Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
piątek, 20 lutego 2026
Klub Kawalerów, czyli wystarczy jedna bystra kobieta
Robert: Rzeczywiście czuje się to, że zarówno aktorzy jak i widzowie znajdują w tej ramotce jakąś fajną energię, której brakuje nawet współczesnym farsom. To nie tylko sam tekst, ale to jak oni go ożywiają na scenie czyni go tak zabawnym. A fakt iż zmienia się język, maniery, stroje, ale pewne rzeczy się nie zmieniają, czyli zazdrość, gierki jakie czasem stosujemy, by pobudzić czyjeś ego, okazanie zainteresowania, które wyzwala jakby nową energię, wciąż przeżywamy i one w zabawny dla otoczenia sposób potrafią nas zmienić.
czwartek, 19 lutego 2026
Wielki Marty, czyli tupet kontra pokora
Wielki Marty zbiera sporo pochwał, a ja mimo tempa tej produkcji, emocji jakich funduje, jakoś nie mogę znaleźć w sobie wielu słów zachwytu. To dobry film, niezły scenariusz, niestety mam wrażenie że główny bohater nie da się lubić i przez to jakoś ten brak sympatii przekłada się również na stosunek do całości produkcji. Mieliśmy już postacie, które potrafiły w uroczy sposób kłamać, manipulować, by coś tam dla siebie ugrać, to jednak był jakiś element gry, coś co czasem można było usprawiedliwić potrzebą chwili. Tymczasem w Wielkim Marty'm bohater robi w balona wszystkich po kolei, nawet własną matkę, snuje wielkie wizje, obiecuje, a potem ma wszystkich w dupie. Nie, to nie tylko dlatego że akurat mu się nie udało, bo nawet jak miałby kupę kasy, to też woli wydać na własne przyjemności, ba, nawet rozdać by udowodnić swój gest, a nie by oddać to co ofiarowali mu w potrzebie inni. Kawał cwaniaka i drania po prostu.
środa, 18 lutego 2026
Siódmy koci żywot - Beata i Eugeniusz Dębscy, czyli to przecież niemożliwe by kot podrzucał wskazówki, prawda?
wtorek, 17 lutego 2026
Gerta Schnirch, czyli zawsze wolałaś milczeć
Oglądając Gertę Schnirch trochę myślałem o tym ile hałasu by zrobił u nas podobny serial - w pewien sposób dotykający bolesnych ran, rozliczeń historycznych, tego jak czasem wolimy zapomnieć o winach i krzywdach, tłumacząc to jeszcze większymi grzechami. Historie pokazujące inną perspektywę zaraz oskarżane są o próby zakłamywania przeszłości, dorabiania poczucia winy ofiarom, a usprawiedliwianiem oprawców. A przecież nie chodzi o odwrócenie przekazu, tylko o to, by z uwagą pochylić się nad losem ludzi, a nie cyferek, nad dramatem, tragedią, a nie pojęciami z podręczników typu "naród", "odpowiedzialność", "wyrównanie krzywd". Nawet polityczne decyzje dotyczące przesuwania granic, nie usprawiedliwiają przecież okrucieństwa i odwetu na tych, w których widzimy jakby przedłużenie obecności krzywdziciela. Bo mówią tym samym językiem, bo wyznają tą samą wiarę, bo nie postrzegamy ich jako "swoich". A teraz możemy "odegrać się" za to wszystko czego doświadczyliśmy. Co z tego że zwykle na niewinnych, na kobietach i dzieciach, ale wmawiamy sobie że były współwinne, bo przecież przez krótki okres czasu żyły lepiej niż my, mogły korzystać z przywilejów, nie broniły nas tak jak byśmy tego chcieli.
poniedziałek, 16 lutego 2026
Hamlet, czyli inna ona, inny on
Hamlet w wykonaniu Hirana Abeysekera jest zdecydowanie inny niż jego poprzednicy w inscenizacjach wcześniej oglądanych. Inna jest również Ofelia w wykonaniu Francesci Mills. Reżyser Robert Hestie pozbawił dramatu sztywności epoki elżbietańskiej ubierając obsadę w stroje zbliżone do współczesnych i przyspieszając akcję, równocześnie odbierając postaci księcia melancholii i czyniąc z niego młodzieńca na poły dziecinnego, na poły nadpobudliwego. Młodego człowieka, który nie jest w stanie sprostać wymaganiom stawianym przez życie. Zabieg na pewno nowatorski, choć moim zdaniem zmniejsza dramaturgię na rzecz lekkości i rozmazuje sens tragedii. Natomiast pomysł na postać Ofelii wydaje się bardziej trafiony. Interpretacja jej postaci jest początkowo młodzieńczo żywiołowa, by zmienić się w tragicznie oszalałą. Według mnie to właśnie ona stała się centrum tego spektaklu i doprawdy jest zdumiewająca.
Flip Top Head - Trilateral Machine, czyli poeci też mogą zaszaleć
Flip Top Head. Nawet nie wiem jak określić ich muzę, ale to ciekawa mieszanka art-rocka, może odrobina folku, ale i chwilami zadziora prawie punkowskiego. To co tworzy na pewno jakąś oryginalność to pomysł na delikatne, trochę melancholijne wokale i muzyka, w której nie brakuje melodii, czasem jednak potrafią zabrzmieć bardziej kakofoniczne nuty. Te przełamania, przejścia z jednego nastroju na drugi, sprawiają że to może trochę niepokoić, na pewno jednak zaciekawia.
niedziela, 15 lutego 2026
Męczennik! Kaweh Akbar, czyli tak żeby to nie miało sens
sobota, 14 lutego 2026
Demon Copperhead - Barbara Kingsolver, czyli nikomu tak naprawdę na mnie nie zależy
Wiele widziałem opinii na temat tego tytułu w samych superlatywach, że niby "genialny", "porywają" itp. Może nie używałbym aż tak wielkich określeń, ale na pewno to opowieść, która płynie, wciąga nas swoim rytmem, językiem, pewną nieuchronnością tego co przewidujemy. Wśród żywiołowo napisanych powieści społecznych może mieć moc rażenia nawet większą niż reportaże, bowiem porusza emocje. Wobec losu chłopaka, który nosi w sobie jakiś niepokój, bunt ale i wrażliwość, której nie daje w sobie zagasić, trudno pozostać obojętnym.
piątek, 13 lutego 2026
Wszystko na mojej głowie - Jakub Bączykowski, czyli każdy ma jakąś historię do opowiedzenia
We Wszystko na mojej głowie, czyli najnowszej książce Kuby znajdziecie nie jedną a kilka takich historii. I może jeszcze bardziej przypominać to różne azjatyckie comfort books, gdzie wokół jednego miejsca gromadzą się ludzie ze swoimi historiami, a wychodzą z niego jacyś spokojniejsi, mniej naładowani lękiem, stresem, czy złości. Salon fryzjerski w Polsce od lat trochę tak się kojarzył - ktoś nie tylko zaopiekuje się nami i sprawi że lepiej będziemy wyglądać, ale i wysłucha, może coś doradzi. Często kojarzymy to z miejscem na ploteczki, ale przecież dobry fryzjer, czy fryzjerka nie opowiadają o innych, nie powtarzają tego co usłyszeli.
czwartek, 12 lutego 2026
Coben kontra Läckberg, Stany kontra Skandynawia, czyli O krok za daleko i Szklana kopuła
W ubiegłym tygodniu wyzłośliwiałem się nad dwoma serialami w oparciu o prozę Harlana Cobena, to dziś kolejny, ale żeby nie było nudy to tym razem w dwupaku z ekranizacją równie słynnej autorki z północy Europy.
Może za tydzień kolejny dwupak? Mam wrażenie, że jak ktoś wpadnie w rytm to po skończeniu jednego od razu szuka kolejnego, a po każdym rozczarowaniu myśli sobie, może następny wreszcie będzie lepszy. Obie dzisiejsze produkcje są lepsze od tego o czym opowiadałem tydzień temu, ale nie są też żadną rewelacją, mają swoje słabości i powtarzają pewne schematy. W przypadku O krok za daleko już sama obsada może rozbawić, bo oto w rolach głównych pojawia się aktor jakby dobrze nam znajomy (Zostań przy mnie), ale w zupełnie innej roli. Potem powtórzenie pewnych schematów (para morderców, którzy bawią się tym co robią) zwiększa jeszcze jakieś basze zdziwienie. Ta sama stacja robi z widzów idiotów? Nikt nie patrzy na scenariusz, na obsadę?
środa, 11 lutego 2026
Sygnalista - Robert Peston, czyli polityka to brudna rzecz
Wydawałoby się, że z końcem zimnej wojny, thrillery polityczne trochę stracą rozpęd i nie będą miały już tej temperatury co kiedyś. Tymczasem jak pokazuje choćby House of Cards, polityka nieustannie dostarcza nam tematów, które mogą budzić emocje. W końcu ci ludzie decydują o naszych podatkach, podejmują ważne projekty zmian w prawie, pokazują kierunki zmian i inwestycji. Nie chodzi więc jedynie o bezlitosną walkę między kandydatami w wyborach, o bezwzględność, ale np. o tryb podejmowania różnych decyzji, o ukrywanie działań lobbingowych, czy też po prostu jakichś własnych grzeszków.
Dziennikarze nie od dziś polują na takie tematy, jedni bardziej nastawiając się na plotki i sensacje obyczajowe, które przecież również mogą zatopić niejednego polityka, a inni mają większe ambicje - ich interesują programy, projekty, realizowanie obietnic, związki z biznesem, przejrzystość w podejmowanych decyzjach. I trochę właśnie takiego człowieka pokazuje nam Robert Peston w "Sygnaliście". Bohater by zdobyć jakieś informacje jest zdolny do bardzo wielu posunięć, czasem wiele ryzykując. Ma dodatkową motywację: podejrzewa że wokół tragicznej śmierci jego siostry, wysoko postawionej urzędniczki w rządzie, jest jakaś tajemnica, którą on musi rozwiązać.
wtorek, 10 lutego 2026
Pillion, czyli poczuj coś mocniej
Cholera, mam problem z tym filmem, a może raczej ze sposobem w jaki Gutek Film go reklamuje - czyli jako świetną propozycję na Walentynki, jako romantyczny film jednocześnie przełamujący pewne tabu i myślenie o preferencjach seksualnych.
Możecie stwierdzić że jestem homofobem, że nie kumam środowiska BDSM i jestem nietolerancyjny, jednak w całej tej historii nieśmiałego chłopaka, który zakochuje się w przystojnym motocykliście, jest coś co mnie bardzo uwiera. Gdyby to nie było dwóch facetów, tylko facet i kobitka, pewnie więcej osób podzielałoby moje zdanie - wszystkie te sceny, które niby mogą wydawać się zabawne i tłumaczymy je tym, że przecież to za obopólną zgodą, trzeba jednak wyraźnie nazwać przemocą psychiczną, emocjonalną i fizyczną, obejmującą również gwałt. I ok, jeżeli ktoś godzi się na taką przemoc, to nic mi do tego, choć moim zdaniem zamiast o tym opowiadać i się z tego śmiać, raczej powinniśmy delikatniej lub mocniej sugerować pomoc terapeuty. W tym przypadku moje serducho jest zdecydowanie po stronie matki, która obawia się że synowi dzieje się krzywda. Przesadza? Nie powinna się wtrącać? Kurcze, po to uwrażliwiamy na przemoc, żeby ją ignorować? Przecież ktoś kto jej doświadcza, czasem jest na tyle uzależniony emocjonalnie, tak bardzo zdominowany, że będzie się godził na wiele, byle tylko nie stracić obiektu swoich uczuć. Raniony, poniżany, wciąż spychany do roli tego kto nie ma prawa głosu, ma być posłuszny - czy ktoś taki może być szczęśliwy?
poniedziałek, 9 lutego 2026
HÉR - Monochrome, czyli surowość północy i jazzowe szaleństwo
Co kawałek, to zaskoczenie. No bo jest i gardłowy śpiew, są jazzowe wariacje na skrzypcach, ale jest i rytm, bardziej mroczny, rockowy, z wokalem opowiadającym jakąś historię. Ich odniesienie do Islandii, do dalekiej północy, czuje się w tej muzyce, czyni odsłuch podróżą w jakieś fantastyczne krainy.
niedziela, 8 lutego 2026
Szczodry - Elżbieta Cherezińska, czyli zdrada czy jednak zaniedbania i błędy
Warto domknąć dwutomową opowieść Elżbiety Cherezińskiej o Bolesławie II, królu któremu historia jakoś dziwnie zapomniała zasług, a pamięta głównie jeden czyn, który potem został obudowany czarną legendą przez Kościół. Oczywiście trudno oceniać z perspektywy prawie 1000 lat kto miał rację. To jakaś wersja wydarzeń autorki, choć warto podkreślić iż zwykle swoje powieści mocno opiera na źródłach historycznych. Powiedzmy więc że to próba trochę innego spojrzenia na króla, który dokonał bardzo wiele, a dziś wspomina się go głównie dzięki konfliktowi z biskupem krakowskim i egzekucji, która potem została wykorzystana przez niechętnych władcy. Nie od dziś wiadomo, że krew kogoś kogo można uznać za męczennika, służy sprawie o którą walczył. Cherezińska stawia zaś pytanie: co to była za sprawa.
O pierwszy tomie tej opowieści pisałem już w grudniu - nosi ona tytuł Śmiały. Dopiero jednak po przeczytaniu całości, wszystko układa nam się zgrabnie, zaczynamy rozumieć znaczenie różnych konfliktów, ambicji, żali, gry rozgrywanej zarówno przez króla, próbującego umocnić państwo i swoją pozycję, jak i przez tych, którzy tego nie chcą. I nawet jeżeli dziś raczej trudno znaleźć wzmianki iż w drugiej połowie XI wieku wpływy różnych pogańskich plemion były tak silne, by mogli oni rozmawiać jak równy z równym z możnymi lub przedstawicielami Kościoła, to przecież byli oni jedynie języczkiem u wagi, siłą którą chciano wykorzystać dla odwrócenia uwagi lub zdobycia jakiejś przewagi. W powieściach o polskich władcach, szczególnie tych z rodu Piastów, autorka często wplata obecność ich kapłanów, żerców, wieszczek, elementy starych wierzeń, magii i można by uznać to za jakąś ciekawostkę, jej własną fantazję, również na to iż one wciąż były żywe nawet po 100 latach od oficjalnego przyjęcia chrztu przez kraj i wykorzenianiu tego co dawne.
Żywego ducha - Jerzy Pilch, czyli jak bardzo może boleć samotność
Dawno już chyba nie miałem takiej zdegustowanej miny przy lekturze książki wybranej na DKK. Coś co stanowiło ciekawy pomysł, czyli zderzenie się jednego człowieka ze zniknięciem wszystkich pozostałych ludzi, jakby końcem świata, w którym ktoś o tobie zapomniał, z każdą stroną okazywało się coraz bardziej nużącym powtarzaniem tych samych przemyśleń i rozważań. Pilch zawsze lubił opowiadać historie, w których się pojawiał, potrafił to robić z ironią, z humorem. Tym razem jednak to skupienie na sobie - ja, ja, ja, doklejanie do tej historii na siłę cytatów z niby przypomnianych sobie książek, powtarzanie różnych refleksji po 10 razy na różny sposób, sprawiają że z lektury nie ma się prawie żadnej przyjemności. Początkowo tak, bo przecież Pan Jerzy potrafi pisać i nawet jak krąży jedynie wokół tego co ma głowie, wokół wspomnień, nudy nie będzie. "Żywego ducha" jednak wydaje się mocno wymęczone, na granicy grafomanii. To rozciągnięte na kilkaset stron kilka dobrych przemyśleń o tym co po nas zostaje. Przecież świat pozostał bez zmian, tylko ludzie zniknęli. Zostawili domy, zrobioną kawę, otwarte kawiarnie, sklepy, w hotelach rozgrzebane łóżka. Po prostu zniknęli. I w takiej rzeczywistości przechadza się bohater, facet już w starszym wieku, szukając odpowiedzi na pytanie "dlaczego?".
sobota, 7 lutego 2026
Frankenstein, czyli dałeś życie, to teraz nie uciekaj...
Rano o filmie Camerona, a wieczorem Guillermo del Toro. Dwa wielcy reżyserzy, którym zdarzały się filmy doskonałe, ale też od dłuższego czasu bardziej chyba ufają wielkości swojej wizji, niż rzeczywiście oferują nam coś nowego. Frankenstein zachwyca od strony wizualnej, po tylu ekranizacjach powieści Mary Shelley chciałoby się nie tylko wiernego opowiedzenia jej po raz kolejny i pięknych zdjęć, tylko czegoś więcej. Naukowiec ogarnięty obsesją o raz jego dzieło, które budzi u niego wyrzuty sumienia - stwór w którym widzi on jedynie ożywione ciało, a marzył mu się chyba umysł równie genialny jak jego. Istota której dał życie i dał nieśmiertelność, wyjątkową siłę, witalność, ale nie potrafił dać duszy, a może to tylko on jej nie potrafi dostrzec? Przecież jego ukochana (czy też raczej skrycie kochana, bo to wybranka jego brata), w tej istocie dostrzega coś więcej niż zwierzę. On przerażony jej siłą, więzi ją w lochach, ona zaś najchętniej wyprowadziła je na zewnątrz, by doświadczało świata, by się uczyło na niego patrzeć.
Sporo osób podkreślało po seansie, że film jest piękny, brakuje jednak w nim emocji. I to jest pytanie, czy w historii oglądanej po raz... (dziesiąty?), można jeszcze te emocje odnaleźć. Niby wszystko u del Toro jest tak jak powinno być, może trochę bardziej chaotycznie niż można by się tego spodziewać, czegoś jednak brakuje.
Avatar. Ogień i popiół, czyli jest widowisko ale duszy już brakuje
Trochę dla formalności notka o trzeciej odsłonie Avatara. Czemu dla formalności? Bo to zaczyna przypominać serial i to kiepski, gdzie w każdym odcinku powtarza się nie tylko ten sam schemat, ale nawet poszczególne rozwiązania i sceny. No jak to ma trzymać w napięciu?
A mimo to, podobnie jak pewnie wielu ludzi, których zauroczył pierwszy film z cyklu Camerona, jego widowiskowość, usiadłem na sali kinowej. I nie żałuję, choć już na notkę trochę miejsca mi było żal, gdy tyle innych tytułów czeka na swoją kolej, a na przyszły tydzień szykują się aż 4 spektakle. Noż kurde kiedy ja mam to pisać?
Podkreślam więc: jedynie dla formalności i bardzo skrótowo, głównie o tym co na plus, bo tego co na minus, czyli powtórzeń, powtórzeń, powtórzeń, po prostu byłoby za dużo. Fakt - coraz większą rolę odgrywa już kolejne pokolenie, ono staje się nie tylko zakładnikiem, by wreszcie ludzie mogli dorwać "zdrajcę" Jake'a Sully'ego, ale też mają ważną rolę w procesie uratowania wszystkich Na’vi i całej Pandory. Ponownie różne plemiona będą musiały poświęcić wiele ofiar, by stanąć do nierównej walki z ludźmi, którzy myślą tylko o zysku i zemście.
piątek, 6 lutego 2026
Potrójna dawka aburdalnego humoru, czyli Evžen Boček i Arytoskratki część 3, 5 i 6
Może nie polecam tego w tak dużej dawce jak sam sobie zapodałem, czyli 3 tomy jeden za drugim, ale cykl Evžena Bočka to perełka humoru i zdecydowanie jeżeli szukacie czegoś lekkiego na poprawę nastroju, to szukajcie Arystokratki. O poprzednich tomach też pisałem, one łączą się ze sobą, więc najlepiej czytać po kolei, ale każdy też stanowi pewną zamkniętą ramami historię, w które można dostrzec zarówno kontynuację (postacie), jak i nowe pomysły.
I w sumie chyba nie powinienem zdradzać zbytnio fabuły, bo to sama przyjemność wejścia w te pokręcone historie, ale przynajmniej kilka zdań o każdym z tych trzech tomów napiszę, a wcześniej choć parę słów zarysu okoliczności w jakie wchodzimy.
czwartek, 5 lutego 2026
Niebo. Rok w piekle, czyli czemu za nim poszedłeś
Dużo sobie obiecywałem po tym serialu, mam jednak wrażenie że nie do końca wykorzystano potencjał jaki był w tej historii. Mimo dobrej obsady (Kot, Różczka, Jastrzębska, Linowski), nie udaje się uchwycić tego co wydawałoby się w historii o sekcie Niebo najważniejsze, czyli psychologicznych mechanizmów, manipulacji. Zamiast tego mamy jakieś elementy dramatu, thrillera (nie da się stąd uciec, odbierają ci dziecko), a historia staje się letnia, brak w niej jakiejś iskry. Co z tego że Tomasz Kot jak zwykle magnetyczny, skoro nie do końca wierzymy w tą jego siłę oddziaływania. Bombardowanie miłością? Przepowiadanie? Uzdrawianie? Przecież pytanie czemu ludzie oddają cały swój majątek, idą za kimś kto karze im żyć w komunie, ciężko pracować fizycznie, w dodatku klepiąc biedę, stawia sobie każdy widz i chciałby zrozumieć, chciałby to poczuć.
Tymczasem w Niebie od początku wyczuwamy jakieś napięcie, jakieś niepokoje, które potem w naturalny sposób prowadzą głównego bohatera do prób odejścia. Początkowo bardziej by chronić innych, niż siebie, ale to jego zmaganie się z samym sobą, z tym czego doświadczył, z tym że ktoś go "wybrał" aż prosiłoby się o jakieś pogłębienie.
środa, 4 lutego 2026
Kapsuła - Wojciech Wójcik, czyli ile o sobie wiemy
Tu prawie każdy coś ukrywa, ma jakiś sekret, mniej lub bardziej wstydliwy, czasem w ludziach buzują jakieś emocje, pretensje, żale, zazdrość czy coś mniej osobistego, ale bazującego na ich własnych traumach. I to bywa równie ciekawe jak thrillery gdzie co parę stron ma dziać się coś ekscytującego.
Niby zwykłe miasteczka, środowiska które pewnie znamy i może do nich należymy, a tu nagle jakaś tragedia. Jak reagują ludzie, co mówią i komu nie chcą nic powiedzieć (zwykle policji), może czasem wyjdą jakieś plotki i historia robi się coraz bardziej skomplikowana.
Czy Coben zawsze będzie trzymał w napięciu, czyli Zostań przy mnie i Już mnie nie oszukasz
Netflix zdaje się uznał że Harlan Coben gwarantuje im sukces serialu, więc produkują je już seryjnie, nie zważając na to iż nawet najlepszemu pisarzowi zdarzają się powieści słabsze no i niestety: im więcej, tym bardziej widać schematy w jego twórczości. Oczywiście dużo do zrobienia ma też reżyser, który przecież może trochę poczarować z materiałem, obsada, ale jak widać po przykładach o których dzisiaj - samo nazwisko autora na podstawie którego powieści robi się film, to za mało. Nawet już aktorzy zaczynają być taśmowo zatrudniani przy tych produkcjach i potem zdziwienie, że ta sama twarz ale przecież gra zupełnie kogoś innego. Tych seriali jest już chyba z 10 na samym Netflixie więc nie dziwcie się artykułom w sieci - najlepsza dziesiątka ekranizacji powieści Cobena jakie kochają widzowie.
Ostrzegam, choć te dwa też znajdziecie na takich listach. Omijajcie je raczej z daleka, bo to strata czasu.
wtorek, 3 lutego 2026
La Grazia, czyli do kogo należą nasze dni
W niedzielę pisałem o Kandydacie Żulczyka, gdzie mamy obraz prezydenta Polski, a oto powracamy na najwyższy urząd tyle że we Włoszech. Paulo Sorrentino kreśli jednak zupełnie inny obraz - oto człowiek powszechnie szanowany, uznawany za wyrocznię w dziedzinie prawa, choć z wiekiem wydaje mu się że coraz bardziej nie nadąża za rzeczywistością, która tak szybko się zmienia. Oczekiwania by podejmował odważne decyzje, najwyraźniej są dla niego ciężarem, wolałby końcówkę swojego urzędowania potraktować jako spokojne żegnanie się z władzą, bez żadnych gwałtownych ruchów, żeby nikogo nie drażnić.
Czy więc to film o odwadze i jej braku? A może o rozsądku i spokoju, towarzyszącemu dojrzałości? Wbrew pozorom w bohaterze filmu kotłuje się całkiem sporo emocji, jednak dotyczą one głównie przeszłości - wciąż na przykład przeżywa to że 40 lat temu został zdradzony przez żonę, po której śmierci mocno tęskni. Tą jego samotność wyczuwamy dość mocno, choć wybuchy zazdrości są sporadyczne, częściej to jakaś nostalgia w jaką wpada, może również lęk przed jakimiś radykalnymi zmianami.
poniedziałek, 2 lutego 2026
Za kim idziesz - Hańba, Hiob Dylan, czyli orkiestra uliczna tym razem bardziej po amerykańsku
Najnowszy krążek Hańby to efekt współpracy z Hiobem Dylanem, songwriterem który od kilku lat zdobywa popularność na polskich scenach ze swoim banjo. Sporo tu jego numerów (jak choćby Polska B), ale w zupełnie innych aranżacjach, z szalonym rytmem, energią i naturalnością jaka z tego materiału bije.
Chłopaki z Hańby, dotąd znani z radykalnych tekstów, punkowo-folkowej muzyki, tym razem trochę skręcają ku amerykańskim brzmieniom, to wciąż jest jednak muzyka ulicy. Rytm, melodia, instrumenty nie wymagające żadnego prądu, nagłośnienia, po prostu czysta zabawa. Tyle że więcej country i bluegrass z punkową energią. No może klarnet i akordeon sprawiają że to wciąż jest takie nasze, swojskie.
niedziela, 1 lutego 2026
Kandydat - Jakub Żulczyk, czyli teatr pozorów i patologiczny koszmar
Niech się nie ekscytują więc ci, którzy mieli nadzieję: ach, wreszcie ktoś odważnie dołoży tym ..., pokaże ich zakłamanie, układy i brudne interesy. To nie jest panflet na prezydenta, na popierające go ugrupowanie. To raczej dramat, w którym widzimy ile bólu, samotności, pychy i kompleksów jest we wszystkich uczestnikach tej gry zwanej władzą.
Bohater Żulczyka jest niczym schodzący przez kolejne poziomy piekła, nigdzie nie znajdując nadziei, wsparcia czy iskry jakiejś siły będącej alternatywą. Polityka, media, służby, niezależnie czy jest to jedna czy druga opcja, prawicowi fanatycy, czy ci którzy sami siebie uznali za elitę intelektualną przemian po roku 1989, moralną wyrocznię, jedynych którzy mają rację, w Kandydacie jawi się jako bagno, w którym każdy myśli tylko o sobie, o władzy, o pieniądzach, o jakichś korzyściach. Gdzie tu państwo, społeczeństwo, gdzie ludzie? No przecież ci maluczcy są tak głupi i nieistotni że nie ma co się nimi przejmować. Liczą się tylko masy, którymi można manipulować. Kłamać, zaprzeczać, preparować fakty, prowokować, ogłaszać wyroki. A gdy ktoś zasługuje na uwagę, szuka się sposobu by go kupić lub zastraszyć.























