Filmy z etykietą queer niektórzy omijają z daleka, ale "Młodsza siostra" więcej w sobie ma z filmów o dojrzewaniu i poszukiwaniu siebie. Reżyser rzeczywiście wprowadza nas trochę w środowisko, pokazuje obrazki z parady, z klubów, jest w tym jednak bardziej ciekawość obserwatora niż zaangażowanie żeby widz koniecznie coś zaakceptował. Towarzysząc bohaterce cały czas czujemy jej poszukiwania, zmaganie się z samą sobą, nie tylko skupione na jakimś coming oucie, ale po prostu próbach połączenia różnych rzeczy które są dla niej ważne. Tu nie ma coś za coś, czyli jednoznacznego odrzucenia konserwatywnych wartości przekazanych przez rodziców, a raczej dylemat czy da się żyć łącząc jedno z drugim. Fatima czuje że lepiej czuje się z chłopakami i w męskich rozrywkach, a podobają jej się dziewczyny, jednocześnie ważna jest dla niej wiara, rodzina, algierskie korzenie. Potrafi nawet pójść do imama ze swoimi rozterkami, by jakoś poukładać się ze swoim sumieniem.
To młodziutka dziewczyna, dopiero kończy szkołę, przed nią wybór studiów, jakieś kolejne wybory, ale wciąż mieszka z rodzicami i nie ma w niej chęci ucieczki, buntu.
Hafsia Herzi pokazuje nam życie Fatimy, która wydaje się w jakiś naturalny, płynny sposób przechodzić między tymi dwoma światami - dobrze się uczy, chodzi do meczetu, regularnie się modli, a wieczorami wyskakuje na jakieś imprezy albo wcale nie wraca na noc. Brak konsekwencji jej wyborów i pierwszych seksualnych doświadczeń, brak jakichś napięć, poza tymi wewnętrznymi wydaje się aż mało realistyczny, ale może właśnie pokazanie dziewczyny jeszcze przed jakimiś radykalnymi decyzjami i zmianami w życiu, może być dla widza interesujące. Wykłady o emancypacji i luz z jakim zachowuje się w środowisku rówieśników, a to co wpajali jej rodzice, jakieś zasady wynikające z tradycji i religii - w którą stronę ostatecznie podąży i czy nie będzie odczuwać że coś ważnego traci? Świat wydaje się mówić: musisz wybrać, a ona czuje że obie te części są dla niej ważne i nie chce z żadnej rezygnować, właśnie w tym widząc swoją wolność, a nie zniewolenie.
Ciekawa rola debiutującej Nadii Melliti, obraz subtelny, dość kameralny, może dla kogoś nawet zbyt mało będzie tu dramaturgii i emocji. W kinach zdaje się już od najbliższego piątku.
Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Nie słyszałam o tym dramacie i raczej się na niego nie wybiorę.
OdpowiedzUsuń