wtorek, 31 maja 2011

O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu, czyli pierwsze spotkanie z Murakami

Jak w tytule - tyle się mówi dookoła o powieściach Murakami, że postanowiłem i ja spóbować. Ale, zacząłem od czegoś nietypowego - nie jest to bowiem powieść ale coś w rodzaju pamiętnika, notatnika. Ale też szczególnego - bo są to tylko notatki, które autor notował na jeden określony temat - czyli biegania. Zbiór esejów? Chyba najbliżej tego - bo pisząc o bieganiu Murakami pisze też o innych sprawach - troszkę o sobie i swoim życiu, o początkach kariery pisarza i o samym procesie tworzenia powieści.

...ta książka mówi o bieganiu i nie jest trak­tatem o tym, jak zachować zdrowie. Nie mam zamiaru dawać w niej rad w rodzaju: „Posłuchaj­cie mnie wszyscy – jeśli chcecie zachować zdrowie, biegaj­cie każ­dego dnia!”. Zamiast tego chcę przed­stawić w niej zebrane przeze mnie prze­myślenia, dotyczące tego, czym dla mnie, jako człowieka jest bieganie. To książka, w której tylko roz­ważam różne sprawy i głośno myślę.

poniedziałek, 30 maja 2011

Ja też, czyli jak patrzymy na inność

Zauroczył mnie ten film. Tak prosty, wcale nie powalający ani zdjęciami, ani super naziwskami aktorów ani wielką wartością artystyczną. No to czym? Ano tematem jaki podejmuje i sposobem w jaki zostało to zrobione.
34-letni Daniel (Pablo Pineda) ma zespół Downa, jednak jego choroba nie utrudnia mu kontaktów z innymi ludźmi. Rodzice od małego bardzo mocno w niego inwestowali, pracowali razem z nim, skończyl więc uniwersytet i oto podejmuje pracę w urzędzie miasta, w wydziale ds. opieki nad niepełnosprawnymi. Tam poznaje Laurę (Lola Dueñas), dość atrakcyjną, ale strasznię pogubioną, nieszczęśliwą kobietę - poprzez luźny styl życia (alkohol i seks) zagłusza ona swoje problemy. Powoli rodzi się między nimi przyjaźń - trudna, bo każde z nich czego innego poszukuje, a otoczenie też niezbyt przychylnie patrzy na takie związki.

niedziela, 29 maja 2011

Siostry Magdalenki, czyli na faktach o "zbrodniach" Kościoła

Mocna rzecz. Na początek dostajemy trzy historie młodych dziewczyn, żyjących w Irlandii - Margaret została zgwałcona przez kuzyna na jakimś weselu, Rose urodziła nieślubne dziecko, Bernadette często flirtuje i bawi się tym jak inni reaguja na jej urodę. Żadna nie popełnila żadnego przestępstwa, ale wg. rodzin lub jak w przypadku Bernadette władz domu dziecka - wszystkie są winne bo ich zdaniem grzeszą i trzeba je izolować od społeczeństwa. Wszystkie trafiają do domu opieki (coś w rodzaju poprawczaka) prowadzonego przez siostry zakonne. I tu zaczyna się główna część filmu, która ma pokazać nam na różne sposoby przemoc, surową dyscyplinę, wykorzystywanie do ciężkiej pracy w pralni i poniżanie ich i podobnych im dziewcząt.
Terror, reżim, który wydaje się podwójnie okrutny gdy stosują go osoby, które powołują się na piękne cele, mówią o miłości Boga i zachęcają do modlitwy. Pobyt tu to nawet gorzej niż kara więzienia - bo dziewczęta mają ogromne poczucie niesprawiedliwości - nie wiedzą za co mają pokutować, niewielkie mają też nadzieję, na wyjście czy na ucieczkę (bo nikt na nie czeka, wszyscy się od nich odwracają).

sobota, 28 maja 2011

Les Miserables, czyli co stanowi o sukcesie musicalu

W dniu kiedy do Polski przyleciał prezydent Obama troszkę miałem stracha czy uda się dotrzeć na czas (korki, ochrona itd.) bo teatr tuż przy hotelu gdzie miał mieszkać, no ale jak już się kupiło bilety z okazji dnia matki to jak tu teraz to odwołać... Udało się jednak dotrzeć do teatru Roma w Warszawie spokojnie. To moja pierwsza tam wizyta i trochę żałuję, bo ciekaw jestem też przedstawień, które grano jakiś czas temu, a zeszły już z plakatów (Piotruś Pan, Miss Sajgon, Upiór w operze itd. Ale miało być o Les Miserables. To podobno najchętniej oglądany musical na świecie. 
Fabuła spektaklu opiera się na powieści "Nędznicy", z góry jednak warto zauważyć, że sporo tu skrótów nie tylko w  porównaniu z powieścią, ale nawet z innymi wersjami tej samej sztuki (a pierwsza była chyba wystawiania w Gdyni).

piątek, 27 maja 2011

Głowa minotaura - Marek Krajewski, czyli nowy bohater i nowe miasto w kryminałach retro

Co prawda najnowsza książka Krajewskiego już przyszła w paczce ale czeka na swoją kolej - kusi ale parę innych rzeczy kusi do przeczytania jeszcze bardziej. Postanowiłem wiec krótką notkę poświecić książce, która wprowadziła trochę zmiany w powieści Krajewskiego. Całą serię o Eberhardzie Mocku - niemieckim policjancie łykałem z zachwytem, w tej książce także się on pojawia, ale po raz pierwszy wkracza na scenę śledztwa postać równorzędna dla niego - komisarz Edward Popielski. Akcja ropozczyna sie we Wrocławiu podobnie jak wcześniejsze powieści, ale potem przenosi się do przedwojennego Lwowa.
Na swój sposób obaj bohaterowie są do siebie podobni. Obaj pedantyczni, dobrze wykształceni, z zamiłowaniem do łaciny, lubią pojeść i się zabawić, a śledztwo potrafią rozwiązać korzystając nie tylko z klasycznych i zgodnych z prawem metod. Prowadzone częściowo wspólnie dochodzenie w sprawie zwyrodnialca, który gwałci i morduje kobiety na pewno będzie doprowadzone do końca. Ale jakim kosztem?

czwartek, 26 maja 2011

Władcy wojny, czyli co jest dla nas ważne w historii

Zawsze mam słabośc do takich widowisk. Z jednej strony draznia mnie uproszczenia i wplecione baśniowe elementy nawet w sceny walki. Z drugiej strony - Chińczycy robią to w taki urzekający sposób, że można im to wybaczyć. Sceny walk robią ogromne wrażenie przede wszystkim swoim rozmachem - przy tym natychmiast widać, że to bitwa, rzeź, rąbanka, zmaganie setek lub tysięcy ludzi (a nie potyczki kilku osób a żeby okazać ogrom bitwy to kadruje się 50 osób, lub jeźdżców którzy zasuwają w kółko). Tylko pozazdrościć takich możliwości... Bez efektów komputerowych uzyskuje się pożądane wrażenie widza.
Władcy wojny to połączenie melodramatu, widowiska historycznego i legendy. Osadzona w połowie XIX wieku akcja opowiada o losach trzech ludzi, którzy połączyli swoje losy, aby wywalczyć dla swego kraju pokój i jedność. Dwóch braci, którzy wcześniej byli złodziejami oraz generał (Jet Li), który po stracie swojej armii próbuje na nowo zebrac wokół siebie wojsko i wrócić do łask cesarza. 

środa, 25 maja 2011

W Teheranie nie rosną już granaty, czyli film muzyczny, historyczny, dokumentalny, eksperymentalny, komediowy itd.

Film, który trudno traktować serio, jest jednym wielkim wygłupem i eksperymentem. Pomysł pierwotny był taki aby zestawić archiwalne filmy pokazujące Teheran i jego historię z obrazami aktulanymi z życia miasta i jego mieszkańców. Miasta, które z małej wioski w XIX wieku stało się jedną z największych metropolii Bliskiego Wschodu. Sama Historia opowiedziana jest dość subiektywnie i raczej z humorem - najważniejszymi punktami przełomowymi są kolejne fale ludności napływające z prowincji do miasta i bieda (i brak reform), która zmusza ich do rewolucji. I tak władze się zmieniają, a miasto wciąż rośnie. Zdjęcia archiwalne pokazywane są troszkę w oderwaniu od żartobliwego komentarza, powtarzane wielokrotnie, puszczane do tyłu. A to wszystko obudowane jest jeszzcze dodatkowo fragmentami filmu dotyczącymi współczesności.

wtorek, 24 maja 2011

Toy story 3, czyli familia na kanapie

W ostatni weekend postanowiłem w ramach seansu familijnego obejrzeć coś z dzieciakami. Ostatnio mniej oglądamy razem - mają już swoje ulubione kanały i tylko zerkam na to, ale jakoś mało mnie pasjonują rzeczy w stylu "Czarodzieje z Waverly Place". Ale Toy Story 3 przegapić nie mogłem. Zwłaszcza, że niezrozumiałą dla mnie decyzją zakwalifikowano ten film do nagród Oscara nie tylko do puli filmów animowanych, ale na równi z dziełami fabularnymi (sic!) - czyżby dzieło miało by być wyjątkowe?.
Kto pamięta poprzednie części, ten wie czego sie spodziewać. Przy okazji pokazywania gadających zabawek otrzymujemy sporo całkiem niegłupiego przekazu na temat przyjaźni, poświęcenia, tęsknoty no i co szczególnie mocno zaakcentowanego w tej części tematu dorastania (i gotowości do rozstania).

poniedziałek, 23 maja 2011

Piraci z Karaibów - Na nieznanych wodach, czyli trochę zabawy w kinie

Seria Piratów z Karaibów zdobyła już rzesze swoich fanów więc gdy tylko wkracza do kin kolejna część nawiązująca do tego tytułu dystrybutorzy zacierają ręce. A, że rano prawie nic nie grają w kinach to i ja dołączyłem do tych co im dorzucają parę złotych. Niedługo wystarczy tylko Johny Depp w roli szalonego kapitana, a cała reszta bohaterów i fabuły nieważna, cały film może nawet dziać się na lądzie i tak ludzie to kupią.
Jest aż tak źle? Ano to zależy jakie kto ma oczekiwania. Lekkie kino akcji z niezbyt skomplikowaną fabułą? Przygodówka do tego by zaliczyć ją z nastoletnim kuzynem? To będzie jak znalazł. I pewnie niewiele więcej. Bo też i po trzech wcześniejszych filmach trudno czymkolwiek zaskoczyć widza - trochę walk, jakieś zombiaki, szalone ucieczki spod stryczka... to wszystko już widzieliśmy. Więc nawet dodanie efektów 3D niewiele pomoże - jeżeli spodziewamy się jakichś rewelacji - tu ich po prostu nie ma. Ale akcja jest w miarę szybka i jeżeli nie szukamy dziury w całym to spędzimy bezstresowe dwie godziny (pozostanie tylko stres czy warto było wydać kasę, ale na szczęście w tygodniu to zaledwie 16 zeta).

niedziela, 22 maja 2011

Lotnicy kosmonauci, czyli o zacieśnianiu przyjaźni między narodami

Ciekawa rzecz. Pamiętałem o tym, że był nasz Mirosław Hermaszewski, ale do głowy mi nie przyszło, że był on jednym z elementów szerszego planu zacieśniania przyjaźni między narodami czyli fundowania przedstawicielom wszystkim socjalistycznych i "bratnich" krajów lotów w kosmos. Pod koniec lat 70-tych przywódcy Związku Radzieckiego postanowili bowiem, iż aby troszkę odciągną uwagę społeczeństw tych krajów od różnych protestów należy dać im powód do dumy i nowych bohaterów. Jednocześnie takich, którzy będą może mierni ale wierni (wobec ZSRR) - wybierano więc synów rolników, pasterzy, robotników, biedaków, czyli takich ludzi, którzy docenią nagły przypływ sławy i będą dozgonnie za niego wdzięczni. Najczęściej byli to dość przypadkowi wybrańcy, jedni z wielu lotników, tylko Wietnamczyk miał wcześniej jako lotnik już status bohatera narodowego (bo zestrzelił w walce samolot amerykański).   
Zainicjowany w roku 1978 program „Interkosmos”, w wymiarze propagandowym miał cementować rysy pojawiające się na bloku państw socjalistycznych. Było ich jak dobrze policzyłem 10 - pierwszy poleciał Czech, potem Polak, byli też Niemiec, Rumun, Węgier, Bułgar, Mongoł, Wietnamczyk, Kubańczyk, na końcu Afgańczyk.

sobota, 21 maja 2011

Belle and Sebastian - Write about love, czyli oldschoolowo i wciąż świeżo


Ile można śpiewać o miłości? Ano chyba można skoro ludzie chcą tego słuchać. Wpadła w moje ręce jakiś czas temu płytka z ubiegłego roku, którą spokojnie mozna nazwać oldschoolową - momentami to brzmienia z lat 60 czy 70-tych i skojarzenia z Simon& Garfunkel czy z Jefferson Airplane. Niby instrumentarium jest troszkę nowocześniejsze, ale aranże bardzo proste, popowe, delikatne, sporo gitarek klasycznych, gdzieś w tle pomykają sobie stare klawisze, czasem piekne smyczki no i świetne duety wokalne - oprócz lidera Stuarta Murdocha i drugiej wokalistki Sarah Martin m.in. pojawia się aktorka Carey Mulligan czy Norah Jones. Można spokojnie posłuchać samemu, puścić mamie, ciotce czy nawet babci.

piątek, 20 maja 2011

Dzieci z Diyarbakir, czyli życie na ulicy

Jeden z filmów polecanych tu na blogu (dzięki Marcin) i naprawdę wart obejrzenia. Osadzona w realiach kurdyjskiego miasta Diyarbakir w Turcji fabuła, w większości przy wykorzystaniu też języka kurdyjskiego - chyba niełatwo opowiadać w Turcji takie historie. W sumie film prosty, a jednocześnie poruszający, to co najbardziej brutalne dzieje się na samym początku , a potem widzimy jedynie tego pewne konsekwencje. Oto dziesięcioletnia Gulistan wraz z braciszkiem, Firatem, dorastają pod skrzydłami opiekuńczych rodziców. Gdy rodzice zostają zamordowani przez bojówkę paramilitarną (ojciec był zaangażowany w ruch pomocy Kurdom), dzieci doświadczają coraz większej bezsilności - muszą najpierw sprzedawać rzeczy z domu, potem gdy zostaną z niego wyrzucone, trafiają na ulice i utrzymują się z żebrania, potem z kradzieży.

czwartek, 19 maja 2011

Home S.O.S. Ziemia, czyli manifest ekologa

Ekologia jest dziś modna. Wspólny projekt Luca Besson i fotografa Yanna Arthus-Bertranda  to rzeczywiście piękna rzecz - zapierające dech w piersiach zdjęcia (szczególnie jeżeli ktoś oglądał w HD) no i jakże piękna to agitacja za tym by dołączyć do partii zielonych. :) Wiem wiem trochę ironizuję, ale momentami film robi się poprzez komentarze troszkę niestrawny - to jak wykład, którym straszy się dzieci np. że alkohol, jest straszną trucizną. Straszyć zbliżającą się zagładą planety jednocześnie wybierając sobie na potwierdzenie swoich tez tylko wybrane dowody, ignorując inne (choćby wszystkie przyczyny globalnego ocieplenia, a nie tylko emisję CO2 przez człowieka). Obrazy, które widzimy są rzeczywiście zarówno piekne jak i przygnębiające - widzimy cuda natury, ale widzimy też jak szybko nasz świat je zmienia, jak mało czyni człowiek żeby je chronić... Rafy koralowe, amazońskie lasy, pustynie, oceany, lodowce i wreszcie to co jest dziełem człowieka - miasta, przemysł, nieograniczona zachłanność z jaką zużywamy to co nam oferuje planeta (nie tylko ropę, węgiel, ale np. wodę czy wycinka lasów).