niedziela, 8 marca 2020

Kłamstewko, czyli jeszcze nie pora


Niby powinno być coś kobiecego lub dedykowanego paniom, ale w szkicach nie widzę nic takiego, więc lecimy po prostu z tym co w miarę świeże.
"Kłamstewko". W sumie jakby się zastanowić, to jest tu ważny wątek kobiecy - w końcu kto nas wychowuje, z kim wiążą najbardziej mocne więzy, z kim mamy najpiękniejsze wspomnienia? Mama, babcia, żona, córki... I dla facetów i dla kobiet druga kobieta, czyli źródło ciepła, miłości, wsparcia to ktoś najważniejszy, dla kogo chce się żyć. I choć główna bohaterka lata temu wyjechała z Chin z rodzicami do Stanów, odcięta była więc od swoich korzeni, w jej sercu i pamięci te wszystkie chwile pozostały. Nie widzi babci przez lata, ale dzwoni, rozmawia, myśli... Choć zajęta swoim życiem, czasem przywalona problemami, nie zapomina całkiem.
Gdy dowiaduje się o chorobie babci, postanawia więc być przy niej, mimo tego, że rodzice tego nie chcą. I tu dochodzimy do najważniejszego elementu fabuły.

Nie wiem czy to tylko element chińskiej kultury, ale najwyraźniej tam jest dość silny - chodzi o to, by nie mówić o śmiertelnej chorobie osobie którą to dotyka, by nie odbierać jej nadziei, sił, chęci do życia. Lepiej okłamywać, że wszystko jest ok. Zarówno reżyserka Lulu Wang, która oparła swój film na własnych doświadczeniach, jak i młoda bohaterka z ekranu grana przez Awkwafinę (znaną dotąd raczej z komediowej kariery), nie potrafią się pogodzić z takim podejściem. Nie chodzi tu jedynie o szczerość, ale i o potrzebę pożegnania - jak to zrobić, gdy jednocześnie nie można okazać swoich prawdziwych uczuć, że to może ostatni raz...


Ten film dla widza polskiego i spoza Chin na pewno będzie ciekawą przygodą, bo stykamy się z kulturą, którą mało znamy. Ale czy tak bardzo odmienną od naszej? Co z tego, że ich wesele różni się od naszego? Emocje jakie przeżywa wnuczka z powodu wyjazdu z kraju swoich przodków, rozstania z rodziną, matka, która zostaje sama, obawy że dzieci i wnuki zmieniają się tam na obczyźnie, są pewnie wszędzie podobne. To film nie tylko o konfrontacji z umieraniem kogoś bliskiego, ale i umieraniu jakiejś cząstki siebie, którą się traci przez emigrację. Religia, poczucie winy, obowiązku i chęć układania sobie życia w lepszym, ale innym świecie - to przecież doświadczenie nie tylko Chińczyków w Stanach.
Niby nic wyjątkowego, prosta historia bez wielkich przełomów i dramatów, ale jest w tym fajna równowaga pierwiastka humoru i zadumy. To udało się na pewno. Film ciepły i wart obejrzenia. Czy wyjątkowy? Oceńcie sami.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza