Podobno premiera w Teatrze Telewizji Króla Maciusia Pierwszego w ostatni poniedziałek przyciągnęła przed telewizory jakieś rekordowe tłumy, a ja z przyjemnością znalazłem się wśród nich. Nawet nie ze względu na jakiś wielki sentyment do tekstu Janusza Korczaka, ale ze względu na fantastyczną obsadę. No i ciekawość czy znowu będziemy mieli do czynienia z jakąś przewrotną próbą reinterpretacji i wyciągania z tekstu czegoś co zdziwiłoby pewnie autora (oj zdarzało się). Oczywiście to baśń, z której morał może być niezłą lekcją i dla młodych (nie wszystkie pomysły są realne i sensowne) i dla dorosłych (jak wiele z dobrych pomysłów niszczymy bo mówimy: chcemy by było tak jak dotąd). I choć poruszamy się w realiach baśniowych - królestwo, dwór, służba - to przecież przesłanie wcale tak wiele nie traci na aktualności. Zdziwienie: jak można bić dzieci, wciąż u jednych budzi zgrozę, a inni wzruszają ramionami i odpowiadają: a czemu by nie...
Dość klasyczna to adaptacja, ale bardzo zgrabna. Może i sztucznie wpleciono piosenki, czy fragment z przygodami wojennymi, nie zgrzyta to jakoś bardzo mocno. Największy nacisk położono na relację młodego króla z doradcami i jego próby zwrócenia uwagi na to, że dorośli powinni częściej słuchać dzieci, by dowiedzieć się czego one tak naprawdę pragną i potrzebują. Czy dorośli wiedzą to lepiej? Cóż... Świat się zmienia, a oni mogą jedynie powiedzieć: za moich czasów... :)
Kto przegapił i nie obejrzał niech koniecznie nadrabia - ileż tam fajnych aktorskich perełek, nawet na drugim planie: Marek Kondrat jako mądry lekarz, Borys Szyc jako generał, Jan Frycz jako premier, do tego Danuta Stenka, Karolina Gruszka, Tomasz Kot... A to nie wszyscy!
Młodzi aktorzy też świetnie wypadli - nie ma w ich grze sztuczności, przerysowań. Duże brawa!
Kostiumy, Wilanów jako tło - po prostu w punkt. I choć chwilami może wydawać się, że we wnętrzach ciut za ciemno, mrocznie, może to też ma sens - w końcu to nie ma być lunapark i obietnica że wszystko będzie kolorowe i słodkie. Podobnie jak w oryginale zachowano miejsce zarówno na odczucie tęsknoty za rodzicami, odpowiedzialność, samotność i pewną izolację przed światem, a potem szok gdy boleśnie się rzeczywistości doświadcza. To nie jest "kolejna ramotka". Jest miejsce na humor, ale i na gorzką refleksję. Tadeusz Kabicz poradził sobie z tym materiałem w mojej ocenie bardzo dobrze, a obsada wyniosła ten spektakl na wysoki poziom i pewnie jeszcze przez lata będziemy go wspominać i przypominać.
Mądrze, barwnie, pomysłowo, bez infantylizowania. Nic tylko życzyć sobie więcej takich spektakli. Niby klasycznych w formie, to jednak wcale nie odbiera im bycia aktualnymi i radującymi serca.
A sceny sejmu dziecięcego? Perełka! Korczak musiał mieć frajdę gdy pewnie opisywał to czego sam bywał świadkiem w swoich placówkach. Smutne jest jedynie to jak często dorośli zachowują się jeszcze gorzej niż dzieci.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz