sobota, 31 stycznia 2015

zagubiony post

i oczywiście znajdzie swoje wypełnienie :)

Wielkie oczy, czyli świadomie zrezygnować z siebie?

Film już niedługo zejdzie z ekranów w dużych miastach, więc kto jeszcze nie widział, powinien się spieszyć. Co prawda tę historię można spokojnie oglądać i na małym ekranie, ale ja wciąż jestem staroświecki - sala kinowa sprawia, że magia jest większa. I chyba trochę to zadziało w moim przypadku na tym filmie. Bo wyszedłem bardzo zadowolony. A potem gdy zacząłem sobie układać już w głowie myśli, by przelać je na klawiaturę, nagle przyszły zupełnie inne refleksje. Serce i rozum zmagają się przy ocenie tego filmu, więc wybaczcie jeżeli notka będzie chaotyczna. 
Kogo dopuścić najpierw do głosu? Może serce?

piątek, 30 stycznia 2015

Jeden Bóg - Katarzyna Mlek, czyli przyjdzie GMO i cię zje

Ostatnia okazja, by jeszcze załapać się na tą pozycję (i jeszcze dwie inne) w konkursie - nic prostszego, bo wystarczy samo zgłoszenie. Wbijajcie więc w zakładkę z konkursami, bo za dwa dni pojawi się już kolejny pakiet. 
Dzisiejszą książkę dostałem od firmy EMPEMEDIA i mogę tylko pogratulować pomysłu na promocję - wielka paczka naprawdę zaciekawiła całą rodzinkę (zdjęcia poniżej), a potem córki z radością obserwowały co też z tej tajemniczej puszki, do której miały nalać wody, wyrośnie. Przynajmniej kilka osób z zainteresowaniem przyglądały się dziwnemu "naczyniu" i ze zgrozą stwierdzały, że uprawiam w domu GMO. Książka też wzbudziła ciekawość - szczególnie starszej córki, ale ponieważ to nie jest lektura dla nastolatek, czym prędzej wysyłam ją w Wasze ręce w ramach konkursu :)

No dobra wspomniałem już, że tematem przewodnim będzie GMO - dość modny temat, bo sporo wokół niego zamieszania. Jeżeli się o genetycznie modyfikowanej żywności mówi, to zwykle głos zabierają tylko przeciwnicy, ekolodzy, którzy straszą nas strasznymi konsekwencjami dla organizmu ludzkiego i dla przyrody jako takiej. Druga strona, czyli producenci specjalnie chyba się protestami nie przejmują, bo mając spore pieniądze po prostu lobbują i załatwiają różne rzeczy po cichu. Klient, który ma dostać towar tani i zatrzymać kasę w portfelu kupi wszystko... Zresztą powiedzcie sami, czy ta żywność, która już dziś faszerowana jest chemią, jest dużo zdrowsza? Chyba trochę późno przychodzi nasze opamiętanie.

środa, 28 stycznia 2015

Śmierć przybywa do Pemberley - P.D. James, czyli napisać dobrą kontynuację nie jest łatwo

312547-352x500
Pisząc dwa dni temu o "Dumie i uprzedzeniu", wspominałem, że będzie ciąg dalszy. I oto jest. Przyznam, że fajnie przejść właśnie tak płynnie od oryginału do współcześnie napisanego sequelu (i to w dodatku kryminalnego) - lepiej widać podobieństwa i różnice.
P.D. James wspomina w przedmowie o tym jak bardzo kochała powieści Jane Austen i że marzyła o tym by kiedyś napisać dalsze losy swoich ulubionych bohaterów. Tworzy jednak coś trochę w innym stylu, pisze o tym, na czym się zna, czyli kryminał. Nie wiemy jak by do tego ustosunkowała się jej idolka, bo w swoich powieściach raczej unikała zbrodni i mroku, ale ta powieść raczej nie przynosi wstydu postaciom, które stworzyła.

wtorek, 27 stycznia 2015

Peter J. Birch - Yearn, czyli gdzie indziej pewnie byłby już gwiazdą

Znowu wracam do słuchawek i telefonu zapakowanego płytkami. W końcu na mrozie nie bardzo się da czytać. prawda? A póki co z książkami do słuchania robię małą przerwę. Stęskniłem się chyba za muzyką. Tylko nie wiem czemu (zima tak nastraja?) wciąż mnie jakieś nostalgiczne, melancholijne, akustyczne granie pociąga.
Przedstawiam więc Państwu kolejnego wrażliwca z gitarą, tym razem śpiewającego po angielsku, wyglądającego jakby przybył prosto z Islandii, ale to nasz ziomek prosto z Wołowa na Dolnym Śląsku. Posłuchajcie jego nagrań i powiedzcie sami, czyż jest sens narzekać, że u nas nie ma takich artystów jak na Zachodzie. Bo są! Peter J. Birch to tak naprawdę Piotr Jan Brzeziński i płytka, którą dziś wrzucam na bloga, to nawet nie jest żaden debiut - facet gra, koncertuje, nagrywa, warto więc zapisać sobie w głowie to nazwisko.

