niedziela, 22 lutego 2026

Wczoraj byłaś zła na zielono - Eliza Kącka, czyli chcę być obok Ciebie

W najnowszej książce Elizy Kąckiej słowo "autyzm" nie pada ani razu, a mimo to będzie to poruszająca lektura nie tylko dla tych rodziców, którzy stykają się ze spektrum zaburzeń gdzieś w życiu swoich dzieci, ale i dla każdego "zielonego" kto pojęcie ma prawie żadne. Może "Rain Man" ktoś widział lata temu, ale przecież nadal nie rozumie co to znaczy w codziennym funkcjonowaniu towarzyszyć osobie, której życie wymaga dużo więcej uważności, ładu, własnych zasad... Gdy osoba dorosła może powiedzieć o tym czego nie akceptuje, z czym ma trudność, to jest to kwestia podążania za nią, ale to co ciekawe to obserwowanie tego procesu, gdy mały człowiek dopiero uczy się komunikowania, gdy sam jeszcze nie rozumie wielu rzeczy. Towarzyszenie mu z cierpliwością, jednocześnie wciąż pod czujnym okiem i ocenami otoczenia, to niezła lekcja życia. 

Przypomina mi się to z czym zetknąłem się pisząc pracę magisterską o sytuacji rodziców dzieci ze spektrum, w połowie lat 90 i ze zdumieniem odkrywam, że mimo iż rozrosło się środowisko pomocowe (również dzięki samym rodzicom), powiększyła się literatura, to wciąż nie jest łatwo, nawet z samą diagnozą. To jeżdżenie po specjalistach, odbijanie się z czasem zupełnie przeciwnymi zaleceniami, od straszenia do uspakajania (wyrośnie z tego), jest koszmarem i trudno nie pomyśleć o tym jak niewiele się zmieniło pod tym względem.  

Lektura „Wczoraj byłaś zła na zielono” porusza ze względu na to, że to zapiski pełne emocji, a jednocześnie uchwycone fenomenalnie językowo, raczej pełne porównań, obrazów, niż konkretów, terminów medycznych czy pretensji do świata. Tej bezradności i złości, raczej wyczuwalnej niż namacalnej jest tu sporo, ale jeszcze więcej jakiejś czułości, podążania za dzieckiem i jego potrzebami, prób jego zrozumienia i zbudowania mu świata w sposób jak najbardziej bezpieczny. 

Dziś gdy córka jest już dorosła, coraz bardziej podkreśla swoją odrębność i niezależność, ta próba cofnięcia się do ciąży i pierwszych lat wychowywania pewnie samej autorce również dała wiele wzruszenia. Bo to co jest dziś, ta więź, jest owocem tego co przeżyły wtedy, nawet jeżeli nie brakowało jakichś błędów, krzyków i łez. Powiedzieć: starałam się jak mogłam, niczego nie żałuję nawet jak coś musiałam poświęcić, jednocześnie patrząc na dojrzałego człowieka, który jest uśmiechnięty, to pewnie marzenie każdej matki. Niezależnie od tego czy dziecko spełnia wszystkie oczekiwania które wobec niego wcześniej mieliśmy. To tych oczekiwań trzeba się pozbyć, toksycznej presji, że musisz, że ja chcę. I głosów innych ludzi, którzy uważają że wiedzą lepiej, bo przecież tyle już przeżyli, swoje odchowali... 
Zamiast tego słuchać. Być. Starać się zrozumieć. Rozmawiać. Towarzyszyć. 


Wzruszające. Szczególnie gdy czytasz o tych chwilach, gdy udaje się wejść w świat dziecka, złapać kontakt, z satysfakcją obu stron, że się rozumiemy. Tym bardziej powinniśmy doceniać i pielęgnować te chwile towarzyszeniu dzieci, gdy barier które czasem pojawiają się przez spektrum nie ma, tylko czy zawsze o tym pamiętamy? Kącka pokazuje nie tylko ile my dajemy dzieciom, ale też jak wiele one dają nam, jak bardzo nas zmieniają. 

I choćby dlatego warto przeczytać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz