niedziela, 29 czerwca 2025

Ołowiane żołnierzyki - Marek Stelar, czyli czy da się zatrzymać nadciągające zło

Nie jest łatwo wybierać spośród iluś tytułów o czym napisać jeżeli została mi tylko jedna notka do końca miesiąca. Każdy tytuł świeżo zaliczony woła: napisz o mnie, masz mnie na świeżo.  

14 i pół roku pisania dzień w dzień... Trochę tego jest. Dopiero jak się kliknie na spis przeczytanych, obejrzanych czy dwie pozostałe zakładki (miała być jeszcze o grach, ale rzadko o nich piszę), człowiek widzi jak ta lista robi się długa. 

Pojawiają się pewni autorzy po raz kolejny, inni u mnie debiutują, a mimo świadomości, że to wszystko jest subiektywne, z pewnymi się zaprzyjaźniam na dłużej i szukam ich tytułów. 

Marek Stelar pojawił się u mnie niedawno, ale chyba częściej będę szukał jego powieści. "Ołowiane żołnierzyki" to kryminał retro, mroczny, z odpowiednią dawką historii i bohaterem którego można polubić. Może trochę mało mi tu Szczecina i jeszcze więcej detali, ale sama fabuła jak najbardziej na plus. 

sobota, 28 czerwca 2025

Rysa - Kamila Bryksy, czyli każdy nosi w sobie jakieś demony

Czy ktoś kogo kochałaś, może stać się dla ciebie kimś prawie obcym, kogo można zranić bez poczucia żalu i wyrzutów sumienia?

"Rysa" Kamili Bryksy to niezły thriller psychologiczny, gęsty od emocji, podejrzeń i oskarżeń. Zaczynamy od ciała znalezionego na klifie w Gdyni Orłowie, a potem cofamy się by dojść do tego co się stało. Można by powiedzieć, że początek tej historii ma źródło przy innym ciele, ale ta sprawa wydawała się przecież tak zamierzchłą przeszłością. 

Oto czwórka młodych ludzi, dwa rodzeństwa, wybiera się na wyprawę w Bieszczady. Dwójka z nich jest parą i zabrali swoje rodzeństwo, licząc trochę na to, że tamci też się polubią. Niestety nie wszystko idzie tak jak sobie to wyobrażali...

czwartek, 26 czerwca 2025

Szanta - Wojciech Wójcik, czyli Król Mazur nie pozwoli Wam o sobie zapomnieć

Wojciech Wójcik może nie ma takiej sławy jak kilku innych pisarzy kryminałów w naszym kraju, pisze jednak dość dużo i jego powieści to za każdym razem solidna dawka emocji i niezłej intrygi. Podoba mi się też to, że nie idzie na łatwiznę, podsuwając nam jednego bohatera, który prowadzi kolejne śledztwa, tylko za każdym razem proponuje zupełnie nową historię. Nowe tło, nowi bohaterowie, nowa sprawa... I co odbieram jako spory plus, zwykle to postacie bardzo "normalne", nie super detektywi, nie profesjonaliści, ale ludzie których sytuacja jakoś mocno wplątała w wydarzenia, które są dla nich trudne.

Pewnie nie każdy z nas znajduje trupa (na szczęście), pewnie jednak obcując z miejscem, którym taka tragedia się wydarzyła będziecie czuli ciekawość bądź jakiś dreszczyk niepokoju. Trudno nad czymś przejść do porządku dziennego, skoro wokół wciąż jest jakaś atmosfera niedopowiedzeń i tajemnicy. 

Im bardziej próbujesz coś wyjaśnić, tym bardziej też wokół ciebie zaczyna dziać się coś dziwnego. Czyżby i tobie coś groziło?

środa, 25 czerwca 2025

Odłamki - Izabela Grabda, czyli co jeszcze odkryję w przeszłości

Zdaje się że to dziś jest oficjalna premiera kolejnej nowości od wydawnictwa Pulp Books. Pora więc podzielić się wrażeniami z lektury. 

Na pewno fakt iż nie jest to ani horror, ani sensacja, czyli coś co kojarzymy z "pulpową" literaturą, może trochę zaskakiwać. Okładka sugeruje nawet, że może to być jakaś romantyczna historia obyczajowa, pełna westchnień, łez i dramatów. Spokojnie jednak - w fabule nie brakuje mięsa (nie przekleństw, ale jakiejś intrygi), a choć rzeczywiście jest trochę miejsca na rodzinne wspomnienia, żale czy sercowe rozterki, to nie dominują one jeżeli chodzi o klimat. Bohaterka po prostu jest dość konkretną, mocną kobitką i nie bawi się sentymenty. Nosi w sobie rany, ale uważa że przez lata obudowała je tak grubą skorupą, że nic jej nie jest w stanie dotknąć. Owszem - przyjeżdża na pogrzeb matki, z którą nie utrzymywała kontaktu od trzydziestu lat, stara się uporządkować jej sprawy. Robi to jednak nie z miłości, czy poczucia straty, ale by jakoś zamknąć pewien rozdział, dopilnować by nigdy nie mógł on zaburzyć jej dotychczasowego życia.  

poniedziałek, 23 czerwca 2025

Zegarek z kopertką - Jacek Getner, czyli czy jeszcze potrafimy ze sobą rozmawiać

Jacka Getnera kojarzę głównie z komediami kryminalnymi, choć przecież ma na koncie również sztuki teatralne i historie bardziej obyczajowe. "Zegarek z kopertką", czyli jego najnowszą książkę generalnie ciężko przyporządkować do żadnej z kategorii. Niby jest jakiś wątek zagadki do rozwiązania, niby jest jakieś napięcie, ale nie one są najistotniejsze. Można by potraktować to jako powieść drogi, albo historię przygodową, bo w końcu jest wyprawa w rejon jeziora Bajkał i zetknięcie się z naturą, zarówno w jej pięknie, jak i w grozie. 

Dla mnie jednak to przede wszystkim opowieść o tym jak możemy się różnić w dzisiejszym świecie i co może niestety wpływać na to, że słabo się dogadujemy. Może to wynikać z różnych doświadczeń, warunków w jakich żyjemy, wychowania, wartości jakie nam się przekazuje, norm społecznych, ale i np. dominujących w przekazach postaw albo interpretacji zdarzeń. Żeby się zrozumieć, trzeba spędzić z sobą trochę czasu, przełamać pewną niechęć, otworzyć się na zrozumienie tej drugiej strony. Na pewno jednak trzeba do tego chęci z obu stron. 

niedziela, 22 czerwca 2025

Kapela ze wsi Warszawa&Bassałyki - Sploty, czyli stare i nowe

Zamieniam kolejność i z poniedziałkowego wątku muzycznego notka już dziś a jutro może powieść. Albo i dwie jak starczy czasu i aktualizacja wszystkich spisów. 

Właśnie wróciłem z kolejnego koncertu Kultu, ale tym razem o innej muzie. Aż dziw że dopiero teraz na Notatniku Kapela ze wsi Warszawa. Przecież słucham ich od czasu do czasu, a folkowo robią kapitalne rzeczy od lat. 

O "Splotach" warto napisać bo właśnie ten krążek zdobył nagrodę najlepszej płyty folkowej ubiegłego roku. Dziesiąty album tego zespołu, ale dość nieoczywisty, bo sporo się tu dzieje na styku z bardziej nowoczesnymi brzmieniami - są dęciaki, jest reggae, jest elektronika... Skoro Trebunie mogli to czemu nie spróbować z muzyką tradycyjną nie tylko z gór? 

sobota, 21 czerwca 2025

Mickey 7 - Edward Ashton, czyli to jeszcze ciągle ja

Po ekranizacji znowu zrobiło się wokół tego tytułu głośno, z ciekawością więc po niego sięgnąłem. Pomysł zaiste oryginalny, choć potem trochę grzęźniemy na mieliźnie, by w finale który mam wrażenie był przewidywalny, pozamykać wszystkie wątki. 

Zainteresowanie bohatera historią pozwala na podanie trochę informacji o tym co działo się wcześniej, chyba jednak wszyscy przyznają, że pozostawia to wszystko spory niedosyt. Oto ludzkość lata w kosmosie szukając kolejnych planet do kolonizacji, poświęcając spore zasoby i mocno ryzykując, że jeżeli się nie uda... Cóż. Ale jakiś kontakt pomiędzy statkami? Jakieś plany? Konsultacje? No nie, autor wymyślił, że statek ma naukowców, więc jest niezależny - to trochę jakby sugerować nam że odbywa się to niczym podbijanie Dzikiego Zachodu. Tylko skąd kasa? Statek na kilkaset osób to trochę większy wydatek niż wóz i konie. Wyruszyli przecież nie z Ziemi, tylko z jeszcze innej planety, gdzie specjalnie jakoś nie żyło się idealnie. Podbój niczym prywatna działalność? Korporacyjna? To czemu mimo wszystko dowódcy zachowują się tak jakby mieli jakieś wytyczne i schematy postępowania? 

Zabrakło trochę tła, detali, uzasadnienie tej historii. Został jednak pomysł, który warto docenić. 

Powiernik. Bogowie i stwory. Opowiadania - Franciszek M. Piątkowski, czyli co tam się wyprawia w tym Lublinie

Po lekturze "Powiernika" i "Widzącego" (patrz notki w spisie przeczytanych na górze bloga), gdy już trochę poznałem Marka Lichockiego, opowiadania sprawiły mi sporą frajdę. Więcej w nich humoru, historie nie są tak bardzo rozbudowane, a więcej czasu spędzamy na ziemi, a nie wśród bogów na ich dyskusjach i sporach. Ten element powieści Piątkowskiego czasem mam wrażenie, że mógł trochę już męczyć, choć trzeba przyznać, że niektóre jego wizje były nie tylko klimatyczne, ale i miały spory rozmach.  


Lubelski adwokat, który został namaszczony i przygotowany na nowego przywódcę rodzimowierców, coraz pewniej czuje się ze swoimi umiejętnościami. Jako jeden z nielicznych w historii ma nie tylko dar widzenia istot z zaświatów, rozmawiania z nimi, ale i wkraczania do ich krain, nie lękając się o własne życie.  

Opowiadania to takie trochę rozszerzenie tego świata, ciut lżejsze historie, które jedynie minimalnie ingerują w naszą dotychczasową wiedzę, raczej stanowiące odrębne wątki. To nie znaczy że nie pojawią się postacie, które możemy już znać, ale znajomość opowiadań nie będzie pewnie jakoś mocno wpływać na czytanie kolejnych tomów cyklu. 

czwartek, 19 czerwca 2025

Szwindel - Jakub Ćwiek, czyli to nie są zwykli złodzieje

Czasem okazuje się, że dobrze jest przegapić jakiś niezły tytuł, bo jeżeli autor postanowi go jeszcze ciut podrasować i po latach wydać ponownie, wciąż będziesz miał frajdę, bo historia dla ciebie jest świeża. W przypadku kryminałów, czy sensacji to jednak dość istotne, bo przecież zwroty akcji to jest to co w tych gatunkach kochamy. 

W takich książkach jak "Szwindel" to jeszcze bardziej istotne, bo tu znajomość fabuły, mogłaby trochę popsuć zabawę. A może nie? Wszak produkcje takie jak "Żądło", "Ocean 11", "Vabank" czy "Przekręt" można oglądać w kółko. Tak, dobrze się domyślacie - mamy do czynienia z historią o oszustach, którzy uczynili odbieranie kasy tym którzy mają jej sporo prawdziwą sztuką, w której budowanie legendy, umiejętności aktorskie oraz przygotowania dają spektakularne efekty. Czy za chciwość, naiwność, czy też za cwaniactwo, nie warto czasem utrzeć nosa?  

Niby to przestępcy, ale podobnie jak Robin Hooda, jakoś traktuje się ich dość pobłażliwie, a nawet czasem z nimi sympatyzuje. Szczególnie gdy autor wmówi nam, że wcześniej dobrze wybierają oni swoje ofiary i celują głównie w tych nieuczciwych i takich, którzy nie zbiednieją gdy trochę się im uszczknie. A w same oszustwa można włożyć tyle pracy, by nawet policja doceniła pewien artyzm czy geniusz wykonania. 

środa, 18 czerwca 2025

Koniec mapy - S.J. Lorenc, to miała być zwykła wycieczka

Wydawnictwo Mięta, dotąd być może kojarzone z fantasy, literaturą bardziej dla kobiet (słowiańskie klimaty, dużo wątków kobiecych), widać że otwiera się coraz bardziej na inne rzeczy. W ubiegłym roku pojawiły się pięknie wydane dwa dość mocne thrillery trochę w stylu Kinga, a teraz znowu pojawia się kilka powieści kryminalno-sensacyjnych. "Koniec mapy" można by uznać generalnie nawet jako powieść katastroficzno-przygodową, choć przez większość fabuły skupiamy się raczej na napięciach między poszczególnymi bohaterami, a nie na tym, co jak czujemy czeka nas w finale.  

Od początku znamy bowiem finał, czyli dość dramatyczne zdarzenia w radzieckiej stacji badawczej, gdzie pod wpływem znalezionego wirusa, z ludźmi dzieją się bardzo dziwne rzeczy. Autor co i rusz podrzuca nam jakieś informacje z dziennika jednego z naukowców, ale większość fabuły skupia się na rejsie w okolice podbiegunowe niewielkiego jachtu wycieczkowego. Łatwo więc domyśleć się, że i oni zostaną wplątani jakoś w całą aferę związaną z zagrożeniem epidemiologicznym, długo jednak musimy czekać na to powiązanie dwóch wątków. 


Czy to znaczy że jest w takim razie nudno? 
Niekoniecznie.

wtorek, 17 czerwca 2025

Wszystkie odcienie światła, czyli miasto, praca i... tęsknota

Wtorkowy kącik dla wytrawnych kinomaniaków i coś rzeczywiście dla smakoszy. Nie każdy bowiem doceni ten dość spokojny, intymny, trochę poetycki obraz o marzeniach i tęsknotach pod niebem Mumbaju.  
 
Oto współczesne Indie oczami kobiet. Często samotnych i kompletnie nie łapiących się na "sukces wciąż rozwijających się kraju". Choć bohaterki należą do różnych pokoleń, trzymają się razem, bo czują że dobrze się rozumieją, że dobrze jest mieć kogoś komu można zaufać i powiedzieć o wszystkim. Przecież czasem nie mogą powiedzieć różnych rzeczy nawet rodzinie, z obawy przed tym jak tamci zareagują. 

Zakazana miłość. Obawa o utratę domu. Tęsknota za bliskością. 

Niby sprawy, o których oglądaliśmy filmy już niejeden raz a mimo to Wszystkie odcienie świata naprawdę zapadają w pamięć. 

poniedziałek, 16 czerwca 2025

Matka, czyli dramat rodzinny czy senna mara

„Matka” Stanisława Witkiewicza w Teatrze Polonia z Krystyną Jandą w tytułowej roli to spektakl, który wymyka się schematom. Niby jest o relacjach matki i syna, a właściwie o ich chorej zależności jednego od drugiego, ale jednocześnie jest tak zagrany, że wychodząc z teatru odnosi się nieodparte wrażenie, że chodzi tu może o coś więcej. O to nieuchwytne „coś” co będzie kazało myśleć o nim dłużej. Bowiem tytułowa matka jest osobą tak złożoną i tak mocno umykającą schematom, że odnosi się wrażenie, że to matka z sennego widziadła, którego na jawie nijak nie można opisać. Chciałoby się powiedzieć: metafizyczna. Zarówno magiczna jaki i irracjonalna. Z jednej strony kochająca Leona i dumna z niego, z drugiej – raniąca wypowiadanym słowami, niemal depcząca jego istnienie. Czy na pewno ta sztuka jest o matce czy może na podstawie jej postaci jest to sztuka o człowieku jako takim.


Matka, Janina Węgorzewska, upadła arystokratka, zapewnia byt sobie i synowi robótkami na drutach. Leon jest filozofem, twórcą teorii, które przerastają jego samego. Ona tka robótki z krwistoczerwonej włóczki zupełnie jakby chciała tą krwistą nicią nawlekać własnego syna na druty i uzależnić go od siebie, zatrzymać na zawsze przy sobie, osaczyć i cieszyć się nim przy własnym boku; natomiast on uwznioślony ideami, którymi żyje a których ona nie rozumie, pragnie od niej uciec a jednocześnie być pod jej pieczą. Ona bowiem zabezpiecza jego podstawowe potrzeby, które jemu pozwalają na przeżywanie własnych teorii, tego metafizycznego mrowienia niezrozumiałego przez większość ludzi. Oboje są w tej relacji nieszczęśliwi, a jednak nie chcą/nie mogą się z niej uwolnić. Krystyna Janda w roli matki jest przejmująca. W czarnej sukni, z tą czerwoną przędzą w dłoni, ze smutnymi oczami wydaje się złamaną życiem kobietą, by za chwilę uderzyć pięścią w stół, podnieść głos i smagnąć syna słowem jak biczem – ogląda się to niemal na bezdechu. Jest niezwykła.

niedziela, 15 czerwca 2025

Siostry z Auschwitz - Roxane Van Iperen, czyli nie możemy się poddać

Tematyka "obozowa" ostatnimi laty stała się popularna, ale skręciła w dość dziwnym kierunku - czasy wojny i okrucieństwo jakie fundowali Niemcy różnym narodom, stały się jedynie tłem do historii, którym bliżej do melodramatów, obyczajów, a autorzy prześcigają się w coraz bardziej dziwnych tytułach. Niedługo każdy zawód, chyba będzie miał swoją reprezentantkę na okładkach...   

Siostry z Auschwitz mogą czytelników, którzy kochają tamte tytuły trochę rozczarować. Niewiele bowiem tu fabularyzacji, dialogów, wkładania różnych myśli bohaterom do głowy. Roxane Van Iperen stara się opowiedzieć pewną historię, którą odnalazła w archiwach, a przy okazji odtwarza realia okupacji hitlerowskiej w Holandii. 

Krok po kroku, dzień po dniu obserwujemy jak wokół społeczności żydowskiej zaciska się pętla, choć początkowo nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Co może być bowiem złego w tym, że władze każdemu kazały się zarejestrować i nosić specjalnej dokumenty? Tyle że mając już wszystkie nazwiska i adresy w aktach, potem można w ciągu jednej nocy, przygotować kolejny transport do obozów koncentracyjnych w środkowej Europie. Żydzi tracą majątki, pracę, domy, ze zdumieniem obserwują obojętność sąsiadów i jadą na wschód jeszcze nie do końca wiedząc że to już jest ich koniec. Początkowo - jeszcze przed wkroczeniem armii Hitlera, ruchy nacjonalistyczne traktowane były jako pewien margines, może groźny ale i karykaturalny, bez wpływu na rzeczywistość. Potem, gdy ci ludzie zajęli najwyższe stanowiska w państwie, już nie byli tak zabawni...