Duma i uprzedzenie - Jane Austen, czyli jak rozpoznać to prawdziwe uczucie


Uffff. Długi wieczór się skończył, a ja dopiero teraz zabieram się za pisanie. W ciągu jednego dnia udało się zobaczyć trzy nowości filmowe, więc w najbliższych dniach to właśnie X muza będzie chyba królować. Zwłaszcza, że pora już wrzucać notki na temat nominowanych do Oscarów.
Ale póki co jeszcze coś z literatury. I to nawet klasyki literatury. Co prawda wielu pewnie, by wrzuciło tą autorkę do jakiejś mniej ważnej szufladki z romansami, ale to przecież przede wszystkim obraz pewnej epoki, konwenansów, niezrozumiałych dziś podziałów klasowych. A że uczucia tak jak wtedy i dziś targają ludźmi takie same, nie dziwota, że to nadal jest czytane (i oglądane, bo jak przez mgłę i ja pamiętam przynajmniej dwie ekranizacje).
Od razu przyznaję się do dwóch rzeczy. Jakoś nigdy mnie nie ciągnęło ani do Austen, ani do Bronte, może ulegałem pewnym uprzedzeniom, ale teraz skusiłem się, by porównać oryginał z wydaną niedawno kontynuacją tej powieści (o niej zapewne pojutrze). A druga rzecz, do której chciałbym się przyznać to, że przeczytałem w całości, nie rzuciłem o ścianę i chwilami mnie nawet bawiło. Nie robi oczywiście takiego wrażenia jak np. Pani Bovary, czy Lalka, ale humor tu zawarty i z ironią odmalowane portrety różnych postaci, sprawiają, że to wciąż się fajnie czyta. 

niedziela, 25 stycznia 2015

Czarny węgiel, kruchy lód, czyli chińska historia z femme fatale


Kolejna świeżutka produkcja z naszych ekranów kinowych jest ciut egzotyczna. Nagrodzony nagrodą Złotego Niedźwiedzia w Berlinie "Czarny węgiel, kruchy lód" może być niezłym zaskoczeniem dla ludzi, którzy chińskie filmy kojarzą głównie z wielkimi widowiskami komercyjnymi albo z walkami kung-fu. 
Dostajemy bowiem produkt, który jest dość pogmatwanym kryminałem w stylu kina noir. Historia w miarę współczesna, ale nie znajdziecie tu raczej nawet śladu rosnącej potęgi gospodarczej i nowoczesności Chin. Wszystko odmalowane zostało w tak surowych barwach, na dodatek w zimowej aurze, że ktoś mógłby się pomylić i powiedzieć, że to Skandynawia. Chyba tylko kuchnia i potrawy spożywane przez bohaterów, sprawiają, że pomyłkę szybko korygujemy. Takich potraw poza Azją raczej się nie jada.

sobota, 24 stycznia 2015

Hiszpanka, czyli towarzystwo teozoficzne, zwidy i Powstanie Wielkopolskie


Przyglądając się temu plakatowi i słuchając zapowiedzi o tym iż powstała megaprodukcja opowiadająca o Powstaniu Wielkopolskim, człowiek chyba z góry nastawia się na coś epickiego, na fabularyzowaną wersję wydarzeń historycznych, która ma poruszać serca i umysły. I tylko mamy nadzieję, że nie jest to podobne do poprzednich prób robienia takich rzeczy u nas, bo te zwykle zawodziły. Cholera, a Rosjanie robią takie fajne i widowiskowe rzeczy w tym nurcie. 
No więc, uprzedzam - jeżeli idziecie na ten film z takim nastawieniem, albo jeszcze zabieracie kogoś ze starszego pokolenia, zapowiadając mu podobne emocje, lepiej wcześniej poczytajcie co nie co o produkcji Łukasza Barczyka. Jeżeli będziecie już wiedzieli czego się raczej nie spodziewać, to potem czekają na Was w kinie już raczej jedynie pozytywne zaskoczenia.

Walizki hipochondryka - Mariusz Sieniewicz, czyli czy każdego w szpitalu dopadają takie stany psychiczne?


Dziś seans Hiszpanki i spotkanie z twórcami w ramach Kocham Kino, ale wróciłem tak późno do domu, że nie mam siły pisać świeżej notki. W kolejnych dniach dostaniecie zatem aż dwie nowości filmowe, a potem może na chwilę przeniosę się do świata Dumy i uprzedzenia. Mimo, że sporo się dzieje i nie ma kiedy pisać, wszystko wskazuje na to, że styczeń też uda się zakończyć wynikiem jednej notki na dzień:) Aha przypominam też o trwającym konkursie - zajrzyjcie do zakładki!

Do pisania o książce Walizki hipochondryka zbierałem się jak do jeża. Najchętniej zrobiłbym unik i tylko dla jakichś swoich ciągot do archiwizowania, napisał bym fragment z opisu na okładce. A co... Niech każdy sam podejmie decyzję. Są pewnie tacy, którzy się tą powieścią zachwycą. A mi ona kompletnie nie podeszła.

czwartek, 22 stycznia 2015

Ambassada, czyli nie wsiadaj do tej windy


Powoli łączę sobie różne zaległe filmy w pakiety, ale na każdy taki zestaw okazuje się, że trzeba ciut więcej czasu, znowu więc coś pojedynczego. Jakoś mi nie łączył się z tym żaden inny obraz. Może gdybym miał jakieś najnowsze dzieło Allena, może by się nadało? Bo z Ambassadą jest ten sam problem co i z jego filmami. Znany reżyser, który najlepsze rzeczy nakręcił dawno temu, raczej nie ma trudności ze zdobywaniem środków, więc ma wolną rękę ze scenariuszem (i chyba duże mniemanie o sobie) i z zatrudnianiem gwiazd, tworzy kolejne produkcje, które za każdym razem nazywane genialnymi dziełami mistrza komedii. I nawet jak jest to rzecz, na której nikt się nawet nie zaśmieje i recenzje będą takie sobie, sama ciekawość zagna ludzi do kin. Bo kto by nie chciał zobaczyć kolejnej roli Roberta Więckiewicza, albo Adama Darskiego (Nergala) w mundurze SS...

środa, 21 stycznia 2015

Fisz/Emade/Tworzywo - Mamut, czyli nie odrzucać tego co było

Fisz Emade Tworzywo - Mamut
Rodzina Wagli zaczyna mi dominować wśród przesłuchanych płyt, ale czy to takie dziwne, zważywszy na częstotliwość wydawania przez nich krążków pod różnymi szyldami i różnorodność tej muzy? 
Pisałem już z zachwytem o płytach synów z ojcem, o rockowym wizerunku braci, czyli Kim Novak, no to pora, by napisać o tym z czego byli najbardziej znani, czyli zabawy z elektroniką, miksowaniem, hip hopem. Zupełnie nie moja bajka, w klubie pewnie czułbym się jak dinozaur, ale muszę przyznać, że w tej płycie jakoś zadziwiająco szybko się odnajduję. Może dlatego, że jest tu tyle znajomych dźwięków? I myślę sobie: jejku, to brzmi zupełnie jak kawałki z lat 80-tych, albo jeszcze wcześniejsze!
Panowie, którzy często bawili się w solowe projekty, łączą oto siły, gatunki i pomysły. Czego tu nie ma: odrobina jazzu, trip hop, surowy, prosty elektroniczny bit i piękne wstawki, które z nim kontrastują, rapujący Fisz, kiczowate melodie taneczne niczym z Franka Kimono i świetne przestrzenie wykreowane w innych numerach.

wtorek, 20 stycznia 2015

Dawca - Lois Lowry, czyli wolność - po co wam wolność?

Czasem zupełny przypadek sprawi, że sięgasz po lekturę, o której istnieniu niby pamiętałeś, ale nigdy nie kusiło cię, żeby po nią sięgnąć. Tak właśnie miałem z "Dawcą". Dzięki Ola, że mi to podsunęłaś.
Przy okazji ekranizacji moda na ten tytuł wróciła i chyba dobrze. Ta książka jest tego warta i tylko żal, że wciąż szufladkuje się ją jako powieść młodzieżową=nie warto czytania przez dorosłych. Jeżeli miałbym ją do czegoś porównywać to chyba do "Gry Endera" - tam też pod warstwą lekkiej fabuły, przemyconych było całkiem sporo rzeczy do przemyślenia. Na pewno też postawiłbym "Dawcę" ponad tak modną trylogię Igrzysk Śmierci.
Trochę brakuje tu może tak ważnych w wyżej wymienionych pozycjach jakiejś akcji, przygody, zmagań - jest dość lakonicznie i chłodno, ale może też dzięki temu obraz tego świata bardziej porusza, przyprawia o ciarki.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Wyścig, czyli zachwycić się pracą tłoków, rykiem silników i palonymi gumami?

Kolejny dzień, który mogę z czystym sumieniem nazwać "kopniętym", bo dzieje się tyle, że zjeść nie ma specjalnie kiedy, a co dopiero mówić o tym by usiąść przy kompie. Znowu więc zmieniam planowaną kolejność notek i wybieram coś w miarę świeżego i mało skomplikowanego. Co prawda chyba nie da się zamknąć wrażeń w jakimś jednym zdaniu lub słowie, ale będzie szybko niczym w dowcipie o babci, która pytana czy odczuwa jakiś wpływ na swoje życie autostrady, która przebiega koło jej domu...
To do tematu. 
Wyścig świetnym filmem jest.