Sierpień kończę filmem i zdaje się, że w najbliższym czasie trochę więcej będziecie mieli na Notatniku właśnie dziesiątej muzy :)
Bird to mieszanka kina społecznego, spora dawka dojrzewania i niewielka szczypta realizmu magicznego. Chwilami pięści zaciskają się ze złości: gdzie jest opieka społeczne, jak tam można, a chwilami stwierdzasz: kurde ta dziewczyna mimo trudnego dzieciństwa ma w sobie więcej wrażliwości niż nie jeden normals. Rozedrgana kamera, przeciąganie pewnych wątków i nie kończenie tego co interesuje widza, mogą drażnić, stanowią jednak też pewien niepowtarzalny klimat. Po co ci odpowiedzi, lepiej zostawić bohaterów w chwili gdy widzimy chwilę szczęścia, nawet jeżeli mamy świadomość, że jutro pewnie różne trudności powrócą z podwójną siłą.
Bailey wychowywana jest przez ojca, mieszka w squacie, z matką i resztą rodzeństwa ma kontakt sporadyczny, za to mocno związana jest z przyrodnim bratem, bo ojciec miał wiele podobnie przelotnych związków. Mimo że to facet raczej mało odpowiedzialny i nikt rozsądny nie postawił by go za wzór ojca, to ma w sobie jakąś potrzebę opiekowania się innymi, na swój sposób troszczy się o nich. Choć dla Bailey to trudne, gdy myśli że lada chwila wprowadzi się do nich kolejna kobieta z dzieckiem i uczucie, uwaga, będzie znowu dzielona na więcej osób.
Dziewczyna jest jednak do tego przyzwyczajona. Dużo czasu spędza samotnie, szuka jakiegoś swojego sposobu na bezpieczną przestrzeń. Niby szuka akceptacji chłopaków z gangu, chce do nich dołączyć, ale przemoc to raczej nie jest jej bajka. Może dlatego tak mocno zafascynował ją poznany na łąkach bezdomny facet - wydaje się nie mieć żadnych problemów, uśmiechnięty, cieszący się wolnością i naturą. Dwunastolatka, którą życie raczej zmusza do tego by nie była dzieckiem, zadająca sobie różne pytania o przyszłość, nagle konfrontuje się z zupełnie inną postawą - życie chwilą, bez przejmowania się tym co było, będzie, bez buntowania się, porównywania...
Chwilami ostra muzyka, sceny niczym z Trainspotting, a zaraz obok nich sekwencje niczym medytacja, zawieszenie chwili, jakiegoś momentu i trwanie... Ciekawe.
Na pewno może wkurzać to w jakim otoczeniu wzrasta bohaterka, bardzo chcielibyśmy by ona w przyszłości nie powielała tych samych błędów. Czy dostanie taką szansę? Jej nowy przyjaciel to człowiek jakby wyrwany z "Ptaśka", sam mający problemy, pojawia się tylko na chwilę - może jej czegoś nauczyć, dać jej spokój, ale na pewno nie zostanie z nią by zmieniać jej życie. To musi zrobić sama.
Andrea Arnold już nie raz łączył na ekranie realizm dość brutalny i czysty kicz. Znowu w podobny sposób porusza naszą wrażliwość, choć pewnie to nie będzie obraz który przekona wszystkich.
Ja jestem na tak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz