sobota, 12 września 2026

Saga Sigrun - Elżbieta Cherezińska, czyli świat Wikingów ale od kobiecej strony

Uwaga - choć obok widzicie okładkę pięknego nowego wydania Północnej drogi, tom zawiera dwie powieści, a notka jest na razie o części pierwszej, czyli Sadze Sigrun. Ale spokojnie, już zabieram się za drugą połowę, a przymierzam się do kupienia drugiego tomu, czyli kolejnych powieści z tego cyklu równie ładnie wydanych.


Elżbieta Cherezińska zanim zabrała się za pisania o naszych władcach, popełniła serię powieści osadzonych zarówno w historii, jak i w świecie podań o wikingach. Trochę słyszałem o nich pochwał - że barwne, że pikantne, no i wreszcie sam się za to zabrałem.  

Nie wiem czy kolejne powieści będą podobne, ale przy Sadze Sigrun zgadzam się z niektórymi opiniami, że blisko jej do romansideł, w których to właśnie miłość jest najważniejszym wątkiem. Ale wiecie co? O dziwo wcale mi to nie przeszkadzało. Sceny zbliżeń rzeczywiście wcale nie tak rzadkie, opisy nie wulgarne, ale i bez owijania w bawełnę, cała opowieść jest snuta przez kobietę, która kocha, tęskni, czeka, nie spodziewajcie się więc walk i wypraw po łupy. To wszystko można podsumować w kilku zdaniach, gdy mężczyźni się chełpią, pokazują łupy i swoje blizny, ale co oni tam będą się rozwodzić przed kobietą o wyprawie skoro to sprawy nie dla kobiet... No chyba że będzie jakiś czyn bohaterski, o którym będzie się potem śpiewać pieśni, ale to zwykle niestety przypada jedynie wybrańcom i to najczęściej po śmierci.



Rozczarowany wcale jednak nie jestem, bo mimo wszystko udało się autorce odmalować barwnie świat surowej północy, gdzie powoli rosną wpływy chrześcijaństwa i dawne tradycje, gdy to spotkania lokalnych wodzów decydowały o wszystkim, odchodzą już w przeszłość. Skoro inne kraje rosną w siłę, zjednoczone pod jednym władcą, pewnie i ich to czeka, ale nie chcą płacić daniny byle komu, kto ich rozczarowuje i kogo nie szanują. Wtedy wolą bunt i walkę na śmierć, niż pokorne schylanie karku. To świat ludzi twardych i nawet kobiety rozumieją to, że ich mężczyźni nie są stworzeni do tego by siedzieć na tyłku, że ciągnie ich na wyprawy i to właśnie dzięki nim żyją potem dostatnio. Żony, matki, córki mogą tęsknić, wyglądać, martwić się, ale rozumieją że taka jest kolej rzeczy i zatrzymując na siłę synów, mężów czy ojców, mogą ich jedynie unieszczęśliwić.  

Nie ma tu miejsca na sentymentalizm, choć przecież emocji w opowieści Sigrun nie brakuje. Wyszła młodziutko za mąż, na szczęście jednak trafiła szczęśliwie i mimo obaw jej mąż nigdy nie okazał jej obojętności. Dojrzewała, wychowywała dzieci, musiała podejmować trudne decyzje pod nieobecność męża, próbowała zrozumieć otrzymywane wróżby i składać ofiary bogom, by byli przychylni, starzała się, ale wciąż czuła że jest kochana. Ten cykl życia, etapy które trzeba ze spokojem zaakceptować jest tu kluczem do powieści i może dlatego tak bardzo się w nią łatwo wchodzi a potem płynie z nurtem opowieści. 

Jeżeli pokochaliście późniejsze powieści Cherezińskiej o naszej rodzimej historii, sprawdźcie ten cykl - powinien Wam się spodobać. Pisząc o polskich władcach, czasem autorka sięgała również na północ, bo fascynuje ją tamta kultura, ale to już inne czasy, inne warunki. Tu świat Wikingów, wraz z wierzeniami, ucztami, zwyczajami udało się uchwycić równie żywo jakby to był serial. A że z punktu widzenia kobiety? To może nawet ciekawiej, bo przecież filmy opowiadają głównie o mężczyznach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz