Strony

poniedziałek, 29 kwietnia 2024

Koronacja, czyli kim ja właściwie jestem?

Na koniec kwietnia miała być inna notka, ale ponieważ Akademia Teatralna czeka jeszcze z jednym wpisem, więc niech przynajmniej jeden się pojawi jeszcze w kwietniu. Zaglądajcie tam bo warto!

***

MaGa: No właśnie. Kim ja właściwie jestem? Maciek snuje się po świecie opleciony własną niemocą. Jest układnym synem, spolegliwym mężem, uznanym lekarzem. A jednocześnie to słabeusz bez własnego zdania, uciekający przed przemocą psychiczną ludzi mu bliskich w świat seksu, bo tylko tu sprawdza się jako tako. Trzydziestolatek na progu dorosłego życia, pozwalający narzucać sobie cudze zdanie na temat własnego życia, nieumiejący stawiać barier. Ile młodych osób identyfikuje się z bohaterem, który w tym wieku zadaje to pytanie?

Robert: Ciekawie pokazano dwa oblicza głównego bohatera - wciąż mu towarzyszy niczym cień jego alter ego, dużo bardzie odważne, namawiające do radykalnych decyzji, a jednocześnie wciąż wytykające słabość. Jeden z aktorów jest elegancki, w miarę grzeczny, drugi w skórze, trochę upozowany na buntownika. Pierwszy, jak wspomniałaś nie bardzo radzi sobie ze stawianiem granic, ucieka przed konfliktami, drugi najchętniej waliłby wszystkim prosto w oczy to co myśli: „ Nie daj się! Postaw się!” Wciąż są obecni na scenie obaj, choć ten drugi raczej jako komentator i ten który popycha do działania. Równie ciekawe jest też to, że praktycznie cały czas wszystkie postacie są na scenie, choć zmieniają się lokalizacje, osoby w interakcji z Maćkiem, reszta wydaje się być wciąż obecna, niczym w poczekalni.



MaGa: Odnoszę wrażenie, że w tym spektaklu osoby z otoczenia Maćka zdają się być w jakiś sposób określone i świadome czego można od życia oczekiwać. Wprawdzie młodsi co jakiś czas krążą koło trzepaka, tego symbolu dzieciństwa, jakby w marzeniach chcieli powrócić do beztroskich zabaw, jednak trwa to chwilę i wracają do mierzenia się z życiem. Natomiast Maciek krąży jakby na ich orbicie i wydaje się, że nie może znaleźć dla siebie miejsca. Masz jakiś pomysł na taką postawę?

Robert: Pewnie każdy może sobie dołożyć jakąś własną interpretację do tego co będą oglądać. Maciek teoretycznie sporo w życiu osiągnął - wyprowadził się od rodziców, ma jakąś pracę, żonę, stabilizację, na pewno jednak nie czuje się w tym wszystkim szczęśliwy. Porównuje się z innymi - choćby z siostrą, która podobno robi duże pieniądze w Stanach. Czuje na sobie spojrzenia i oceny innych, ale nawet jeżeli wskazują na niego jako na kogoś kto osiągnął sukces, on raczej skłonny jest bardziej słuchać głosu ojca, który wciąż mówi mu, że w porównaniu z nim, nic nie dokonał, nic nie umie.


fot. Zuzanna Mazurek ze strony teatru
https://tcn.at.edu.pl/spektakl/koronacja/


MaGa: Spektakl jest tak pomyślany, że w każdym momencie koło Maćka jest jego alter ego/odwrotna natura/niewypowiedziana myśl/drugie JA – postać, która cały czas odkrywa przed widzami inny sposób rozmowy, działania, decyzji. Niejako próbuje nauczyć Maćka asertywności, wytłumaczyć czym jest męskość, odpowiedzialność, decyzyjność. Jednak Maciek bierze oddech i… znów milczy, zawiesza działanie, decyzje, rezygnuje z marzeń. Nie rozumiem tej postawy.

 

Robert: Myślę, że nadopiekuńczość matki (świetna rola Marii Kłusek) i surowość ojca, jego nałóg, wieczne poniżanie wszystkimi, może tu być kluczem do tego, że bohater nie nauczył się samodzielności i odpowiedzialności. Choć mimo zniechęcania ożenił się, to był to chyba kolejny dowód na jego niedojrzałość, tak jakby ta decyzja miała go uczynić właśnie niezależnym od rodziców, prawdziwym mężczyzną. Szybko przyszło rozczarowanie, zniechęcenie, więc zamiast prób rozmawiania, zmiany czegokolwiek, on woli udawać że wszystko jest w porządku i uciekać do kochanki. Jego alter ego, chyba jest świadome tej niedojrzałości, złe na niego, ale czy potrafi wskazać mu dobrą drogę?

MaGa: No właśnie, to alter ego cały czas trzyma w dłoni butelkę alkoholu jakby nie wierzył, że bez niego da się funkcjonować. Każda osoba na scenie ma swoje dylematy, które musi ogarnąć i demony, z którymi usiłuje się zmierzyć, natomiast Maciek ulegając bliskim nie jest świadomy, że oni wcale nie są silniejsi od niego i być może w spadku po ojcu dostanie „berło” w postaci flaszki.

Robert: Alkohol jako sposób na zagłuszanie wewnętrznego bólu, wyrzutów sumienia, piętrzących się problemów - jakże często mężczyźni właśnie w tą stronę uciekają. I choć nie widzimy takiego oblicza Maćka, czujemy że to cały czas jest tuż obok, niczym pokusa po którą można za chwilę sięgnąć. Może jedynie uzależnienie ojca przed tym go powstrzymuje.

MaGa: Przyznam, że nie bardzo rozumiem tytuł spektaklu. Koronacja… kogo i na co? Scena końcowa może sugerować znany cytat: „umarł król – niech żyje król!”. Może chodzi o to, że odchodzi stare pokolenie, to udające silnych a niespełnione, z potrzaskanymi marzeniami… może koronacja to symboliczne i nieuniknione przekazanie „berła” i „korony” kolejnemu pokoleniu, z przekazem: krytykujecie nas to pokażcie co potraficie, spróbujcie określić na nowo warunki, sytuacje czy rolę innych tak, by narzucić ich rozumienie w inny sposób niż my to czyniliśmy (autorytety, dominacja, przemoc, uległość, rola matki, żony, kobiety, pojęcie płciowości).

Robert: Trochę też tak to odczytuję - wreszcie ty stajesz się głową rodziny, nie będziesz musiał słuchać połajanek, musisz stać się dorosły. Ale czy to potrafisz? Może to dobrze, że sam nie doczekałeś się jeszcze dziecka, bo chyba nie byłbyś najlepszym ojcem. Teraz ty będziesz podejmować decyzje, opiekować się, w zamian dostając szacunek, wikt, opierunek. To świat, w którym rządzą mężczyźni, bo kobiety na to im pozwoliły, ale ci faceci niestety są słabi i dość żałośni. I tu jako komentarz można na marginesie dodać postawę jednej z postaci - kolega Maćka, ku jego zdumieniu, chce być uznawany za kobietę i nazywany jako Aniela. Odrzuca tym samym te patriarchalne wzorce, nie chce zostać wepchnięty w ramki przez matkę, która go wychowała bez ojca.

MaGa: Przykro mi to mówić, ale coś w tym spektaklu nie zagrało do końca, nie wybrzmiało tak jak powinno. W sumie tak naprawdę podobał mi się Aleksander Łyś w roli postaci zawsze towarzyszącej Maćkowi (dlaczego Król?) i Maria Kłusek w roli Matki. Łyś grał bardzo naturalnie, odnosiło się wrażenie, że stopił się z postacią, którą gra w jedno i to bardzo mi się podobało. Z kolei Kłusek – mimo młodego wieku – bardzo dobrze odtworzyła typową, schematyczną matkę XX wieku, z jej ruchami, minami, poglądami i ciągłą krzątaniną.



Robert: Aktorsko na pewno Maria Kłusek, Aleksander Łyś, może jeszcze Jessica Walecka i Karolina Zawistowska. Na pewno to spektakl, który trzeba sobie jeszcze po jego obejrzeniu poukładać w głowie, nie jest oczywisty. Mam trochę żalu że postacie drugoplanowe mają trochę za mało miejsca by coś pokazać, choć pomyślane były ciekawie. Na plus na pewno scenografia i pomysł by tak płynnie przechodzić od sceny do sceny, choć główny bohater tkwi w tym samym miejscu, a jedynie inni odchodzą i przychodzą.

Jest ciekawie, choć rzeczywiście widzieliśmy na scenie Akademii Teatralnej spektakle dużo bardziej poruszające i zapadające w pamięć.

Teatr Collegium Nobilium – Koronacja
Tekst: Marek Modzelewski
Adaptacja i reżyseria: Iza Kuna
Scenografia: Jakub Zwolak
Ruch sceniczyny: Anna Hop
Kostiumy i charakteryzacja: Monika Kaleta
Reżyser światła: Jacqueline Sobiszewski
Asystentka scenografa: Katarzyna Dycha
Asystenci reżyserki: Anna Jarosik, Maciej Łączyński
Obsada: Julia Bukała (kumpel); Jakub Dmochowski (Maciek); Julia Flisińska (Pacjentka); Lucyna Frączek (Siostra); Maria Kłusek (Matka); Aleksander Łyś (Król); Adam Stasiak (Ojciec); Jessica Walecka (Kobieta); Karolina Zawistowska (Żona).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz