Co prawda kapela amerykańska i muzycznie mocno osadzona właśnie w tamtych korzeniach, ale jakoś w ostatnich dniach mocno się do mnie przyczepiła i kojarzy się z naszą polską, złotą jesienią. Pewnie jedne z ostatnich ciepłych dni i muza: lekka, słoneczna, radosna, która idealnie pasuje na to by właśnie wyjść gdzieś w teren, by pojeździć rowerem, pospacerować. Siódma już płyta Train, a ja po raz kolejny sięgam po ich krążek mniej więcej wiedząc czego się spodziewać i wiedząc, że się nie rozczaruję. O poprzedniej płycie pisałem tu. Myślałeś kiedyś o tym jak gromadzić te ulotne chwile towarzyszące dobremu filmowi, spektaklowi, płycie czy książce? To miejsce na dzielenie się opiniami czy emocjami. Zachwytem i rozczarowaniem. Mam nadzieję, że będzie ono nie tylko dla mnie. W natłoku śmieci warto szukać perełek - każdy dzień to jedna propozycja kulturalna w notatniku. Znajdźmy czas dla siebie - na książkę, kino, teatr, koncert czy płytę. Jeżeli nie teraz to kiedy?
wtorek, 14 października 2014
Train - Bulletproof Picasso, czyli co ma amerykańska muza do polskiej złotej jesieni?
Co prawda kapela amerykańska i muzycznie mocno osadzona właśnie w tamtych korzeniach, ale jakoś w ostatnich dniach mocno się do mnie przyczepiła i kojarzy się z naszą polską, złotą jesienią. Pewnie jedne z ostatnich ciepłych dni i muza: lekka, słoneczna, radosna, która idealnie pasuje na to by właśnie wyjść gdzieś w teren, by pojeździć rowerem, pospacerować. Siódma już płyta Train, a ja po raz kolejny sięgam po ich krążek mniej więcej wiedząc czego się spodziewać i wiedząc, że się nie rozczaruję. O poprzedniej płycie pisałem tu. I nie ma co się specjalnie rozpisywać, wolę Was odesłać do nagrań, choćby tych czterech, które wrzucam na dole.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz