Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ridley Scott. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ridley Scott. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Wychowani przez wilki, czyli przedziwna mieszanka futurystyki i średniowiecza

Może dobrze, że pozwoliłem sobie trochę na odetchnięcie po tym serialu, bo inaczej przy ocenie by chyba poniosły mnie emocje. One zresztą się mocno zmieniały - najpierw był zachwyt po pierwszym odcinku, potem ciekawość, ale im bliżej finału tym bardziej byłem zły i rozczarowany. A tak, gdy trochę odetchnąłem, mogę spokojnie powiedzieć, że drugi sezon pewnie sobie daruję, ale pierwszego, choćby ze względu na warstwę wizualną i klimat, nie żałuję (no dobra, smoka na koniec żałuję, tego się nie da odzobaczyć).

Aaron Guzikowski, czyli scenarzysta serialu, fantazję ma i podobno pomysły rozpisał sobie na wiele sezonów, ale nawet jeżeli znowu będzie firmował to Ridley Scott, jak pierwsze dwa odcinki tym razem, to i tak poziom degrengolady przekroczył już pewną granicę i chętnych nie będzie wielu. Początek zapowiadał się fajnie, potem jednak poszło to w jakąś dziwną stronę...

niedziela, 1 lipca 2012

Robin Hood, czyli ile Robina w Robinie i półtora roku blogowania

Ileż to już razy mieliśmy okazję oglądać na ekranie tego bohatera? Niby ekranizacji wiele, ale ja w głowie mam i tak tę z lat 80-tych, serialową i z muzyką Clannad. Teraz za Robin Hooda zabrała się sam Ridley Scott. I podszedł do tego bardzo interesująco trzeba przyznać. Skoro widz wciąż porównuje i trudno go zaskoczyć, to zafundujmy mu po prostu inna historię - a może tak pokazać to co było zanim nasz bohater został banitą pomagającym biednym i łupiącym bogatych?
Porównania i tak będą - bohaterów przecież mamy tych samych, ale skoro czas i przygody zupełnie inne, więc przynajmniej można fantazjować do woli. Nieważne realia historyczne (a tu jak to często bywa twórcy poczynają sobie nieźle począwszy od walk we Francji i uśmiercenia tam króla Ryszarda), ważne żeby się coś działo, żeby był jasny podział na dobrych i złych (bo inaczej widz się nie połapie). No i wątek miłosny też niezbędny. 

czwartek, 10 marca 2011

American gangster, czyli nierówna walka z narkotykami

I po raz kolejny od nowości bardziej okazała sie dla mnie intersujący film w tv. To świetnie opowiedziana przez Ridleya Scotta historia o budowie narkotykowego imperium przez ambitnego gangstera oraz o policjancie, który postanowił być uczciwy (i z narkotykami walczy). Bohaterów mamy więc dwóch i dwa równolegle prowadzone wątki, które w finale doprowadzone są do konfrontacji. Z jednej strony - sensacja i typowe kino gangsterskie, ale nie spodziewajcie się tu dużo akcji - to raczej świat układów, łapówek, przemytu i kombinacji. Z drugiej strony - dzięki aktorom, naprawdę nieźle ukazane kulisy "awansu" społecznego oraz bezradności tych, którzy próbują z narkotykami walczyć. Ciekawy rys psychologiczny obu bohaterów - gangster Franc Lucas (Denzel Washington), który by realizować swój cel zdolny jest do wszystkiego i ciągnie za sobą całą rodzinę (oferując braciom i kuzynom bogactwo, ale zatrudniając ich w swoim imperium) oraz policjant Richie Roberts (Russell Crowe) , który samotnie (bo rodzina go zostawia) zgodnie z własnym kodeksem niejednokrotnie rezygnuje z kasy i naraża się wszystkim dookoła.