piątek, 27 listopada 2015

Czerwony pająk, czyli co takiego siedzi mu w głowie


Dziś premiera, więc najlepsza pora, by o tym filmie napisać. W kinach coraz więcej nowości (o Listach do M i Igrzyskach śmierci napiszę lada chwila), ale mogę Wam zagwarantować, że czegoś równie oryginalnego nie znajdziecie. Nawet nie wiem do końca jak ten obraz sklasyfikować - thriller psychologiczny jest tu chyba najbliższy, ale przecież spodziewamy się wtedy jakiegoś napięcia, a tu...
To co proponuje nam Marcin Koszałka (kolejny operator, który zabiera się za reżyserię) balansuje na granicy gatunków - jest w tym jakiś dziwny chłód dokumentalisty, trochę brak emocji, choć na pewno wiele pytań i myśli pojawia nam się w głowie. 
Fascynacja złem. Brak empatii i dramat błędnych decyzji, po których powrotu już nie ma. 

czwartek, 26 listopada 2015

Arena szczurów - Marek Krajewski, czyli okrutny, brzydki, zły


Pamiętam dobrze jak wsiąkłem w niesamowity mroczny klimat miasta Breslau w pierwszych powieściach Krajewskiego. Potem był Lwów i komisarz Edward Popielski, ale czas ten sam i nawet kiedyś z Eberhardem Mockiem panowie prowadzili jedną sprawę. To wciąż był świat, który trochę już odszedł w zapomnienie - i te miejsca, i ci ludzie. To budowało klimat na równi z akcją i kryminalną zagadką. Ostatnie trzy książki Marka Krajewskiego tu już trochę inna bajka - nie dość, że część akcji dzieje się w czasach nam współczesnych, to i w retrospekcji nie cofamy się jakoś bardzo daleko. Ma to wpływ na atmosferę tych historii - mam wrażenie, że jest dużo bardziej szaro, brudno, nijako. Postać Popielskiego - dżentelmena starej daty, to jeden z niewielu dowodów na to, że nie wszyscy przy nowej ludowej władzy się do niej dostosowują. On na pewno nie ma zamiaru rezygnować ze swych zasad, z honoru, ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości. W "Arenie szczurów", którą autor domyka cykl i kończy z tym bohaterem, stawia jednak swego bohatera w takiej sytuacji, że chyba nie ma człowieka, którego nu ona nie złamała. To jedna z książek Krajewskiego, gdzie najwięcej jest brutalności, brzydoty i wszelkiego paskudztwa. Mroczną opowieść, którą będzie odkrywać syn komisarza, tak naprawdę trudno nazwać kryminałem. Owszem jest tu pewna zagadka, ale to raczej pewien bonus, który jest potrzebny na początku i na końcu. To co dla wciąga, przeraża, odrzuca i fascynuje to historia zawarta w notatkach, które trafiają do rąk Wacława Remusa. Ojciec, zmagając się z mrocznymi demonami, które targają jego duszę, szuka zrozumienia, usprawiedliwienia i przebaczenia - a syn będzie musiał zdecydować czy mu ich udzieli.
A więc kryminał to? Może psychologiczny, mroczny thriller? Spowiedź? Etyczny rebus i wstrząsające świadectwo cierpienia w czasach, gdy godność ludzka niewiele znaczyła? Wszystko tak naprawdę po trochu.

środa, 25 listopada 2015

Przystanek śmierć - Tomasz Konatkowski, czyli miasto moje, a w nim


Czy zanim zaproszę Was do lektury notki kryminalnej, mogę podrzucić Wam kolejne wpisy filmowe? Sporo już tego w tym roku, to i jeszcze dwa klasyki dołączę:
Człowiek, który wiedział za dużo - Hitchcocka odświeżania ciąg dalszy.

No i rzecz, którą oglądałem już chyba po raz piąty, czy szósty. Żądło się nie nudzi.


*******
Wracam do kryminałów Tomasza Konatkowskiego. Czytałem je z przyjemnością zaraz jak się ukazywały, a dziś okazuje się, że nadal lubię ten klimat. Prawdziwy miejski kryminał. Bez wydziwiania, komplikowania akcji, super bohaterów i tym podobnych śmieci. Warszawa miała już Tyrmanda, w uwikłaniu trochę miejsca poświęcił jej Miłoszewski, ale wciąż mi mało. To miasto jest takim dziwnym tworem, że aż kusi by o nim pisać. Bez specjalnego uwielbienia, ale i bez nienawiści. I to się udaje moim zdaniem właśnie w "Przystanku śmierć". Nie tylko ze względu na dużo miejsca, które poświęca mapie Warszawy i siatce komunikacyjnej stolicy. Główny bohater, choć przecież nie jest rodowitym Warszawiakiem (jak większość), to zna ja dobrze. Jego praca, czas wolny, radości i porażki - prawie całe życie splotło się z tym miastem. Świetny policjant, trochę typ zgorzkniałego samotnika, bo przez pracę zniszczył już sobie małżeństwo, dobry obserwator ze skłonnością do refleksji - inspektor Adam Nowak to na pewno postać, która zaciekawia. W dodatku dzięki jego przemyśleniom, lektura jest nie tylko kryminałem, ale trochę właśnie wędrówką po tym mieście, okazja do zobaczenia jak ono się zmienia. Powiecie - przecież to kryminał współczesny... Ale przekonajcie się sami, że dziś o tych czasach rządów w stolicy ekipy Kaczyńskiego, czyta się trochę tak jak by była to bardzo odległa historia. Gdy czytałem tą powieść po raz pierwszy, wszystko było bardziej świeże, dziś zwraca się w trakcie lektury trochę na inne sprawy - komentarze do rzeczywistości, choćby nacisków politycznych na policję, straciły na aktualności, ale nie na swojej sile. 

poniedziałek, 23 listopada 2015

Marienbad, czyli Teatr Żydowski wciąż w najwyższej formie!

Ja dochodziłem do siebie po konferencji, a znajomi tymczasem bawili się na kolejnym przedstawieniu w Teatrze Żydowskim. Zerkajcie na plany repertuarowe już na przyszły rok, bo w tym już chyba tego nie grają. A też bym zobaczył...
Oddaję głos Włodkowi. A sam szykuję się za niedługo do maratonu szekspirowskiego...

Jesień ostatnio daje nam się we znaki: mokro, szaro i ciemno... Co robić? Może do teatru? Gdzie by tu się wybrać? Niech będzie: Teatr Żydowski. Co grają? „Marienbad”? Nie znam, chętnie się tam wybiorę, może i mnie przyda się mała kuracja?
Co uderza już w drzwiach teatru? Nieprzebrane tłumy widzów, widownia okazuje się wypełniona do ostatniego miejsca. Po chwili milkną rozmowy, gasną światła i... tak, już wiadomo, że będziemy świadkami niezwykłych czarów... Pierwsi z bohaterów pojawiają się na scenie wśród gwaru peronu kolejowego, dymu parowozów, potem następni i następni, już dziwimy się, że jest ich tak wielu. I nagle: dowiadujemy się z tytułowej pieśni zbiorowej, gdzie jesteśmy i po co. Ale jak się dowiadujemy! Kryształowo brzmiące głosy brzmią tak, że w pierwszych rzędach słychać szmery: czy to na pewno na żywo? Otóż - owszem! Pytanie o prawdziwość tego, co słyszymy jest zasadne, bo ta, jak i wszystkie później zaśpiewane piosenki brzmią jak z najlepszego nagrania, zachowując cały koloryt czasów, których dotyczą. Mało tego, już po chwili słyszę tuż obok siebie: rany, zupełnie jak Kabaret Starszych Panów! Coś w tym jest - ta sama klasa, ten sam wybitny poziom i - czego nie czytałem dotąd w profesjonalnych recenzjach – podobna nuta wszechobecnej nostalgii, tęsknoty za czasami, które nie wrócą...

niedziela, 22 listopada 2015

Tam ci będzie lepiej - Ryszard Ćwirlej, czyli kto ci pomoże jak nie kolega z wojska


Wciąż się zbiera sporo rzeczy do opisania, mimo, że wydaje się, iż czytam i oglądam mniej intensywnie niż kilka miesięcy temu. Zapycham dziury po zakończonych konkursach - zaglądajcie więc również na te starsze notki. Może dziś też zaktualizuję listę przeczytanych i obejrzanych...
Świeżo wrzucone: Film Jaskółka - naprawdę nie banalne, ciekawe kino
i absolutny klasyk Carpentera, czyli Coś.
Dziś kryminał, jutro pewnie też, potem może seriale i wreszcie coś muzycznego, bo dawno nie było. W kolejce Listy do M 2, a Włodek obiecał coś z teatru.

Ryszarda Ćwirleja dotąd nie czytałem (choć miałem okazję słuchać na Targach Książki), choć słyszałem całkiem dobre opinie o jego kryminałach z PRL w roli głównej, nawet chyba to przy jego prozie pojawiła się definicja "neomilicyjne". Za to teraz, dzięki wydawnictwu Czwarta Strona mam okazję towarzyszyć od początku bohaterom jego nowego cyklu, którego akcja dzieje się w Wielkopolsce tuż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.
Kryminałów retro, nawiązujących do tego okresu mamy już całkiem sporo, Poznań zresztą też już nie jest białą mapą na tej mapie (pisałem choćby o Bojarskim), ale Ćwirlej swoją książką mam wrażenie, że wcale nie powiela pomysłów poprzedników, ale proponuje własną, oryginalną historię. To nie tylko opowieść o zbrodni, śledztwie, pełna też wątków szpiegowskich, ale przede wszystkim barwny obraz życia w mieście, w kraju, w którym wiele rzeczy musi być układanych od nowa. W dodatku, w kraju, który przecież zszyty został z trzech zaborów, a mentalność tych regionów była zupełnie inna.

sobota, 21 listopada 2015

Człowiek, który wiedział za dużo, czyli zdesperowany rodzic zdolny jest do wielu rzeczy


Kontynuujmy Hitchcocka i jego klasyki. Z ogromną przyjemnością powtarzam sobie te obrazy i poluje na nie na różnych kanałach.
Człowiek, który wiedział za dużo mam wrażenie, że jest trochę nietypowy jak na tego reżysera, bo nie ma tu zbyt wiele zaskoczenia. To nie tyle kryminał, a raczej thriller, w którym pewne rzeczy podaje nam się od razu na tacy, a potem tylko czekamy na finał. Ale za to co innego sprawiało mi tym razem frajdę - obserwowanie tego w jaki sposób używa zdjęć, zbliżeń lub właśnie perspektywy, by uzyskać określony efekt. Zagrożenie, oczekiwanie, złość, bezradność... Nawet nie trzeba pokazywać zbliżeń twarzy, a widz i tak odczuwa emocje postaci.

ISIS. Wewnątrz armii terroru – Michael Weiss, Hassan Hassan, czyli co wiemy, a czym nas karmią media...

Po powrocie powoli ogarniam wszystkie zaległe sprawy (i mieszkanie), wreszcie może trochę uporządkuję bloga. Przypominam o konkursie z biletami na Hamleta (a wiecie, że w Atlanticu dzień wcześniej Corolian?).
A na dziś kolejna notka Włodka - mocno mnie tym razem zaciekawił. Zobaczcie sami.

Planowałem na dziś zupełnie inną recenzję, jednak gdy świat obiegła wiadomość, że tym razem w stolicy Mali uzbrojeni terroryści wzięli ponad 100 zakładników, nie mam wyboru... Musi być dziś na tapecie książka o ISIS.
Książka tak świeża, że już bardziej nie można! Tematycznie zaś na tyle aktualna, że chyba trudno byłoby sobie wyobrazić, jaki wątek mógłby wywołać większe reakcje we wszystkich miejscach świata. Michael Weiss i Hassan Hassan starają się w przystępny (i bardzo poruszający) sposób przybliżyć nam tę groźną rzeczywistość, która do niedawna wydawała się tylko odległym snem, a tymczasem już nawet nie puka do bram Europy, tylko niestety - zatacza w niej coraz szersze kręgi.

czwartek, 19 listopada 2015

Everest i Nanga Parbat, czyli filmy o górach wcale robić nie jest łatwo


Patrzę na te Tatry za oknem i żal mi, że prawdopodobnie w tym roku niestety pogoda nie pozwoli nam pójść wyżej. Tyle fajnych wspomnień i tyle wspaniałych przeżyć z tych naszych wyjazdów i z tego miejsca.
Ale co zrobić. Będąc tu postanowiłem napisać o dwóch filmach, które ewidentnie z górami się kojarzą, a które obejrzałem w ostatnim roku. Zupełnie inne, z innym budżetem, ale żaden z nich niestety nie spełnił moich oczekiwań. Nakręcić dobry film o górach nie jest łatwo. Trzeba pokazać zarówno piękno, i trud, radość, jak i ryzyko. Nie wolno popaść ani w ckliwość, upraszczać. Dramatyzm nie specjalnie dobrze komponuje się z surowością scen, z niewielką możliwością zaskoczenia widza. "Everest" pod tym względem, choć widowiskowy, moim zdaniem poległ. A "Nanga Parbat" nawet elementu widowiskowości nie ma...


Hanna Bakuła - Moja firma portretowa. Pierwszy krąg, czyli z humorem o sobie i znanych ludziach

Pada. Zakopane, które po sezonie lubię nawet bardziej niż gdy wypełnia je ten tłum, który w góry przyjeżdża, jakby to było molo w Sopocie, niestety w deszczu jest strasznie smutne. A może to moje zmęczenie. Notka o filmach się tworzy, a póki co z kolejną recenzją Włodek. W tym miesiącu wrzuci chyba więcej tekstów niż ja. W najbliższych dniach znowu będzie kryminalnie. I będzie konkurs!

Kupiłem książkę Hanny Bakuły „Moja firma portretowa. Pierwszy krąg” doskonale znając wcześniejsze utwory artystki, stąd też zdawałem sobie sprawę z tego, czego mogę się spodziewać. Nie zawiodłem się, bowiem znów trafiło mi się dziełko przesycone tym fantastycznym humorem, którym Pani Bakuła czaruje w każdej swojej książce czy nawet wywiadzie. Kobieta niebanalna, nieprzeciętnie inteligentna, wielu talentów, prawdziwy człowiek renesansu. „Moja firma portretowa...” potwierdza wszystkie o niej opinie. Jest... znakomicie!

Żony bogów - Sławomir Koper, czyli za mało żon w opowieściach o żonach...

Wiem, wiem obiecywałem notkę o górach, ale czasu tak mało, że nie było kiedy pisać. Teraz też na zegarku już po pierwszej w nocy. A jutro od rana warsztaty. Góry więc może jutro. Zwłaszcza, że dziś i tak było widać je tylko przez chwilę, bo lało strasznie.
Kontynuujmy tematy biografii, życiorysów, wywiadów. Najpierw dwa ogłoszenia na szybko - może ktoś skorzysta, potem notka od Włodka, tym razem na temat świeżej publikacji z wydawnictwa Czerwone i Czarne.

Ogłoszenia. Pamiętacie kiedyś próbowałem na blogu gromadzić informacje o wszystkich DKK w Warszawie i okolicy, spotkaniach autorskich itp. Poległem - do regularności było mi b. daleko. Ale to kusi, bo brakuje takich miejsc, dzięki którym nic bym nie przegapiał. Na przykład dziś za darmo spotkanie na Woli.
A za tydzień z kawałeczkiem - spotkanie w Teatrze Żydowskim z Danutą Szaflarską i to poprowadzone przez Remigiusza Grzelę (patrz kilka notek wcześniej i wczorajsza).
Dla mnie bomba.


A teraz o lekturze z tytułu notki:

            Sławomir Koper raczy nas kolejnymi książkami z prędkością niemal karabinu maszynowego... Tym razem mamy więc „Żony bogów. Sześć portretów żon sławnych pisarzy”. W zasadzie autor omawia w książce związki czterech pisarzy: Witolda Gombrowicza, Sławomira Mrożka, Czesława Miłosza oraz Jarosława Iwaszkiewicza. Po raz kolejny też nie mogę oprzeć się wrażeniu, że koncentruje się na tym, by w jednym miejscu zebrać jak najwięcej pikantnych szczególików, które staną się atrakcyjną pożywką dla czytelników. Widzę też jeszcze jeden problem, w opowieściach o żonach jest tak naprawdę więcej opowieści o ich mężach, a nie to miało być przecież treścią książki...

środa, 18 listopada 2015

Bursztynowa dziewczyna. Anna Jantar we wspomnieniach - Mariola Pryzwan, czyli każdy wie coś innego

Dwa dni pod znakiem wywiadów i biografii, przynajmniej dla mnie. Nie, nawet nie ze względu na moją obecną lekturę. Wczoraj na DKK po prostu mieliśmy uroczą niespodziankę - omawialiśmy "Wolne" Remigiusza Grzeli i jeszcze nie zaczęliśmy spotkania, a tu wchodzi facet i przedstawia się jako autor - widział informacje o temacie DKK, więc postanowił zajrzeć. Tym razem więc nawet nie mówiliśmy zbyt wiele my, ale wypytywaliśmy przez prawie dwie godziny i z fascynacją słuchaliśmy kolejnych historii. Podchodzić poważnie do swojej pracy, traktować wywiad, pisanie o kimś, nie tyle jako chałturę, ale jako okazję by kogoś odkryć, samemu i dla czytelników. Słuchać, szukać tematów, nie iść na łatwiznę... Naprawdę nabrałem ochoty na kolejne książki tego autora. I na więcej wywiadów, biografii. Jakoś dawno nie sięgałem po tego typu rzeczy. Zalew nowych tytułów i "gwiazd" na okładkach jakoś mnie zniechęca. Jak odróżnić dobre od słabych? Zachwycamy się reportażami, a teraz dzięki Grzeli widzę, że to co on robi ma w sobie wiele właśnie z reportażu, z prawdziwego dziennikarstwa, choć niestety jakoś wywiady nie cieszą się aż takim poważaniem...
Szkoda.

Ja już w górach - co prawda widzę je tylko z okna, bo czekają mnie 3 dni konferencji i o łażeniu mowy nie ma, ale i tak się cieszę. Jak jutro znajdę czas wieczorem powstanie notka o filmach, które mi się z górami kojarzą.
A na dziś kolejny tekst Włodka. I kolejna biografia :)

            Fenomen Anny Jantar jest trudny do zdefiniowania. Publiczność kochała piosenkarkę i cieszyła się każdym jej występem, tragiczna śmierć w katastrofie lotniczej na dziewięćset metrów przed pasem do lądowania zapewniła jej nieśmiertelność w sercach nie tylko sobie współczesnych, ale też i tych, którzy przyszli na świat już po tym zdarzeniu. Z drugiej strony w latach siedemdziesiątych piosenkarek, które miały mnóstwo przebojów było znacznie więcej. Nie wszystkie dziś pamiętamy. Annę Jantar – niezmiennie...

poniedziałek, 16 listopada 2015

Żądło, czyli polowanie na grubą zwierzynę

Klasyk absolutny. Ile razy już widziałem ten film, a wciąż czerpię przyjemność z jego oglądania. Przypominam sobie swoje emocje (uda się, czy nie?), odczuwam frajdę z piętrowego przekrętu, zastanawiam się nad tym na ile brak szczerości między uczestnikami całego przedsięwzięcia wpłynie na jego wynik. W dodatku kapitalni Robert Redford i Paul Newman wnoszą tu tyle humoru, ciepła... Cwaniacy, przestępcy, ale to właśnie im kibicujemy, bo mają zasady - w odróżnieniu od policji, przekupnej i brutalnej. Robert Shaw, jako główny czarny charakter - naprawdę niepokojący. 
Mnóstwo tu świetnych postaci drugoplanowych, z charakterystycznymi scenkami, a każda z nich jest perełką godną pokazywania. Ten film bawi, a w dodatku nie jest nawet przez chwilę prostacki. 
Od początku wiemy kto będzie celem przekrętu, wiemy kto go będzie robił, możemy nawet domyślać się finału, a i tak mamy frajdę - no  po prostu majstersztyk. Oscary były w tym przypadku gwarantowane.

niedziela, 15 listopada 2015

Wolne - Remigiusz Grzela, czyli w pytaniach musi być coś więcej niż tylko ciekawość

Co łączy wszystkie te kobiety, które autor poprosił o wywiad i potem zebrał rozmowy właśnie z nimi w jednym tomie. Ani zawód, ani wiek, nawet często podejście do różnych problemów jest inne. Na pewno wszystkie mają silną osobowość, coś osiągnęły, choć przecież w odmiennej skali. Remigiusz Grzela twierdzi, że wszystkie łączy je wolność. Ta wewnętrzna i ta zewnętrzna, o którą często walczą. Nie potrafią poddać się bezwolnemu biegowi wydarzeń, lękom, innym ludziom, ale wciąż poszukują swoich własnych dróg do szczęścia, do samorealizacji, do spokoju.
Ciekawie się to czyta, choć na pewno więcej uwagi przyciągają rozmowy z tymi bohaterkami, które świetnie znamy, które nas interesują. Torańska. Krzywonos, Krall, Hartwig, Holland. Rozmowy o życiu. Nie plotkarskie, jakich pełno w kolorowych gazetach, ale mądre rozmowy o tym co było, co jest, a nawet może i o tym co będzie dla nich ważne. Niektóre rozmówczynie stoją przecież gdzieś u kresu swojej kariery, może nawet i powoli godzą się z odejściem z tego świata, inne, wręcz odwrotnie, pełne są jeszcze planów, marzeń i otwarte na wyzwania jakie postawi im los.