Może dobrze, że pozwoliłem sobie trochę na odetchnięcie po tym serialu, bo inaczej przy ocenie by chyba poniosły mnie emocje. One zresztą się mocno zmieniały - najpierw był zachwyt po pierwszym odcinku, potem ciekawość, ale im bliżej finału tym bardziej byłem zły i rozczarowany. A tak, gdy trochę odetchnąłem, mogę spokojnie powiedzieć, że drugi sezon pewnie sobie daruję, ale pierwszego, choćby ze względu na warstwę wizualną i klimat, nie żałuję (no dobra, smoka na koniec żałuję, tego się nie da odzobaczyć).
Aaron Guzikowski, czyli scenarzysta serialu, fantazję ma i podobno pomysły rozpisał sobie na wiele sezonów, ale nawet jeżeli znowu będzie firmował to Ridley Scott, jak pierwsze dwa odcinki tym razem, to i tak poziom degrengolady przekroczył już pewną granicę i chętnych nie będzie wielu. Początek zapowiadał się fajnie, potem jednak poszło to w jakąś dziwną stronę...


