silna, nawet próbować uciec przed mężem i jego nowymi znajomymi.
Kim są? Czcicielami szatana? Okultystami? Przecież wydają się tacy normalni, tacy życzliwi. Może to co wszystko jest wynikiem jakichś przywidzeń, koszmarnych snów? Polański do końca utrzymuje nas w pewnej niepewności, nie pokazuje nic dosłownie, ale możemy się tak wielu rzeczy domyślać. I to jest w tym filmie najbardziej genialne.
I choćby dziś gra Ruth Gordon i jej uroda wydawała się dziwna, sztuczna, to idealnie pasuje do tej historii. Nawet chyba nie mam ochoty oglądać nowych wersji, bo one i tak będą jedynie odtwarzaniem tamtych pomysłów. Efekty nie zastąpią tej tajemnicy, tego balansowania między tym co realne, a tym co wyobrażane.
Gdy pisałem tę krótką notkę, po raz kolejny dotarło do mnie, jak genialne plakaty robili nasi graficy do produkcji w tamtym czasie. Czemu tak szybko o tym zapomnieliśmy i zdajemy się na kopiowanie tego co jest po prostu mierne.

piątek, 20 stycznia 2012

Rzeź czyli komedia czy dramat

Gdyby nie to, że o filmie sporo już wcześniej czytałem to powiedziałbym - spore zaskoczenie. Przeniesienie na ekran sztuki teatralnej ("Bóg mordu" Yasminy Rezy) i to praktycznie nie wprowadzając tam żadnych "sztuczek" filmowych, nie wychodząc z jednego wnętrza, skupiając się jedynie na dialogach i grze aktorów to raczej odważny zabieg. Niby rozumiem - producenci dużo pewnie tu nie musieli inwestować, strat nie będzie, ale też tylko reżyser dużego formatu jak Polański mógł sobie pozwolić na taki "wyskok", eksperyment nie narażajac się na ryzyko docinków publiczności czy krytyków. Zaufał scenariuszowi? Czy liczył na magię nazwisk? A może jednak tym filmem chce coś ważnego nam powiedzieć?