czwartek, 5 marca 2026

LARP. Miłość, trolle i inne questy, czyli humor i brak spiny

Na tle różnych polskich produkcji, szczególnie tych, które aspirują do miana komedii, produkcja w reżyserii Kordiana Kądzieli, mocno się wyróżnia jakąś świeżością. I nie chodzi bynajmniej jedynie o odwagę, by dotknąć troszkę innych grup młodzieży, nie tylko tej bananowej, czy hiphopowej, ale również tych uznawanych za dziwaków czy nerdów. Chodzi też o luz, z jakim to jest zrobione, podobnie jak w przypadku serialu 1670, w którym gościu też maczał palce. Tu nie czuć spiny i może dlatego też nie ma takiego poczucia zażenowania jak przy większości polskich komediopodobnych koszmarków.   

Czy muszę wyjaśniać pojęcie LARPA? Live action role-playing to gra na żywo, odgrywanie jakiejś historii, ale co ważne w rolach, próbując jak najbardziej wejść w jakiś świat. Fantasy, historia, S-F i co tam tylko wyobraźnia podpowie. Oczywiście o ile nie natrafisz na radykałów, którzy powiedzą że wampiry nie mogą na jednym planie stanąć z elfami, bo w rzeczywistości (sic!) nie współistniały. 

No więc tak: Sergiusz i jego przyjaciele uwielbiają LARPy, książki fantasy i wszystkie fantastyczne historie. Cóż im się dziwić - dorastając w niewielkim miasteczku, gdzie jedną z większych atrakcji jest pewnie budka z hot-dogami, czy boisko o ile ktoś grywa w gałę, nie ma się wiele do roboty. Rodzice powinni nawet się cieszyć, że dziecko nie przesiaduje z piwem na ławce w parku i nie rozrabia po pijaku :) W każdym razie Sergiusza tata raczej się nie cieszy. W końcu jest komendantem, wychowuje synów sam, bo matka zginęła w tragiczny sposób, więc chciałby widzieć w nich twardzieli i szybciutko przygotować jakieś ciepłe posadki u siebie. Taka to rzeczywistość. 

  

Małe miasteczka, lokalni bonzowie, których dzieci wyrastają na bezczelnych gnojków, rządzących wszystkimi i nienawidzących tych co im się nie próbują podlizywać. Aż dziwne że aż tylu w okolicy znalazło się pasjonatów, bo spotkania wyglądają całkiem widowiskowo. 

Fabuła niby prosta, ale zgrabnie ograna, może tylko żal nie wszystkie postacie i wątki udało się jakoś mocniej pociągnąć, niektóre wydają się trochę jakby doczepione na siłę, jakby były oddzielnymi żartami (dokładnie jak w 1670). Motyw przewodni to takie coming-of-age - dojrzewający chłopak lokuje uczucia w dziewczynie która jako nowa pojawia się w klasie, tyle że ona woli trzymać się z tymi silniejszymi i bardziej popularnymi - skoro widzi, że on często obrywa jako słabszy, nie chce mieć przechlapane tak jak on. Sergiusz więc cierpi. Tym bardziej gdy odkrywa, że dziewczyna dzieli jego pasję, tyle że się z tym ukrywa. No teraz, to już nie odpuści, nawet jeżeli parę razy zrobi go w trąbę. Nawet przyjaciele pójdą w odstawkę. 


Fabuła może więc nie jest tu jakąś najmocniejszą stroną, najbardziej ten film sprawdza się w przejściach między światem realnym a światem fantazji, w wizjach chłopaka, w jakichś migawkach ze spotkań LARPowych (Star Trek to mistrzostwo świata), w swobodnej atmosferze. Młodzi aktorzy grają bez spiny (choć grają przecież dużo młodszych od siebie), a i ci bardziej doświadczeni (świetny Andrzej Konopka w roli ojca) fajnie dostosowali się do tego klimatu. Może jedynie Bartłomiej Topa ciut przerysowany. Zapamiętam sporo scen - choćby jazdę w stroju elfa na rowerze i z uśmiechem pewnie do tej produkcji jeszcze wrócę. Za kostiumy należy się 5 z plusem! A za scenę otwierającą nawet 6! 

Fajne jest też to, że w niby takim komediowym tonie ale udało się uchwycić kilka ważnych spraw i nie mówię nawet o przemocy rówieśniczej, ale raczej o pragnieniu akceptacji, uciekaniu w jakieś swoje niszowe światy, bo tam się wreszcie młody człowiek czuje jakiś ciekawszy, z większą sprawczością. Dla dorosłych to tylko zabawa, ale dla niego coś dużo więcej.  

Więcej takiej świeżości na naszych ekranach! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz