Nie tak dawno powtórka z biografii Zbyszka Cybulskiego, a tu kolejne biografie aż wołają z półek: teraz mnie, teraz mnie! Sięgnąłem po biografię Romana Wilhelmiego, człowieka który zdecydowanie odszedł zbyt wcześnie, mógł jeszcze wiele pokazać i wiele osiągnąć. Pojawiają się podobne refleksje - alkohol, jakiś pęd ku autodestrukcji, nie zawsze konstruktywne decyzje i wybory, brak umiejętności budowania związków... Niełatwy charakter i jakiś magnetyzm, który często czuło się z ekranu, dążenie do perfekcji - te określenia często pojawiają się we wspomnieniach i nic dziwnego, że pojawią się również i tu, przywoływane w rozmowach z osobami które Romana Wilhelmiego znały.
To nie pierwsza książka biograficzna Magdy Jaros z którą się stykam i mam wrażenie że mimo iż czyta się to całkiem przyjemnie, pozostawiają one sporo niedosytu. To takie ślizganie się po życiorysie, pomijanie wielu etapów kariery albo i ról. Wiele z nich zasługiwało by na całe rozdziały, bo to przecież nie tylko praca nad graną postacią, ale i potem to co działo się wokół jej odbioru, jak ludzie często mogli identyfikować aktora właśnie z granym bohaterem. A przecież Wilhelmi takich wielkich ról, które potem na długo były z nim kojarzone miał całkiem sporo.
Zaskakujące było dla mnie na pewno to, że mimo iż był postacią wydawać by się mogło dość kolorową i barwną, wcale nie cieszył się wielką popularnością w środowisku, raczej trzymał się z boku, miał wąskie grono ludzi, z którymi dobrze się czuł. I nie wynikało to bynajmniej z tego, że był milczkiem, abstynentem (bo nie był), czy nie był koleżeński. Jakoś tak wychodziło że trzymał się z boku i ludzie chyba po prostu się do tego przyzwyczajali, może uważają za trochę wyniosłego, zapatrzonego w siebie.
Magda Jaros pisze o sukcesach, ale i nie pomija różnych porażek, których też wcale nie było mało. Tworzy obraz człowieka z krwi i kości, nie pozbawionego wad i słabości.
Ci którzy znają trochę wywiadów i twórczości aktora, mam wrażenie że jednak dużo nowego tu nie znajdą. Oczywiście - zdjęcia, jakieś ciekawostki wszyscy lubimy, od dobrej biografii chyba chciałoby się ciut więcej niż takiego obrazu człowieka, który nas nie zaskakuje, którego się domyślaliśmy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz